500 Plus do zwrotu! Aż 48 mln złotych, które zostały rozdzielone w 2017 roku z programu „Rodzina 500 Plus” powinny z powrotem trafić do budżetu.

 

 

Program „Rodzina 500 Plus” przeznaczony jest dla tych rodzin, które spełniają odpowiednie kryteria. Jak się jednak okazuje, nie wszystkie rodziny były na tyle uczciwe, aby wykazać prawdziwe dochody, stąd też jak poinformował wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Bartosz Marczuk, niektórzy będą musieli pobrane pieniądze zwrócić.

 

W samym Poznaniu jest to kwota rzędu 300 tys. złotych. Podobne problemy dotyczą kilkuset rodzin z Krakowa, Wrocławia i Gdańska. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ocenia, że w 2017 roku w nieprawidłowy sposób pobrano około 48 mln złotych.

 

„Co do zasady jest to kwestia niefrasobliwości, pewnej niewiedzy, część z tych przypadków to są ludzie, którzy niespecjalnie chcieli się przyznawać do tego, że mieli dochody dodatkowe i myśleli, że się może gdzieś prześlizgną. Wydaje się, że nie ma tu co liczyć na taki łut szczęścia” – powiedział Bartosz Marczuk z ministerstwa.

 

Jego zdaniem nie ma na to szans, ponieważ cały proces rozdzielania pieniędzy odbywa się z pomocą systemu informatycznego, który musi wychwycić nieuczciwe lub nieuważne osoby. Przypomniał, że należy zgłaszać każdą zmianę dotyczącą dochodów lub sytuacji rodzinnej.

 

Zatem pewne jest to, że ci nieuczciwi, którzy myśleli, że przechytrzą rząd będą musieli przywłaszczone pieniądze zwrócić.

 

źródło Wprost

redakcja



Martyna

WAŻNE! Borelioza groźniejsza niż przypuszczano. Naukowcy potwierdzają, że nawet po kuracji antybiotykiem, bakterie zostają w organizmie.

Ocieplenie klimatu spowodował, że kleszcze mogą zaatakować prawie o każdej porze roku i zarazić nas bakteriami odpowiedzialnymi za boreliozę. Badania wskazują, że bakterie, Borrelia burgdorferi są groźniejsze niż przypuszczano i mogą przetrwać leczenie antybiotykami.

 

Naukowcy z Tulane University School of Medicine opublikowali badanie, z którego wynika, że bakterie Borrelia burgdorferi, powodujące boreliozę, mogą przetrwać pełne leczenie antybiotykami. Miesiąc po leczeniu znaleziono żywe bakterie w tkankach ssaków z rzędu naczelnych. Wyniki badań, zdają się potwierdzać deklaracje pacjentów o utrzymujących się objawach, mimo przyjęcia pełnej terapii antybiotykami w leczeniu choroby.

 

Badania przeszło 10 naczelnych, którzy mieli kontakt z kleszczami przenoszącymi bakterie Borrelia burgdorferi. Cztery miesiące po zakażeniu połowa zwierząt otrzymała antybiotyk, doksycyklinę, w dawce proporcjonalnej do dawki stosowanej u ludzi. Wszystkie zwierzęta zostały poddane kompleksowej ocenie, za pomocą wielu metod diagnostycznych, aby ustalić czy baterie przetrwały.

 

Pomimo zastosowania silnych antybiotyków bakterie przeżyły. Żywe bakterie znaleziono w wielu narządach badanych zwierząt.

 

„Z tych danych wynika, że bakterie B. burgdorferi, które miały czas na przystosowanie się do gospodarza, mają zdolność unikania rozpoznawania immunologicznego, tolerują antybiotyk doksycyklinę i atakują ważne organy, takie jak mózg i serce” – powiedziała, kierująca projektem, Monica Embers, adiunkt w dziedzinie mikrobiologii i immunologii w Tulane University School of Medicine.

 

„Chociaż obecne schematy leczenia antybiotykami mogą wyleczyć większość pacjentów, leczonych wcześnie, jeśli infekcja się rozwinie, 28-dniowa terapia może być niewystarczająca” – dodała.

 

 

U wszystkich pacjentów leczonych antybiotykami stwierdzono pewien poziom infekcji jeszcze 7-12 miesięcy po leczeniu. Pomimo negatywnego wyniku testów wykazujących obecność przeciwciał boreliozy, dwóch z 10 osobników nadal było zakażonych, bakterie znaleziono w sercu i pęcherzu moczowym. Bakterie B. burgdorferi, które utrzymują się po leczeniu antybiotykami, są nadal żywe.

 

 

Mając na uwadze badania naukowców, wybierając się do lasu, lepiej zadbać o odpowiedni ubiór i spryskać się zabezpieczającym środkiem chemicznym, który uchroni nas przed atakiem kleszczy.

Lepiej dmuchać na zimne niż ryzykować zdrowie.

 

rp.pl

redakcja

 

 

 






KOLEJNY DZIEŃ WOLNY OD PRACY! Wygląda na to, że jak dobrze pójdzie to Polacy nie będą pracować w…

Szykują Polakom jeszcze jeden dzień wolny od pracy.

 

Czy Polacy się ucieszą? Pewnie nie pracoholicy, dla których wolne nie ma żadnego znaczenia. Jednak każdy normalny człowiek na pewno nie pogardzi kolejnym wolnym dniem.

Posłom PiS marzy się, aby takim dniem był właśnie Wielki Piątek. Komisja do Spraw Petycji już skierowała do Rady Ministrów pytanie o możliwość ustanowienia Wielkiego Piątku dniem wolnym.

Poseł PiS Grzegorz Wojciechowski podczas posiedzenia Komisji powiedział, że „Wielki Piątek nie tylko dla osób wierzących jest ważnym, a nawet najważniejszym, dniem w roku. Ważniejszym niż Święto Objawienia Pańskiego (zwane popularnie Świętem Trzech Króli), święto 1 Maja, czy jakiekolwiek inne święto państwowe. Blisko 100% obywateli naszego kraju to chrześcijanie, w tym głównie katolicy”.

 

Jak podkreślił poseł, Wielki Piątek jest świętem w kościele protestanckim.

 

„W takich krajach jak Austria, Niemcy i Anglia ten dzień jest dniem świątecznym. W krajach, w których dominuje religia katolicka Wielki Piątek nie jest dniem wolnym od pracy. Nie mówię, że nie jest świętem, bo to odrębna kwestia. Jedynym krajem o przewadze katolików, w którym Wielki Piątek jest świętem i dniem wolnym od pracy jest Hiszpania. O ile sobie dobrze przypominam, bodajże od 2012 r. Wielki Piątek jest świętem i dniem wolnym od pracy na Kubie” – mówił.

 

„Wielki Piątek jest swego rodzaju okresem przygotowań świątecznych, w tym zakupów i wiele instytucji bardzo często dobrowolnie ogranicza pracę w Wielki Piątek” – dodał poseł.

 

No cóż wygląda na to, że posłom PiS bardzo zależy na kolejnym wolnym dniu od pracy.

Oby tak dalej, może w ogóle nie pracujmy.






PRZERAŻAJĄCE HISTORIE UJAWNIONE! Gwałty i molestowanie dzieci, zmuszanie ofiar do samobójstw. Policja nie interweniowała latami, bo nie chciała być oskarżona o…

 

 

Brytyjskie media ujawniły kolejny skandal! W mieście Telford nawet 1000 dzieci mogło paść ofiarą pedofilów, są również ofiary śmiertelne. Władze i policja nie chciały prowadzić w tej sprawie śledztwa ze strachy przed oskarżeniami o rasizm.

 

W Telford od 1980r. nawet 1000 dzieci mogło paść ofiarą pedofilów z mniejszości etnicznych. Policja i władze wiedziały o tym procederze od lat.

 

Brytyjskie media przywołują przerażające historie ofiar, które systematycznie zwracały się do policji i pracowników socjalnych, ale ich skargi były zamiatane pod dywan. Śledztwo pokazało, że miejscowe władze Telford kwalifikowały ofiary gwałtów i seksualnego niewolnictwa jako prostytutki, a zwyrodnialcy z Bliskiego Wschodu skutecznie zastraszali swoje ofiary, zmuszali nawet niektóre z ofiar do samobójstw, faszerowali je narkotykami.

 

Sprawą zainteresowano się dopiero, gdy zginęły trzy kobiety, matka i jej dwie córki. Spłonęły w domu podpalonym przez 26-letniego Azhara Ali Mehmooda. Jedną z ofiar pożaru była 16-letnia Lucy Lowe, która urodziła dziecko oprawcy gdy miała zaledwie 14 lat. Mehmood odsiaduje teraz wyrok 17 lat więzienia za zabójstwo, ale nie został oskarżony za przestępstwa związane z wykorzystywaniem seksualnym.

 

Konserwatywna posłanka Lucy Allan, żąda niezależnego śledztwa w tej skandalicznej sprawie.

 

„Musi zostać przeprowadzone niezależne śledztwo w sprawie wykorzystywania seksualnego dzieci w Telford, aby nasza wspólnota mogła mieć absolutne zaufanie do władz” – powiedziała w rozmowie z The Mirror.

 

To nie pierwszy raz, kiedy władze Wielkiej Brytanii zamiatają tego typu sprawy pod dywan.

 

 

W 2014 roku ujawniono proceder pakistańskiego gangu z Rotherham na północy Anglii. Władze również w tym przypadku tolerowały działanie gwałcicieli. Gang molestował setki dzieci, co najmniej 1,4 tys. dzieci było wykorzystywanych seksualnie w ciągu 16 lat.

 

 

źródło pixabay

ndie

redakcja