DENIS URBUKO I ADAM BIELECKI PRZESADZILI ZE WSPINACZKĄ! Himalaiści za szybko weszli na wysokość 7400 m.n.p.m i przypłacili to…

 

 

Denis Urbuko w ostatnim wpisie informującym o wspinaczce na K2 poinformował, że wraz z polskim himalaistą Adamem Bieleckim za szybko weszli na wysokość 7400 metrów. Chcieli sprawdzić drogę, niestety przypłacili to halucynacjami.

 

To była ciężka noc napisał Urbuko.

 

„Ciało z trudem przyzwyczajało się do wysokości. W majaczeniu zobaczyłem rosnący w namiocie bananowiec, z którego narwałem tyle (owoców – red.), ile dałem radę pomieścić w dłonie” – opisał swoje halucynacje.

 

Po tym zdarzeniu himalaiści wrócili do bazy, położonej na 7000 m. Po drodze spotkali Macieja Kaczkana, który miał ze sobą wodę.

 

Urbuko przyznał, że jest już całą wspinaczką wyczerpany, ale ma jeszcze siły, aby dotrzeć na wysokość 7950 metrów, gdzie himalaiści rozbiją czwarty obóz.

 

No cóż, życzymy powodzenia i więcej rozsądku, bo inaczej może się to źle zakończyć.

 

 

źródło wprost

redakcja

 

Martyna

TAKIEGO WYBRYKU NATURY ŚWIAT JESZCZE NIE WIDZIAŁ! Ma cztery łapy i przepiękny pyszczek. Nikt nie zna przyczyny takiego zabarwienia jego futerka.

Na zdjęciu właścicielka kota.

 

 

 

Takiego wybryku natury świat jeszcze nie widział. Ma cztery łapy od kilku dni podbija internet i francuskie media. Kto? Kot zwany „chimerą. Jego dwukolorowa twarz z linią podziału idealnie biegnącą między oczami to naprawdę niezwykły widok.

Na świecie kot zyskał popularność dzięki sesji zdjęciowej wykonanej przez słynnego fotografa zwierząt Jean-Michela Labata.

 

Właścicielka kota nazywa go „prawdziwym małym cudem niebiesko-brązowym z białym medalikiem”.

 

Nikt nie zna przyczyny, dla której futerko zwierzęcia zabarwione jest w tak wyjątkowy sposób i choć zdecydowanie zwierzak jest wybrykiem natury to niezwykle pięknym.

 

 

 

https://www.facebook.com/amazingnarnia/videos/1969411003297157/

 

źródło facebook

redakcja




W tym starciu z UKRAIŃCAMI polscy policjanci nie mieli szans. Pomimo użycia broni służbowej, trafili do szpitala.

 

Czy to vet za vet, a może po prostu szajka przestępców?

 

Niedawno informowaliśmy o dwóch Ukraińcach, którzy w autobusie zostali zaatakowani przez Polaka.

 

Tym razem role się odwróciły. Dziś 23 lutego, około godziny 2:00 w nocy doszło w Zgierzu do napaści na policjantów.

 

Kiedy funkcjonariusze prowadzili w centrum Zgierza działania związane ze zwalczaniem przestępczości samochodowej, zauważyli pięciu mężczyzn kręcących się w pobliżu zaparkowanych aut. Policjanci podjęli interwencję i próbowali wylegitymować te osoby.

 

TUTAJ PRZECZYTASZ WIĘCEJ POLAKU, KTÓRY WYZYWAŁ I TŁUKŁ UKRAIŃCÓW.

 

„Mężczyźni od razu stali się agresywni wobec wykonujących czynności służbowe funkcjonariuszy” – poinformowała policja.

 

 

Grupa mężczyzn, która zaatakowała policjantów zaczęła w nich rzucać różnymi przedmiotami. Ci z kolei zmuszeni zostali do użycia broni służbowej.

 

Podczas interwencji ranni zostali funkcjonariusze, których przewieziono do szpitala.

 

Jeden z nich doznał m.in. obrażeń głowy, drugi po badaniach mógł opuścić placówkę medyczną. Rannych zostało również trzech mężczyzn, wobec których policjanci podjęli interwencję. Życiu żadnego z nich nie zagraża niebezpieczeństwo. Zatrzymani to obywatele Ukrainy i Gruzji.

 

 

źródło wprost

redakcja




MARCIN GORTAT BEZ WAHANIA POŚPIESZYŁ NA RATUNEK! Koszykarz po raz kolejny udowodnił, że nie przechodzi obojętnie obok potrzebujących.

Wczoraj pisaliśmy o byłym reprezentancie Polski w piłce nożnej Pawle Kryszałowiczu chorym na raka jelita.

 

Jego znajoma zorganizowała dla byłego sportowca zbiórkę na leczenie w Meksyku i Niemczech.

 

Niestety zebrane środki w kwocie 57 tys. złotych nie pozwalały na wyjazd.

 

W całą sprawę zaangażował się koszykarz Marcin Gortat, który bez wahania dowiedziawszy się o sprawie zaoferował pomoc finansową i po raz kolejny udowodnił, że jest człowiekiem o dobrym sercu.

 

Tak uzbierano 150 tys. zł. Gortat chyba zawstydził PZPN, bo działacze również obiecali pomoc w sfinansowaniu leczenia Kryszałowicza.

 

Polski koszykarz znany jest ze swej dobroci i filantropii. To nie pierwszy raz, kiedy pośpieszył na ratunek, kiedy wymagała tego sytuacja.

 

źródło wprost, wikipedia

redakcja




JEŚLI TO PRAWDA, WYPRAWA NA K2 MOŻE PO RAZ KOLEJNY NIE WYPALIĆ! Wygląda na to, że w obozie atmosfera jest nie najlepsza.

Denis Urbuko na swoim blogu poinformował, że jest rozczarowany wyprawą na K2 z powodu swoich towarzyszy Polaków.

Czy teraz kiedy po zaginięciu Mackiewicza na Nanga Parbat zrobiło się głośno o górach, niektórzy próbują gwiazdorzyć?

Urbuko swój wpis zatytułował „Dejavu-2003”, nawiązując do nieudanej wyprawy przed 15 lat, kiedy to podobno miało dojść do konfliktu w grupie.

 

W swoim wpisie himalaista wytyka szereg błędów, narzeka na zachowanie Polaków i przekonuje, że „nikt nie wyciągnął żadnych wniosków”.

 

Jako przykład Urubko podaje złe rozstawienie namiotu, przez co po jakimś czasie do środka dostało się sporo śniegu. Zwróca również uwagę na zły sposób gotowania w obozie. Jego zdaniem uczestnicy wyprawy marnują gaz, zatruwają okolicę oparami i wcale nie ogrzewają rąk.

Himalaista w dalszej części swojego wpisu dodaje, że nawet sposób picia wody nie jest taki, jaki być powinien. Narzeka, że jego towarzysze nie piją tyle, ile potrzebują, tylko dostają wodę w butelkach. Ta później zamarza i nie nadaje się do spożycia. Urubko pisze, że chciałby już ruszyć w górę, ale nie pozwala na to zła pogoda.

 

„Matematyka: zaczynaliśmy na wysokości 5100 m, jesteśmy na 6500 m, a mamy osiągnąć 7950 m. Nie jesteśmy nawet w połowie drogi. To, co piszą w internecie i nastrój w obozie przypomina mi 2003 rok” – pisze Urbuko.

 

Wygląda na to, że albo rzeczywiście w obozie dzieje się nie najlepiej, albo Urbuko zwyczajnie przesadza.

 

Jakakolwiek jest prawda to nic dobrego nie wróży. Konflikt może zniweczyć całą tą wyprawę i panowie po raz kolejny mogą ponieść sromotną porażkę.

 

źródło wprost

redakcja

Martyna

TO DOPIERO ODKRYCIE! Brytyjczycy wzięli pod lupę szkielet sprzed 10 tys. lat. Wynik BADAŃ DNA zaskakują.

 

 

Brytyjscy naukowcy odkryli coś niesamowitego. Jak donosi The Guardian wzięli oni pod lupę szkielet sprzed blisko 10 tys. lat. Są to najstarsze szczątki znalezione na terenie Wielkiej Brytanii.

 

Początkowo uważano, że mężczyzna miał bladą skórę i jasne włosy. Wyniki badań genetycznych przyniosły jednak niespodziewany rezultat. Okazuje się, że mężczyzna miał niebieskie oczy, bardzo ciemną brązową karnację oraz czarne, kręcone włosy.

 

Odkrycie wskazuje, że geny jasnej skóry rozpowszechniły się w europejskiej populacji później, niż dotychczas sądzono. To dowód na to, że kolor skóry nie zawsze był wskaźnikiem przynależności geograficznej, tak jak to jest często postrzegane współcześnie.

 

Badania genetyczne przeprowadzono po wywierceniu 2-milimetrowego otworu w znalezionej czaszce i wyciągnięciu kilku miligramów proszku kostnego. Dzięki temu badacze uzyskali pełny genom, który pozwolił im na odtworzenie wyglądu Cheddar Mana.

 

źródło The Guardian, pixabay

redakacja




Ciężkie czasy przychodzą dla muzułmanek! Kolejny kraj ma dość i wprowadza zakaz noszenia…

Duński rząd idzie w ślady Francji, Belgii, Holandii oraz Bułgarii.

Rząd duński jest gotowy stać się kolejnym krajem europejskim, który wprowadzi zakaz pełnego zasłaniania twarzy w miejscach publicznych.

 

Już wkrótce za noszenie burki lub nikabu na duńskich ulicach muzułmanki mogą zapłacić wlepieniem grzywny w wysokości tysiąca koron lub nawet dziesięciu tysięcy koron, jeśli kobieta zostanie przyłapana na zabronionym czynie wielokrotnie.

 

„To jest niespójne z wartościami duńskiego społeczeństwa i szacunkiem dla wspólnoty, by zakrywać swoją twarz spotykając innych w przestrzeni publicznej” – powiedział minister sprawiedliwości, Soren Pape Poulsen.

 

„Tym zakazem ustalamy, że okazujemy każdemu zaufanie i szacunek, spotykając się z innymi twarzą w twarz” – dodał.

 

No cóż słuszna decyzja.

 

źródło pixabay

 

 

 




Już dziś TŁUSTY CZWARTEK! TE PĄCZKI LEPIEJ OMIJAJ SZEROKIM ŁUKIEM. Ich jakość jest wątpliwa.

Już dziś Tłusty Czwartek. Dyskonty robią wszystko, aby przyciągnąć do siebie klientów i sprzedać jak najwięcej pączków, oczywiście, aby jak najwięcej zarobić.

 

Tym samym ceny tych słodkości lecą na łeb na szyję i tak jedną sztukę w Lidlu czy Biedronce można kupić nawet za niecałą złotówkę, a przy zakupie większej ilości, cena jest jeszcze niższa i w zależności od sklepu oscyluje w przedziale od 0.58 gr do 0.79 gr.

 

Tu jednak powstaje pytanie? Czy taki pączek jest w ogóle jadalny i co się w nim znajduje?

Choć dyskonty zapewniają o wysokiej jakości produktu i braku konserwantów to Jacek Paprocki, dyrektor Cechu Rzemiosł Spożywczych w Warszawie w rozmowie z Wirtualną powiedział, że „uczciwą” ceną jest ok. 3 zł za sztukę.

 

„Taka cena pozwoli klientowi na zaspokojenie gustów smakowych, a producentowi na zarobek” – przekonywał.

 

Dodał również, że według wyliczeń Centrum nie da się zrobić pączka w oparciu o standardową recepturę za 0,50 zł za sztukę.

 

„Samo ciasto może mieć wówczas przeróżny skład, nie mówiąc o nadzieniu” – stwierdził Paprocki.

 

 

„Standardowa cena pączka powinna wynosić od 2 zł do 4,5 zł. Za tę cenę produkt jest bezpieczny, uwzględnia koszty produkcji i użycie wysokiej jakości składników, czyli prawdziwego masła, żółtek, drożdży, cukru, oleju, mąki i mleka” – powiedział kierownik jednego ze sklepów warszawskiej sieci piekarni i cukierni Grzybki.

 

 

Zatem wszystko jasne! Pączki za niecałą złotówkę albo i mniej, lepiej omijać szerokim łukiem.

Choć cena na pewno zachęca do kupienia, to na dobrą sprawę nie można być pewnym co w takim pączku się znajduje.

 

 

źródło wp

 

redakcja




To była dramatyczna decyzja! Denis Urbuko szczerze o tym, dlaczego nie ruszyli po Mackiewicza.

Denis Urbuko drugi z ratowników, który wraz z Bieleckim wyruszył na ratunek Elisabeth Revol opowiedział o całej akcji ratunkowej i o tym, dlaczego nie ruszyli na pomoc Mackiewiczowi.

 

Urbuko i Bielecki dotarli do Francuzki w osiem godzin. Helikopter, który zostawił ich na wysokości 4800 m nigdy wcześniej nie lądował w tym miejscu. To było po prostu mistrzostwo.

 

„Żaden śmigłowiec nie lądował wcześniej w tym miejscu, tak blisko obozu pierwszego. Kiedy się zbliżaliśmy, powiedziałem pilotowi: „jeśli możesz, zostaw nas tutaj”. Odpowiedział: „spróbuję” i nas wysadził. To również był epicki, heroiczny moment misji ratunkowej – powiedział Urubko w wywiadzie dla portalu desnivel.com.

 

 

Obaj alpiniści wspinali się nocą przy temperaturze około -40 stopni Celsjusza.

 

„Było zupełnie ciemno, nic nie widzieliśmy. Ktoś powiedział nam przez radio, że widział światło. Zacząłem krzyczeć i w odpowiedzi usłyszałem głos w ciemności. Bardzo się ucieszyliśmy, bo wiedzieliśmy już, że jesteśmy blisko niej i będziemy mogli jej pomóc. W tym momencie poczuliśmy, że nasza misja okazała się sukcesem. To był po prostu cud. Piloci wylądowali w naprawdę niesamowitym miejscu. Bardzo nam to pomogło, bo od razu znaleźliśmy się dość wysoko. Elisabeth walczyła do samego końca, schodziła z wielką determinacją. Jest niesamowitą kobietą” – przyznał.

 

 

Urbuko zapytany dlaczego nie udało się uratować Tomka Mackiewicza, który został na wysokości około 7250 powiedział szczerze:

 

 

„W tamtym momencie musieliśmy podjąć decyzję: albo pomóc przeżyć Elisabeth, albo kontynuować wspinaczkę z bardzo niewielką nadzieją na to, że uda się nam dotrzeć do Tomka. Mieliśmy też bardzo złą prognozę pogody na kolejne dni. Było jasne, że powinniśmy zostać z Elisabeth, która była bardzo słaba. Postanowiliśmy skoncentrować się na niej – powiedział Denis Urubko.

 

 

Dodał tym samym, że szanse na uratowanie Mackiewicza były niewielkie. Himalaiści musieli podjąć dramatyczną decyzję, albo uratują Elisabeth, albo ona będzie miała marne szanse na przetrawanie.

 

 

” Minęły trzy czy cztery dni, od kiedy Tomek zaczął mieć problemy z chorobą wysokościową, a Elisabeth powiedziała nam, że był w bardzo złym stanie. Trudno przypuszczać, by ktoś był w stanie mu pomóc”.

 

źródło wp

mm

Martyna

Człowieku choć raz ugryź się w język! Petru o ustawie IPN karającej za używanie sformułowania „polskie obozy pracy”.

 

Po aferze, jaka wybuchła z powodu nowelizacji ustawy IPN zakazującej używania sformułowania „polskie obozy pracy” w tej budzącej wiele emocji sprawie głos zabrał Ryszard Petru.

 

I tu chciałoby się zakrzyknąć: człowieku ugryź się w język.

 

 

„Powinien powstać zespół między dwoma rządami, który wypracuje sformułowanie które będzie akceptowalne”- powiedział w rozmowie z TVN 24 Ryszard Petru komentując sprawę nowelizacji ustawy o IPN.

 

Słowem, aby władze Izraela mogły spać spokojnie, Polska powinna ustąpić i wypracować inne sformułowanie tej ustawy.

 

Przedstawiciel opozycji znów stanął na wysokości zadania i zamiast wesprzeć stronę polską, po prostu wsparł, ale Izrael.

 

 

„W tej delikatnej materii trzeba poszukać kompromisu. Powinien powstać jakiś zespół między dwoma rządami, który wypracuje sformułowanie które będzie akceptowalne dla obu stron. Taki zespół miałby wypracować kompromisowe rozwiązanie, bo konflikt z Izraelem nie jest nam potrzebny. Wierzę że Mateusz Morawiecki stanie na wysokości zadania, schowa Patryka Jakiego i poszukają rozwiązania które jest akceptowalne dla obu stron” – dodał polityk.

 

 

 

 

źródło wprost

mm




Mówią, że ten człowiek Polski nienawidzi? Spór Czarneckiego z Różą Thun czyli jak manipulują nami media.

Jak manipulują nami media? Czyli co się dzieje między Ryszardem Czarneckim i Różą Thun? Kogo jeszcze do niedwana wspierali Patryk Jaki i Zbigniew Ziobro? O tym w najnowszym przeglądzie prasy.

 

youtube mm




Elizabeth Revol to prawdziwa szczęściara! Tomasz Mackiewicz to nie pierwszy jej partner, który zaginął w górach.

 

38-letnia Francuzka uratowana z Nanga Parbat, która wspinaczką górską pasjonuje się od 20 lat to prawdziwa szczęściara.

Tomasz Mackiewicz to nie pierwszy partner, którego straciła podczas wypraw w góry.

W kwietniu 2009 roku Francuzka wraz z  Czechem Martinem Minarikiem próbowała zdobyć Annapurnę (8010 m n.p.m.), jednak podczas schodzenia himalaista zaginął.

Revol sama zdołała dotrzeć do nepalskiego Manangu, skąd przetransportowano ją do Katmandu. Była skrajnie wyczerpana.

Ciała czeskiego kolegi Revol nie udało się odnaleźć. Po tamtym dramacie alpinistka zrobiła sobie dłuższą przerwę od sportu. Powróciła w 2014 r., i zaczęła się wspinać z Mackiewiczem.

Można powiedzieć, że 38-letnia Revol, nauczycielka wychowania fizycznego to prawdziwa szczęściara.

Podwójnie udało jej się wykaraskać z niezwykle trudnej sytuacji.

Warto wspomnieć o tym, że Francuzka w 2007 roku weszła samotnie i bez tlenu na trzy szczyty: Broad Peak, Gasherbrum I oraz Gasherbrum II. Na dwa ostatnie weszła w rekordowym odstępie 52 godzin. Została wówczas pierwszą kobietą, której udała się ta trudna sztuka.

 

źródło wp.pl, wikipedia

mm