SZOK! Po ośmiu latach te informacje nadal mrożą krew w żyłach. Tak stacje radiowe informowały o tragedii w Smoleńsku.

 

 

Dla dziennikarzy to był wyjątkowy poranek. Mieli relacjonować uroczystości w Katyniu, a tymczasem musieli zachować zimną krew i zmierzyć się z wielka tragedią, jak miała miejsce w Smoleńsku, 10 kwietnia 2010 roku.

Pierwsze doniesienia na temat rozbicia się Tupolewa o „pancerną brzozę” pojawiły się w serwisie informacyjnym „Fakty”. Były one raczej szczątkowe, dopiero z minuty na minutę, tragiczna informacja okazała się prawdziwa.

 

 

W podobnej sytuacji znaleźli się dziennikarze Radia ZET. Oni również musieli całkowicie zmienić harmonogram swojej pracy. Zapadła decyzje o nadawaniu programu specjalnego.

Relacje ze Smoleńska nadawała Danka Woźnicka oraz dziennikarz Polsat News, Wiktor Bater. W trakcie audycji na żywo rozmowy z politykami i duchownymi prowadziła Monika Olejnik. Najnowsze informacje były podawane co kwadrans. Nikt nie mógł uwierzyć, w to co się stało.

Tragiczne informacje zaparły dech politykom i dziennikarce prowadzącej program „Śniadanie w Trójce”. Nikt nie wiedział, co ma powiedzieć.

 

źródło youtube

pixabay

Martyna

„PRZYMKNIJ SIĘ DO CHOLERY”! Skandaliczne zachowanie pracownika IPN podczas spotkania z mieszkańcami miejscowości Czarne.

Do niecodziennej sytuacji doszło podczas dyskusji między Piotrem Szubarczykiem z Biura Edukacji Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku, a mieszkańcami miejscowości Czarne.

Spotkanie dotyczyło postawienia „żołnierzom wyklętym” pomnika. Zdaniem mieszkańców, Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” nie zasługuje na takie upamiętnienie.

Benedykt Lipski, emerytowany nauczyciel z Czarnego, przytaczał przykłady zbrodni na ludności cywilnej dokonanych przez „Łupaszkę”.

 

„Przymknij się, do cholery!” – wykrzykiwał do niego Szubarczyk.

 

Pracownik IPN nie pozwalał nauczycielowi dokończyć wypowiedzi, kpił z niego, śpiewał hymn rosyjski (sic!), a wreszcie stwierdził, że Żydzi nie byli dla Polaków „bratnią krwią”.

 

W związku z tym Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych złożył skargę na zachowanie Piotra Szubarczyka do prezesa IPN.

 

„Nie wnikamy w merytoryczną zawartość wypowiedzi i spory historyczne. Jednak sposób zachowania Piotra Szubarczyka nie licuje z powagą urzędnika państwowego” – napisano.

 

Do swojego wpisu Ośrodek dołączył nagranie ze spotkania pracownika IPN z mieszkańcami Czarnego.

 

Skandaliczne zachowanie pracownika IPN

„SWOŁOCZ, KANALIE, JEBAŁ WAS PIES!” – PRACOWNIK IPN DO UCZESTNIKÓW SPOTKANIATak określił mieszkańców miejscowości Czarne Piotr Szubarczyk z Biura Edukacji Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku.Nie spodobało mu się, że podczas spotkania ośmielili się negować zasadność wystawienia pomnika „Wyklętych”. Podnosili min. kwestię zbrodni na ludności cywilnej dokonanych przez Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”. „Przymknij się, do cholery!” – krzyczał Szubarczyk do Benedykta Lipskiego, emerytowanego nauczyciela z Czarnego. Pracownik IPN nie pozwalał mu skończyć swojej wypowiedzi, wykpiwał, śpiewał hymn rosyjski (sic!), a wreszcie stwierdził, że Żydzi nie byli dla Polaków „bratnią krwią”. Dodatkowo pracownik IPN skomentował spotkanie publicznym wpisem, w którym określał mieszkańców Czarnego, którzy nie zgadzali się z nim: „wyjątkowa swołocz, tchórzliwe kanale”. I zakończył: „Jebał was pies! I tak Polska wygra tę batalię, a na was naplują kiedyś wasze wnuki”.Ośrodek składa skargę na zachowanie Piotra Szubarczyka do prezesa IPN. Nie wnikamy w merytoryczną zawartość wypowiedzi i spory historyczne. Jednak sposób zachowania Piotra Szubarczyka nie licuje z powagą urzędnika państwowego.____Jeśli popierasz nasze działania możesz dokonać wpłaty darowizny na poniższe dane. Finansujemy działalność jedynie z prywatnych środków:PayPal i karta płatnicza: https://www.omzrik.pl/donacjaDane do przelewu:Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznychul Górczewska 5301-401 Warszawanr konta 19 2490 0005 0000 4520 8435 8540tytuł : "darowizna na działalność statutową"IBAN : PL19249000050000452084358540SWIFT: ALBPPLPW

Gepostet von Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych am Montag, 9. April 2018




MORAWIECKI! To nie był zamach. Żaden z zespołów pracujących nad tą sprawą nie potwierdził tej hipotezy.

 

Kornel Morawiecki w rozmowie z radiem RMF FM wypowiedział się na temat katastrofy smoleńskiej. Według przewodniczącego koła poselskiego Wolni i Solidarni tragiczny wypadek nie był wynikiem zamachu, gdyż żaden z zespołów pracujących nad tą sprawą nie potwierdził wspomnianej hipotezy.

 

 

Morawiecki wyraził również swoje zdanie na temat opozycji, która nie zamierza uczestniczyć w obchodach ósmej rocznicy tragicznego wypadku w Smoleńsku. Polityk nie rozumie takiego stanowiska i braku szacunku dla 96 osób, które 10 kwietnia 2010 roku zginęły w katastrofie.

 

Wśród ofiar byli między innymi: prezydent Lech Kaczyński z małżonką, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, grupa parlamentarzystów, dowódcy wszystkich rodzajów Sił Zbrojnych RP, pracownicy Kancelarii Prezydenta, szefowie instytucji państwowych, duchowni, przedstawiciele ministerstw, organizacji kombatanckich i społecznych oraz osoby towarzyszące.

 

źródło Radio RMF FM

wikipedia




Zaskakujące dane?? Według najnowszego raportu, aż 62 procent Ukraińców deklaruje powrót do Polski.

Aż 62 proc. Ukraińców chce ponownie przyjechać do Polski w celach zarobkowych, wynika z raportu Personnel Service „Barometr Imigracji Zarobkowej – I półrocze 2018”. 

 

Pracownicy z Ukrainy decydują się na pracę w Polsce, bo mają do nas blisko. To właśnie na tym nasz kraj wygrywa z innymi rynkami w walce o pracowników ze Wschodu. Oczywiście, zarobki też są ważne. W Polsce Ukrainiec zarobi nawet czterokrotność ukraińskiej pensji – powiedział prezes Personnel Service Krzysztof Inglot, cytowany w komunikacie.

 

Dlaczego Ukraińcy deklarują powrót do Polski?

 

Aż 62 proc. ankietowanych Ukraińców zadeklarowało powrót do Polski w celach zarobkowych. Chęć powrotu pokazuje, że pracownicy zza wschodniej granicy dobrze się u nas czują, podkreśla Personnel Service. Wybór Polski jako miejsca emigracji zarobkowej podyktowany jest przede wszystkim bliskością geograficzną obu państw (54 proc. wskazań). Na drugim miejscu znalazła się wysokość zarobków (44 proc.), a na trzecim niska bariera językowa (34 proc.). Ta ostatnia jest również ważna dla pracodawców, ponieważ pozwala na szybkie wdrożenie pracownika. Dla 3 na 10 obywateli Ukrainy ważna jest obecność w Polsce ich rodziny lub znajomych, zaś co piąty badany docenia możliwość wyboru spośród dużej liczby ofert pracy.

 

Polscy pracodawcy również chętnie zatrudniają Ukraińców.

 

Przeczytaj również „Polskie k…wy skończycie, jak na Wołyniu. Zaj..ie was je..ne Polaki.

 

„Siatka Ukraińców pracujących w Polsce jest już na tyle rozległa, że chętnie wykorzystują ją pracodawcy. W celu znalezienia nowych kandydatów do pracy 36 proc. firm prosi o pomoc Ukraińców, którzy aktualnie są w Polsce. 35 proc. przedsiębiorstw szuka pracowników przy pomocy agencji zatrudnienia, a odpowiednio 15 proc. i 14 proc. stara się znaleźć osoby do pracy przy pomocy ukraińskich serwisów internetowych i social mediów. Analogicznie jak w przypadku pracowników, najmniej pracodawców korzysta z usług urzędów pracy. 13 proc. firm poszukuje kandydatów przy pomocy polskich urzędów pracy, a jedynie 5 proc. ich ukraińskich odpowiedników” – podsumowano.

 

źródło ISBnews, pixabay

redakcja




DENIS URUBKO W POLSCE! Wypowiedź himalaisty zaskoczyła dziennikarzy. (video)

 

Denis Urubko po wylądowaniu na lotnisku Okęcie znalazł chwilę na rozmowę z dziennikarzami. Rosjanin potwierdził to co powiedział już wcześniej.

 

„Nie było atmosfery do wspinania się” –  przyznał wprost.

 

 

Urubko potwierdził również, że nie komunikował się z nikim przed podjęciem samodzielnego ataku szczytowego.

 

 

„Mam duże doświadczenie w Himalajach. Wiedziałem, że są niezłe warunki w obozach i moja kondycja była w porządku, dlatego zdecydowałem się ruszyć – wyjaśnił doświadczony alpinista, dodając: – Decyzja o ataku szczytowym nie była trudna. Dla mnie zima kończy się 28 lutego i chciałem zaatakować szczyt do końca prawdziwej zimy”.

 

Na tym jednak Urubko nie poprzestał. Pomimo nieporozumień do jakich doszło między nim, a polską ekipą, himalaista pozytywnie zaskoczył dziennikarzy mówiąc, że w przyszłości zamierza nadal wspinać się z Polakami.

 

„W przyszłości chcę dalej wspinać się z Adamem Bieleckim i innymi polskimi kolegami”

 

To dość zaskakujące słowa po tym jak wcześniej nie widział możliwości współpracy w bazie pod K2.

 

 

Rosjanin podkreślił również, że wielkim honorem i zaszczytem dla niego było wzięcie udziału w akcji ratunkowej na Nanga Parbat, gdzie uratowano Elisabeth Revol.

 

źródło Twitter

 

 

Martyna

TO JUŻ PEWNE! Wymiana młodzieży polsko-muzułmańskiej nie dojdzie do skutku. Strona niemiecka postanowiła nie narażać uczniów na niebezpieczeństwo.

 

 

 

Według ustaleń Radia Zet, nie dojdzie do polsko-niemieckiej wymiany młodzieży pomiędzy Zespołem Szkół Budowlanych nr 1 z Poznania a Domem Młodzieży Cafe Oje z Krefeld. Powodem mają być ataki na cudzoziemców w Polsce.

 

Ale nazwijmy rzeczy po imieniu, gdyby chodziło o młodzież niemiecką to nie byłoby żadnego problemu.

 

Tymczasem, jak poinformował Christel Bähner-Hox, reprezentujący dom młodzieży z Krefeld, podopieczni Cafe Oje to głównie muzułmańscy uchodźcy z traumatycznymi przeżyciami. Strona niemiecka nie chce, aby w związku z licznymi atakami na cudzoziemców w Polsce spotkało ich coś złego.

 

 

Dyrektor Zespołu Szkół Budowlanych Krzysztof Kubiak wyraził ubolewanie, że nie dojdzie w tym roku do wymiany młodzieży. Mimo odwołania swojej wizyty przez partnera, polscy uczniowie z Poznania są ponownie zaproszeni do Niemiec.

 

 

 

Pytanie tylko, dlaczego cała ta akcja została nazwana wymiana młodzieży polsko-niemieckiej zamiast polsko-muzułmańskiej?

 

 

źródło wprost

pixabay

redakcja

 

 




POLSKA! Było zimno, a TA kobieta porzuciła go w lesie, zostawiając na pewną śmierć. Ratunek przyszedł w porę.

 

 

Kolejny przykład ludzkiego okrucieństwa. Tym razem serca nie okazała 33-letnia mieszkanka Żagania w Lubuskiem, która zaciągnęła swojego psa do lasu, przywiązała go do drzewa i zostawiła na pewną śmierć.

Do tego zdarzenia doszło w grudniu, traf chciał, że po lesie spacerowała inna kobieta, która odwiązała zmarznięte, wygłodniałe i wystraszone zwierzę, ratując mu życie.

 

 

„Pies był przywiązany za pomocą krótkiej smyczy, strasznie cierpiał. Właściciel zostawił go na pewną śmierć. Temperatury w tym czasie były niskie, a pies nie miał ani schronienia, ani wody i jedzenia. Najważniejszym oczywiście było to, że zwierzaka udało się uratować” – powiedział rzecznik lubuskiej policji Marcin Maludy.

 

Kobiecie grożą dwa lata więzienia. Kiedy policja zapytała ją, dlaczego tak postąpiła, nie potrafiła wytłumaczyć swojej bezwzględności.

 

To nie pierwszy raz kiedy, „KTOŚ” wykazuje się niebywałym okrucieństwem i porzuca psa. Tak niedawno pisaliśmy o mężczyźnie, który zmasakrował czteromiesięcznego szczeniaka i uciekł do Szkocji.

 

Takich przykładów jest po prostu na pęczki i to jest w tym wszystkim najgorsze.

 

Tutaj przeczytasz również MUZUŁMANOM ZACZYNA PRZESZKADZAĆ DOSŁOWNIE WSZYSTKO! Muzułmańskie dzieci robią porządek ze swoimi nie-muzułmańskimi rówieśnikami.

 

 

 

źródło rmf fm, pixabay

redakcja

 

 




Ktoś tu łże jak pies? Himalaista Denis Urubko miał być pozostawiony sam sobie, podobno podróżował tylko z jednym chorym tragarzem.

Wczoraj serwis mointain.ru opublikował informacje jakoby himalaista Denis Urubko przeszedł 100 kilometrów z jednym, cierpiącym na chorobę wysokościowa tragarzem Aminem.

 

Pakistańczyk miał problemy ze wzrokiem, chorował na ślepotę śnieżną. Jak podał serwis, pojawiające się informacje o tym, że Urubko wyszedł z 15 tragarzami, z mobilną kuchnią, namiotami były mocno przesadzone.

 

Dziś serwis wycofuje się z  opublikowanej przez siebie treści. Okazuje się jednak, że Urubko podróżował z tragarzami.

 

 

„Denis Urubko zapytał, czy mógłby dołączyć do grupy tragarzy, która po spędzeniu kilku dni w bazie pod K2 – gdzie została serdecznie przyjęta przez Polaków – miała schodzić do Askole. Zgodziliśmy się, a dołączył do tej grupy jeszcze jeden z pakistańskich tragarzy, któremu zejście zalecił lekarz. Grupa była wyposażona w cały sprzęt, niezbędny do takiego zejścia. Posiadała namioty, czy nawet przeszkolonego szefa kuchni. Po dotarciu do Askole grupa pojechała dżipami do Skardu, a stamtąd udała się do Islamabadu. Osobiście właśnie tam spotkałem się z Denisem Urubko” – taki komunikat przekazał rosyjskiemu mountain.ru Asgar Ali Porik, przedstawiciel Jasmin Tours.

 

Pewne jest również to, że Rosjanin na swojej drodze spotkał polską parę Jacka i Iwonę i to oni pomogli Urubce i choremu tragarzowi w sprawnym zejściu.

 

Rosjanin dotarł do Islamabadu we wtorek 6 marca.

 

Tutaj przeczytasz również o  Denis Urubko o Wielickim. Te słowa nie najlepiej świadczą o kierowniku polskiej wyprawy.

Pytanie. Skąd tyle sprzecznych informacji?

 

źródło mointain.ru, facebook

redakcja

 




TYLKO ZRYWAĆ BOKI! KATARZYNA LUBNAUER MÓWI POSŁOM CO MAJĄ ROBIĆ PRZED KAMERAMI.

Dziennikarze „Wiadomości” zamieścili w swoim materiale dotyczącym wyboru Kamili Gasiuk-Pihowicz na szefową klubu Nowoczesnej kulisy konferencji prasowej partii.

W głównym wydaniu programu informacyjnego wyemitowano sceny, które miały miejsce chwilę przed spotkaniem z dziennikarzami.

Na krótkim video słychać i widać, jak Katarzyna Lubnauer upomina swoich kolegów z partii, aby się uśmiechali.

 

 

Nie ma to jak robić dobrą minę do złej gry. Czyżby posłowie nie wiedzieli, że do kamer trzeba się uśmiechać i koniecznie trzeba im o tym przypominać?

link do video

 

https://twitter.com/pikus_pol/status/950805610496450560/video/1

 

źródło Twitter

mm

Martyna

CO ZA WIOCHA! TEMU TO JEDNAK SŁOMA Z BUTÓW WYSTAJE. POSEŁ CHCIAŁ, ŻEBY ODPRAWIONO GO JAK VIP-A.

Nie od dziś wiadomo, że poseł Tarczyński z PiS to „niezwykle zapracowany człowiek”. Jednak na urlop czas potrafi wygospodarować.

 

Tym razem Tarczyński ze swoją partnerką wybrał się do Meksyku, konkretnie do Cancun.

I pewnie o tej podróży nikt by się nie dowiedział, gdyby nie awantura na lotnisku, którą to poseł urządził przed wylotem.

 

Świadek zeznał, że polityk chciał, aby odprawiono go bez kolejki, pomimo, że miał wykupione bilety w klasie ekonomicznej.

 

 

„Robił wszystko, żeby odprawiono go jak VIP-a, bez kolejki” – zdradza „Faktowi” świadek wydarzenia.

 

Tarczyński zapytany o awanturę na lotnisku całkowicie jej zaprzeczył, twierdząc, że to nie on zawinił, ale inni podróżujący.

 

 

„To bzdura! Byłem obrażany przez ludzi czekających obok. Część była pod wpływem alkoholu i nie podobała im się moja przynależność partyjna” – wyjaśnił.

 

 

Według jego relacji, opuścił kolejkę, żeby prosić o pomoc policję i straż lotniska.

 

I bądź tu człowieku mądrym. Komu tu wierzyć?

 

źródło Twitter

mm

 




PILNE! KOLEJNE AWARYJNE LĄDOWANIE. TYM RAZEM NA LOTNISKU W KRAKOWIE.

Wczoraj informowaliśmy o awaryjnym lądowaniu na lotnisku Chopina w Warszawie, dziś takie lądowanie miało miejsce na lotnisku w Krakowie-Balicach.

 

Airbus A319 niemieckiej linii lotniczej Lufthansa wystartował z Krakowa po godzinie 11. Jednak zaraz po starcie pilot poinformował wieżę, że ma uszkodzoną oponę.

 

Maszyna, która zmierzała do Frankfurtu, nie mogła schować podwozia.

 

Na pokładzie Airbusa było 37 pasażerów i załoga. W okolicy Gliwic pilot zdecydował o powrocie na płytę lotniska. Po kilkudziesięciu minutach bezpiecznie wylądował na pasie w Balicach w asyście straży pożarnej.

 

 

POLSKIERADIO

mm




LEKKĄ RĘKĄ WYRZUCI W BŁOTO 6 MLN ZŁOTYCH! A WSZYSTKO TO DLA ZACIEŚNIENIA WIĘZI POMIĘDZY POLSKĄ I WĘGRAMI.

 

 

W zeszłym tygodniu premier Mateusz Morawicki odwiedził Węgry i spotkał się z tamtejszym szefem rządu Viktorem Orbanem.  Panowie doszli do wniosku, że oba kraje powinny zacząć pracować nad zacieśnianiem więzi ekonomicznej i gospodarczej.

I wychodzi na to, że „zacieśnianie” niedługo się rozpocznie i będzie kosztowało polskich obywateli, aż 6 mln zł.

Jednak jak na razie nie ma mowy o więziach ekonomicznych czy gospodarczych, ale wyłącznie o kulturalnych.

 

Chodzi o to, że nowy Instytut Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka, który rozpocznie swoją działalność od marca tego roku, ma promować polską i węgierską kulturę. Ta promocja pochłonie rocznie 6 mln zł.

Główne zadania? „Przekazywanie młodym pokoleniom znaczenia tradycji polsko-węgierskiej”.

Do tego współpraca i nawiązywanie kontaktów pomiędzy przedstawicielami młodzieży. Głównie chodzi o kulturę i sport.

 

Nowym instytutem kierować będzie dyrektor, wybierany przez premiera Mateusza Morawieckiego. Co ciekawe, ustawa przewiduje możliwość stworzenia oddziałów zamiejscowych Instytutu. Projekt do dalszych prac skierował szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, czyli Michał Dworczyk.

 

Co do korzyści, jakie projekt ma nieść ze sobą na razie nic nie wiadomo. Wiadomo jedynie, że budżet Polski rocznie pomniejszy się o jakieś 6 mln zł.

 

Niewykluczone, że będą to pieniądze wyrzucone w błoto.

 

źródło money.pl

mm