Czaputowicz „Przyjęliśmy 2700 migrantów przysłanych do Polski z Europy Zachodniej”. Niestety nie chcą oni zostać w naszym kraju.

Wczoraj informowaliśmy o tym, że 5 kwietnia podczas pobytu we Francji minister spraw zagranicznych, Jacek Czaputowicz udzielił wywiadu dla „Le Figaro”.

Czaputowicz przyznał, że Polska przyjęła ponad milion Ukraińców, w tym wielu z objętych działaniami wojennymi w Donbasie.

Nie to jednak zaskoczyło najbardziej. Czaputowicz dodał również, że Polska przyjęła 2700 migrantów przysłanych przez Europę Zachodnią, ale nie chcą oni zostać w Polsce, gdzie stopa życiowa jest zbyt niska.

 

Z wypowiedzi ministra spraw zagranicznych wyraźnie wynika, że na terenie Polski przebywa 2700 migrantów włącznie z Afryki i Syrii. Dlaczego o całej sprawie Polacy dowiadują się z francuskiej gazety?

 

Na słowa Czaputowicza, który wspomniał również, że nie ma nic przeciwko różnorodności i szanuje Merkel za przyjęcie uchodźców, zareagowali zaniepokojeni internauci.

 

„Szanowne @pisorgpl może jakieś orędzie do Narodu, w którym otwarcie powiecie, że szykujecie nam zbrodniczy multikulturalizm w Polsce? Co z 2700 migrantami przyjętymi z Zachodu przez PL???”

 

„Panie Ministrze Czaputowiczu @MSZ_RP! Co to znaczy, że przyjęliśmy 2700 uchodźców, którzy zostali nam „przydzieleni przez Europę zachodnią”?
Kiedy to Polska wyraziła na to zgodę i dlaczego dowiadujemy się o tym z francuskiej prasy?!”

 

To zaledwie dwa zapytania z wielu, które nie doczekały się odpowiedzi ministra, bowiem ten  milczy jak zaklęty.

 

Czyżby polski rząd, za plecami Polaków rzeczywiście przyjął uchodźców i nie chodzi tu o Ukraińców?

Miejmy nadzieje, że wszelkie wątpliwości już niedługo zostaną rozwiane.

 

 

Źródło Twitter

redakcja

Martyna

„ŻYDZI W GETCIE SIĘ BAWILI”! Przez te słowa dr Ewa Kurek nie zostanie uhonorowana nagrodą Jana Karskiego.

 

Gala wręczenia nagród odwołana.

 

Jak wynika z informacji, do których dotarła „Rzeczpospolita” Konsultant Generalny w Nowym Jorku odwołał galę, na której miały być wręczone nagrody Jan Karski Humanitarian Award. Odznaczenie jest przyznawane przez Polsko-Żydowski Komitet Dialogu. Wśród laureatów tegorocznej edycji znaleźli się były doradca szefa MSZ Matthew Tyrmand, konsul w Nowym Jorku Maciej Golubiewski oraz dr Ewa Kurek.

 

I to właśnie pani doktor wzbudziła najwięcej kontrowersji.

 

Kurek jest autorką książki „Poza granicą solidarności. Stosunki polsko-żydowskie 1939-1945”. W książce Kurek napisała, że „w pierwszych latach wojny Polacy w Warszawie żyli w ciągłym strachy przed łapankami i egzekucjami”. „A Żydzi w getcie się bawili. Mieli co świętować. W końcu żyli w”autonomicznej prowincji”, którą wynegocjowali od Niemców”.

 

 

Do wręczenia nagrody dla Kurek nie dojdzie. Konsulat w Nowym Jorku przekazał informację o odwołaniu gali. „Informujemy, że z przyczyn będących poza naszą kontrolą, Konsulat Generalny Rzeczypospolitej Polskiej w Nowym Jorku odwołuje Doroczną Noc Nagrody im. Jana Karskiego. Nowa data gali i osoby uhonorowane zostaną ogłoszone przez Polsko-Żydowski Komitet Dialogu” – oświadczył konsulat.

źródło wprost, zdjęcie screen shot

redakcja




Jest ostrzeżenie dla linii lotniczych! Eurocontrol wzywa do zwiększenia czujności w rejonie Morza Śródziemnego.

 

Wczoraj europejska agencja kontroli ruchu lotniczego Eurocontrol ostrzegła linie lotnicze, aby zwiększyły czujność w rejonie wschodniej części Morza Śródziemnego w związku z możliwością ataku z powietrza na cele w Syrii w ciągu najbliższych 72 godzin.

 

W opublikowanym na stronie internetowej agencji komunikacie stwierdzono, że podczas ataku mogą zostać użyte pociski rakietowe powietrze-ziemia oraz rakiety samosterujące, które mogą zagrozić przelatującym samolotom pasażerskim.

Ponadto należy liczyć się z możliwością zakłóceń w pracy aparatury nawigacyjnej i łączności radiowej.

Eurocontrol powołał się na dokument Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Ruchu Lotniczego.

Zapowiadany atak na cele w Syrii jest odpowiedzią prezydenta USA Donalda Trumpa na kolejne już użycie broni chemicznej wobec ludności cywilnej przez reżim prezydenta Syrii Baszara el- Asada.

 

źródło TVP info, pixabay

redakcja




Polska musi się otworzyć na imigrantów, szczególnie tych z krajów arabskich! Trzeba to zrobić, dla dobra pracodawców?

Na polskim rynku pracy, nie ma pracowników wykwalifikowanych, dlatego Polska powinna otworzyć swoje granice dla imigrantów, szczególnie, dla tych z krajów arabskich, aby ten niedobór uzupełnić.

 

Tak wynika przynajmniej z wypowiedzi Marka Goliszewskiego prezesa organizacji pracodawców Business Centre Club.

 

„W wielu regionach kraju różne firmy sygnalizują, że muszą rezygnować z nowych kontraktów, ponieważ nie mogą ich realizować ze względu na brak ludzi do pracy. Trzeba stworzyć lepsze warunki dla imigrantów, zwłaszcza tych wykwalifikowanych, którzy przyjechaliby na dłuższy czas i podjęli pracę”– tłumaczy.

 

Według niego Polska dla dobra pracodawców powinna otworzyć się na pracowników z krajów arabskich, bo tam można znaleźć osoby wykwalifikowane, nie zaś terrorystów.

 

Zobacz również Polska przyjęła ponad 2 tys. imigrantów przysłanych przez Europę Zachodnią.

 

„Musimy przyjąć ustawę migracyjną, która otworzy drzwi dla imigrantów. Nie tylko dla Ukraińców, bo oni przyjeżdżają tylko na krótki czas, lecz także dla imigrantów z innych państw, nawet z krajów arabskich, bo można tam znaleźć wykwalifikowanych ludzi, którzy nie są terrorystami. Musimy bardzo szeroko spojrzeć na problem zatrudnienia w Polsce pod kątem migracji, ale nie tylko ze Wschodu, lecz także z Południa” – namawia polskich polityków Goliszewski.

 

Czy rzeczywiście na polskim rynku pracy, brakuje pracowników wykwalifikowanych? Czy Polska nie ma innego wyjścia, jak otworzyć granice dla Arabów? A może to tylko pretekst dla ubogacenia naszego kraju kulturowo?

 

źródło ndie

pixabay

redakcja




Wiedzieliście? Polska przyjęła imigrantów, przysłanych przez Europę Zachodnią.

 

O tym nikt głośno nie mówił?

 

Minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz podczas zeszłotygodniowej wizyty w Paryżu udzielił zaskakującego wywiadu dla „Le Figaro”, w którym stwierdził, że Polska przyjęła imigrantów przesłanych przez Europę Zachodnią.

 

Czaputowicz w wywiadzie dla „Le Figaro” powiedział, że Polska przyjęła ponad milion Ukraińców, z których wielu przybyło z Donbasu.

 

„Ponadto przyjęliśmy 2700 migrantów przysłanych przez Europę Zachodnią, ale oni nie chcą zostać w Polsce, gdzie stopa życiowa jest zbyt niska” – tłumaczył Czaputowicz.

 

Minister spraw zagranicznych Polski wyjaśnił również, że szanuje różnorodność i gest otwarcia Angeli Merkel wobec imigrantów.

 

 

„Polska nie jest społeczeństwem wielonarodowym. A rząd jest odbiciem obaw społeczeństwa i wyrazicielem jego lęków. Osobiście szanuję różnorodność, udowadnianą przez kraje Europy Zachodniej. Szanuję też gest otwarcia Angeli Merkel wobec migrantów. Potrzeba jednak czasu, by na taką różnorodność zgodziło się społeczeństwo polskie” – wskazał.

 

To chyba dość szokująca opinia, biorąc pod uwagę fakt, że politycy PiS obiecali Polakom, że imigrantów z Afryki Północnej czy Syrii nie przyjmą.

 

źródło ndie, zdjęcie screen shot

pixabay

Martyna

SZOK! Po ośmiu latach te informacje nadal mrożą krew w żyłach. Tak stacje radiowe informowały o tragedii w Smoleńsku.

 

 

Dla dziennikarzy to był wyjątkowy poranek. Mieli relacjonować uroczystości w Katyniu, a tymczasem musieli zachować zimną krew i zmierzyć się z wielka tragedią, jak miała miejsce w Smoleńsku, 10 kwietnia 2010 roku.

Pierwsze doniesienia na temat rozbicia się Tupolewa o „pancerną brzozę” pojawiły się w serwisie informacyjnym „Fakty”. Były one raczej szczątkowe, dopiero z minuty na minutę, tragiczna informacja okazała się prawdziwa.

 

 

W podobnej sytuacji znaleźli się dziennikarze Radia ZET. Oni również musieli całkowicie zmienić harmonogram swojej pracy. Zapadła decyzje o nadawaniu programu specjalnego.

Relacje ze Smoleńska nadawała Danka Woźnicka oraz dziennikarz Polsat News, Wiktor Bater. W trakcie audycji na żywo rozmowy z politykami i duchownymi prowadziła Monika Olejnik. Najnowsze informacje były podawane co kwadrans. Nikt nie mógł uwierzyć, w to co się stało.

Tragiczne informacje zaparły dech politykom i dziennikarce prowadzącej program „Śniadanie w Trójce”. Nikt nie wiedział, co ma powiedzieć.

 

źródło youtube

pixabay




„PRZYMKNIJ SIĘ DO CHOLERY”! Skandaliczne zachowanie pracownika IPN podczas spotkania z mieszkańcami miejscowości Czarne.

Do niecodziennej sytuacji doszło podczas dyskusji między Piotrem Szubarczykiem z Biura Edukacji Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku, a mieszkańcami miejscowości Czarne.

Spotkanie dotyczyło postawienia „żołnierzom wyklętym” pomnika. Zdaniem mieszkańców, Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” nie zasługuje na takie upamiętnienie.

Benedykt Lipski, emerytowany nauczyciel z Czarnego, przytaczał przykłady zbrodni na ludności cywilnej dokonanych przez „Łupaszkę”.

 

„Przymknij się, do cholery!” – wykrzykiwał do niego Szubarczyk.

 

Pracownik IPN nie pozwalał nauczycielowi dokończyć wypowiedzi, kpił z niego, śpiewał hymn rosyjski (sic!), a wreszcie stwierdził, że Żydzi nie byli dla Polaków „bratnią krwią”.

 

W związku z tym Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych złożył skargę na zachowanie Piotra Szubarczyka do prezesa IPN.

 

„Nie wnikamy w merytoryczną zawartość wypowiedzi i spory historyczne. Jednak sposób zachowania Piotra Szubarczyka nie licuje z powagą urzędnika państwowego” – napisano.

 

Do swojego wpisu Ośrodek dołączył nagranie ze spotkania pracownika IPN z mieszkańcami Czarnego.

 

Skandaliczne zachowanie pracownika IPN

„SWOŁOCZ, KANALIE, JEBAŁ WAS PIES!” – PRACOWNIK IPN DO UCZESTNIKÓW SPOTKANIATak określił mieszkańców miejscowości Czarne Piotr Szubarczyk z Biura Edukacji Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku.Nie spodobało mu się, że podczas spotkania ośmielili się negować zasadność wystawienia pomnika „Wyklętych”. Podnosili min. kwestię zbrodni na ludności cywilnej dokonanych przez Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”. „Przymknij się, do cholery!” – krzyczał Szubarczyk do Benedykta Lipskiego, emerytowanego nauczyciela z Czarnego. Pracownik IPN nie pozwalał mu skończyć swojej wypowiedzi, wykpiwał, śpiewał hymn rosyjski (sic!), a wreszcie stwierdził, że Żydzi nie byli dla Polaków „bratnią krwią”. Dodatkowo pracownik IPN skomentował spotkanie publicznym wpisem, w którym określał mieszkańców Czarnego, którzy nie zgadzali się z nim: „wyjątkowa swołocz, tchórzliwe kanale”. I zakończył: „Jebał was pies! I tak Polska wygra tę batalię, a na was naplują kiedyś wasze wnuki”.Ośrodek składa skargę na zachowanie Piotra Szubarczyka do prezesa IPN. Nie wnikamy w merytoryczną zawartość wypowiedzi i spory historyczne. Jednak sposób zachowania Piotra Szubarczyka nie licuje z powagą urzędnika państwowego.____Jeśli popierasz nasze działania możesz dokonać wpłaty darowizny na poniższe dane. Finansujemy działalność jedynie z prywatnych środków:PayPal i karta płatnicza: https://www.omzrik.pl/donacjaDane do przelewu:Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznychul Górczewska 5301-401 Warszawanr konta 19 2490 0005 0000 4520 8435 8540tytuł : "darowizna na działalność statutową"IBAN : PL19249000050000452084358540SWIFT: ALBPPLPW

Gepostet von Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych am Montag, 9. April 2018




MORAWIECKI! To nie był zamach. Żaden z zespołów pracujących nad tą sprawą nie potwierdził tej hipotezy.

 

Kornel Morawiecki w rozmowie z radiem RMF FM wypowiedział się na temat katastrofy smoleńskiej. Według przewodniczącego koła poselskiego Wolni i Solidarni tragiczny wypadek nie był wynikiem zamachu, gdyż żaden z zespołów pracujących nad tą sprawą nie potwierdził wspomnianej hipotezy.

 

 

Morawiecki wyraził również swoje zdanie na temat opozycji, która nie zamierza uczestniczyć w obchodach ósmej rocznicy tragicznego wypadku w Smoleńsku. Polityk nie rozumie takiego stanowiska i braku szacunku dla 96 osób, które 10 kwietnia 2010 roku zginęły w katastrofie.

 

Wśród ofiar byli między innymi: prezydent Lech Kaczyński z małżonką, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, grupa parlamentarzystów, dowódcy wszystkich rodzajów Sił Zbrojnych RP, pracownicy Kancelarii Prezydenta, szefowie instytucji państwowych, duchowni, przedstawiciele ministerstw, organizacji kombatanckich i społecznych oraz osoby towarzyszące.

 

źródło Radio RMF FM

wikipedia




Unia Europejska szykuje nową rezolucję wobec Polski. W dokumencie nie ma mowy o ostatnich rozmowach z polskim rządem.

Jak podaje RMF FM, w Parlamencie Europejskim szykowana jest kolejna rezolucja w sprawie Polski. Ma ona popierać działania Komisji Europejskiej. Projekt rezolucji zostanie przyjęty w głosowaniu w poniedziałek na komisji ds. wolności obywatelskich, a później trafi na sesję całego europarlamentu w lutym.

 

Korespondentka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon zapoznała się z dokumentem rezolucji ws. naszego kraju. Okazuje się, że jest to wsparcie dla działań Komisji Europejskiej, która 20 grudnia rozpoczęła procedurę artykułu 7. Traktatu o Unii Europejskiej wobec Warszawy. Liderom grup politycznych w PE zależy, aby dokument nie dotyczył innych spraw tylko był wsparciem dla działań KE. Na razie z projektu wynika, że eurodeputowani z zadowoleniem witają decyzję Komisji w sprawie art. 7, popierają rekomendacje dla Polski i wzywają Radę Unii do szybkich działań.

W dokumencie nie ma mowy o rozmowach premiera Mateusza Morawicekiego z KE, oraz o spotkaniu z przewodniczącym organu Jeanem-Claudem Junckerem. Nie wspomniano także o rozmowach pomiędzy szefem MSZ Jackiem Czaputowiczem a Fransem Timmermansem.

Europoseł PO Michał Boni z komisji ds. wolności obywatelskich przyznał, że „nie ma nic o nowym dialogu”.

 

Zdaniem europosła chodzi najprawdopodobniej o „ustosunkowanie się PE do decyzji Komisji w sprawie artykułu 7”.

 

Polityk przytoczył pierwszy paragraf, w którym komisja ds. wolności obywatelskich „z zadowoleniem przyjmuje decyzję Komisji (Europejskiej) z dnia 20 grudnia 2017 r. o aktywowaniu art. 7 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej w odniesieniu do sytuacji w Polsce i popiera wezwanie Komisji skierowane do polskich władz w celu rozwiązania problemów”. Jego zdaniem stanowi to zachętę do dalszych rozmów ws. naszego kraju.

 

źródło rmf fm, wikipedia

mm

Martyna

Szokujące informacje z Olkusza! Dziesięciolatkowie wykorzystali swoją koleżankę. Sprawa dopiero teraz wyszła na jaw.

Przerażające wiadomości z Olkusza.

 

W Olkuszu na północnym-zachodzie woj. małopolskiego policja otrzymała zgłoszenie o możliwości popełnienia gwałtu na uczennicy szkoły podstawowej. Dziecko zostało zaatakowane i zgwałcone przez rówieśników ze szkoły. Jak podała „Gazeta Krakowska”, do tego karygodnego czynu doszło najprawdopodobniej w szkolnej toalecie lub poza budynkiem szkoły w czasie trwania przerwy.

 

Choć do tego przestępstwa doszło prawdopodobnie w październiku, sprawa dopiero teraz wyszła na jaw. Prawdę niedawno odkryła matka jednego ze sprawców.

 

 

Po tej informacji 10-latka zabrana została do szpitala, gdzie ją przebadano, a następnie na policję. Marika Guzik-Gajda z olkuskiej policji podała do publicznej wiadomości, że sprawą zajął się miejski sąd rodzinny.

 

„Materiały są skąpe i niekompletne. Trudno ustalić, co się tam tak naprawdę wydarzyło”– powiedział sędzia Rafał Ziętek z Sądu Rejonowego w Olkuszu z „Gazetą Krakowską”.

 

Materiały w tej sprawie nadal wymagają uzupełnienia. Policja przesłucha domniemaną ofiarę oraz sprawców.

 

Jeśli okaże się, że chłopcy są winni to ze względu na wiek i tak nie poniosą kary. Nie mogą trafić nawet do zakładu poprawczego, gdyż nie ma ją ukończonych 13 lat.

 

źrodło fakt.pl, pixabay

mm




Co to jest ten osławiony art. 7 Traktatu Unijnego? I co grozi Polsce? Wyjaśniamy.

 

 

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego co to jest ten osławiony art7. Traktatu Unijnego. Wyjaśniamy z czym to się je i czy Polsce grożą jakiekowiek sankcje.

pixabay

mm




Po kinolu Rafała Bryndala nie ma już śladu! Dziennikarz wygląda świetnie. Nic dodać, nic ująć.

 

 

Dziennikarza Rafała Bryndala i jego wielki nos kojarzą chyba wszyscy. Okazuje się,  jednak, że po tym wielkim kinolu ślad nie pozostał, a dziennikarz wygląda po prostu świetnie.

 

Duży, czerwony nos znikł, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, efekt ten nie jest wbrew domysłom wynikiem operacji plastycznej, ale wizyty u lekarza.

 

 

„To była choroba, z którą bardzo długo się zmagałem. Lekarze leczyli mnie na różne sposoby, ale nieskutecznie. Nie wiem, czy to ich metody były nieskuteczne, czy ja tak szybko traciłem cierpliwość. Dzięki Bogu mój przyjaciel podstępem zawiózł mnie do pana doktora. Pan doktor z kolei właściwie w przeciągu kilku spotkań dokonał zmiany, którą teraz widzimy” – powiedział w studiu „Dzień Dobry TVN”.

 

Jak się okazało, dziennikarz zmagał się z poważnym problemem dermatologicznym. Schorzenie, które zmieniło jego kształt nosa było nie tylko nieestetyczne, ale mogło sprawiać dużo większe problemy zdrowotne. Lekarz, który mu pomógł podkreślił, że nie dokonał żadnego cudu, a jedynie dobrał odpowiednią metodę leczenia.

 

 

„To trądzik różowaty, który dotyczy nosa. Rozrastają się gruczoły łojowe, i albo trzeba coś z tym zrobić, albo pozwolić, żeby się rozrastało. Największy nos, jaki widziałem, był tak duży, że zasłaniał usta” – wyjaśnił doktor Łukasz Preibisz w wywiadzie.

 

„W przypadku Rafała to rzeczywiście było kilka spotkań, ale nie były lekkie, to były spotkania zabiegowe” – dodał.

 

Dziennikarz sam przyznał, że leczenie, jakiemu się poddał było bardziej inwazyjne, niż się tego spodziewał.

 

 

„To było bardzo bolesne. Każdy ma świadomość tego, że nos jest bardzo unerwiony. Nie można go znieczulić. Każde spotkanie to była dla mnie mordęgą, ale byłem tego świadomy. Na szczęście pan doktor ze swoją energią, sposobem bycia i sposobem przekazania informacji, co chce ze mną zrobić, sprawił, że nabrałem zaufania i poddałem się tym torturom. Warto podkreślić, że to nie była operacja plastyczna, tylko zabiegi” – opowiadział Bryndal w studiu TVN.

 

Dziś Rafał Bryndal może cieszyć się efektami terapii. Wygląda po prostu świetnie. Nic dodać, nic ukąć.

Facebook, wp.pl mm




Co to jest ten osławiony art. 7 Traktatu Unijnego? I co grozi Polsce? Wyjaśniamy.

 

 

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego co to jest ten osławiony art7. Traktatu Unijnego. Wyjaśniamy z czym to się je i czy Polsce grożą jakiekowiek sankcje.

pixabay

mm

Martyna

Po kinolu Rafała Bryndala nie ma już śladu! Dziennikarz wygląda świetnie. Nic dodać, nic ująć.

 

 

Dziennikarza Rafała Bryndala i jego wielki nos kojarzą chyba wszyscy. Okazuje się,  jednak, że po tym wielkim kinolu ślad nie pozostał, a dziennikarz wygląda po prostu świetnie.

 

Duży, czerwony nos znikł, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, efekt ten nie jest wbrew domysłom wynikiem operacji plastycznej, ale wizyty u lekarza.

 

 

„To była choroba, z którą bardzo długo się zmagałem. Lekarze leczyli mnie na różne sposoby, ale nieskutecznie. Nie wiem, czy to ich metody były nieskuteczne, czy ja tak szybko traciłem cierpliwość. Dzięki Bogu mój przyjaciel podstępem zawiózł mnie do pana doktora. Pan doktor z kolei właściwie w przeciągu kilku spotkań dokonał zmiany, którą teraz widzimy” – powiedział w studiu „Dzień Dobry TVN”.

 

Jak się okazało, dziennikarz zmagał się z poważnym problemem dermatologicznym. Schorzenie, które zmieniło jego kształt nosa było nie tylko nieestetyczne, ale mogło sprawiać dużo większe problemy zdrowotne. Lekarz, który mu pomógł podkreślił, że nie dokonał żadnego cudu, a jedynie dobrał odpowiednią metodę leczenia.

 

 

„To trądzik różowaty, który dotyczy nosa. Rozrastają się gruczoły łojowe, i albo trzeba coś z tym zrobić, albo pozwolić, żeby się rozrastało. Największy nos, jaki widziałem, był tak duży, że zasłaniał usta” – wyjaśnił doktor Łukasz Preibisz w wywiadzie.

 

„W przypadku Rafała to rzeczywiście było kilka spotkań, ale nie były lekkie, to były spotkania zabiegowe” – dodał.

 

Dziennikarz sam przyznał, że leczenie, jakiemu się poddał było bardziej inwazyjne, niż się tego spodziewał.

 

 

„To było bardzo bolesne. Każdy ma świadomość tego, że nos jest bardzo unerwiony. Nie można go znieczulić. Każde spotkanie to była dla mnie mordęgą, ale byłem tego świadomy. Na szczęście pan doktor ze swoją energią, sposobem bycia i sposobem przekazania informacji, co chce ze mną zrobić, sprawił, że nabrałem zaufania i poddałem się tym torturom. Warto podkreślić, że to nie była operacja plastyczna, tylko zabiegi” – opowiadział Bryndal w studiu TVN.

 

Dziś Rafał Bryndal może cieszyć się efektami terapii. Wygląda po prostu świetnie. Nic dodać, nic ukąć.

Facebook, wp.pl mm




Spore zmiany w Kodeksie Pracy! Rząd bierze się za urlopy. 26 dni wolnych prawie dla każdego, ale to jeszcze nie koniec.

 

 

26-dniowy urlop dla każdego niemal pewny. Dodatkowy bezpłatny urlop na żądanie i przepadające niewykorzystane dni wolne nadal duskutowane. Jak będzie wyglądał nowy Kodeks Pracy?

 

Rząd nadal pracuje nad nowym Kodeksem Pracy. Z najświeższych informacji, do których dotarł „Super Express” wynika, że prawie wszystkim, nawet nowo zatrudnionym pracownikom będzie przysługiwało 26 dni wolnego.

Wiadomo, że komisja Kodyfikacyjna Prawa Pracy rozważa również wprowadzenie czterech dodatkowych dni urlopu bezpłatnego na żądanie..

Komisja chce również, aby cały urlop został wykorzystany w ciągu jednego roku, ale w tej kwestii decyzja jeszcze nie zapadła.

 

Komisja nad nowym Kodeksem Pracy pracuje już rok i ma jeszcze sześć miesięcy, aby pracę zakończyć, ale istnieją obawy, że czas ten nieco się wydłuży.

 

źródło money.pl, pixabay

mm




To chyba jakiś żart. Sztandarowy program PiS do likwidacji. Powód? Lenistwo Polaków.

 

Nowoczesna szaleje i zapowiada likwidację 500 plus.

 

Program Rodzina  500+ jest niesprawiedliwy i opresyjny wobec klasy średniej powiedział wiceprzewodniczący Nowoczesnej Witold Zembaczyński.

 

Jeśli jego partia dojdzie do władzy to sztandarowy program bezpowrotnie znikanie.

 

Wg. Zembaczyńskiego 500+ kształtuje wśród Polaków lenistwo, sporo rodziców rezygnuje z aktywności zawodowej, co zdecydowanie przeszkadza politykowi.

 

Wiceprzewodniczący Nowoczesnej ma dla Polaków propozycję na inny program „Aktywna Rodzina”, który zakłada spore ulgi, dla rodzin, ale tylko pracujących.

 

 

„Jesteś aktywny dostajesz możliwość ulgi, która jest znacznie większa niż 500+ „- powiedział w piątek Zembaczyński w wywiadzie dla Polskiego Radia 24.

 

 

Jak zapewnił, program „Aktywna Rodzina” nie pozbawiłby też pomocy tych osób, które naprawdę jej potrzebują.

 

źródło wp

mm