TAKIEJ SYTUACJI JESZCZE NIE BYŁO! Podczas audiencji papież Franciszek powstrzymał ochroniarzy, którzy ruszyli za małą…

Podczas audiencji z udziałem papieża Franciszka doszło do niezwykłej sytuacji, która zachwyciła nie tylko wszystkich zgromadzonych, ale zyskała również papieżowi wiele przychylnych głosów wśród internautów.

 

„To chrześcijańskie zachowanie”, Franciszek to wzór” – komentowali.

 

 

O co chodzi?

 

Otóż w czasie audiencji, do papieża podeszła mała dziewczynka z syndromem Downa.

 

 

 

„Śliczna dziewczynka ruszyła z miejsca i zaczęła iść w stronę Ojca Świętego” – czytamy pod fotografią, która wzruszyła setki internautów. „Ochroniarze zareagowali i chcieli zabrać ją z powrotem do mamy” – relacjonowano. Papież zatrzymał ich, po czym zwrócił się do dziewczynki słowami: „Usiądź ze mną”.

 

 

Mała zrobiła to, o co poprosił ją papież – usiadła tuż obok i audiencja trwała dalej. Franciszek kontynuował na chwilę przerwane kazanie, trzymając dziewczynkę za rękę.

 

 

Tym samym papież Franciszek znalazł się znowu na ustach wszystkich wiernych, fotografię zobaczyło już 80 tys. internautów.

 

źródło facebook

redakcja

Martyna

OJ NIE MA CZEGO LISOWI ZAZDROŚCIĆ! Sytuacja dziennikarza do najlepszych nie należy. Tomek dostał ultimatum.

A jednak sprawiedliwość istnieje, chciałoby się powiedzieć, patrząc na to, co obecnie dzieje się w życiu dziennikarza Tomasza Lisa. Najpierw problemy małżeńskie, a teraz wygląda na to, że zawodowe.

 

Jak podają źródła, kariera lewicowego Lisa może być zagrożona.

 

Otóż okazuje się, że prowadzony przez niego „Newsweek” notuje spore spadki sprzedaży, nie wiadomo co stanie się również z prowadzonym przez dziennikarza internetowym programem „Tomasz Lis”.

 

 

„Tomek dostał od szefów ultimatum” – wyznała „Dobremu Tygodniowi” osoba z redakcji.

 

Ulala, czyli nie najlepiej się dzieje.

 

Najgorsze w tym wszystkim to, że Lis potrzebuje sporo gotówki. Nadal ma na utrzymaniu dwie córki oraz kredyt we frankach, który razem z Hanną Smoktunowicz wzięli na zakup willi w Konstancinie.

 

No cóż, przyszła kryska na matyska.

 

źródło wp

redakcja




DAJESZ DZIECKU MAGMISIE? LEPIEJ TO PRZECZYTAJ! UOKiK właśnie uznał, że reklama żelków wprowadza konsumentów w błąd.

Reklamy suplementu diety Magmisie sugerowały, że powszechnym powodem kłopotów dzieci z koncentracją jest brak magnezu i że zaradzi mu podanie żelków.

 

UOKiK uznał, że taki przekaz mógł wprowadzać konsumentów w błąd.

 

Producent suplementu – Aflofarm Farmacja Polska – musi sprostować nieprawdziwe informacje w telewizji, radiu i internecie.

Zakwestionowane reklamy Magmisiów były emitowane w telewizji, radiu i internecie od kwietnia 2016 r. do marca 2017 r. Spoty producenta suplementu – Aflofarm Farmacja Polska z Pabianic – wzbudziły wątpliwości Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów już w kwietniu 2016 r.

 

 

Główną bohaterką reklam była szkolna pedagog. W wersji telewizyjnej mówiła rodzicom, którzy przyprowadzili do niej smutnego i zmęczonego syna: – Często przychodzą do mnie rodzice z dziećmi, które mają kłopoty z aktywnością fizyczną, koncentracją czy rozdrażnieniem. Wszyscy są zdziwieni, że przyczyną jest niski poziom magnezu u dzieci. Jak temu zaradzić? Podać dziecku Magmisie. Następnie nauczycielka otworzyła szufladę, w której były żelki, a rodzice poczęstowali nimi chłopca. Dziecko wyraźnie się ożywiło i rozweseliło. – Dzieci, które stosują Magmisie, potrafią się skoncentrować, są aktywne, radzą sobie ze stresem – stwierdziła pedagog.

 

 

Reklamy sugerowały, że powszechnym powodem kłopotów dzieci z aktywnością fizyczną, koncentracją czy rozdrażnieniem jest brak magnezu i że rozwiąże je podanie żelków. Tymczasem przyczyny tych problemów mogą być różne, podobnie jak sposoby ich rozwiązania, np. zmiana diety lub trybu życia, wizyta u lekarza. Przekaz reklamowy mógł się przyczynić do osłabienia czujności rodziców i zlekceważenia stanu dziecka – mówi Marek Niechciał, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

 

 

Jednoznaczny odbiór tej reklamy potwierdzają badania TNS Polska, przeprowadzone na zlecenie UOKiK. 92 proc. ankietowanych uważa, że samopoczucie chłopca poprawia się pod koniec scenki.

Z ust lektora w reklamach telewizyjnej i internetowej ani razu nie padło określenie suplement diety. Przez 5 sekund przewijał się na dole ekranu napisany bardzo małą czcionką komunikat, który informował, że suplement diety to środek spożywczy. Jak stwierdził UOKiK, przeciętny odbiorca nie miał szans zapoznać się z tymi informacjami bez pauzowania spotu, a może nawet powiększania tekstu. Jednocześnie duży napis u góry ekranu głosił, że żelki są dostępne w aptece. Konsumenci mogli odnieść mylne wrażenie, że jest to produkt leczniczy.

 

 

Rzetelna i zgodna z prawdą reklama powinna dostarczyć konsumentowi podstawowych danych na temat produktu. Taką informacją jest fakt, że Magmisie to suplement diety, a więc środek spożywczy, który nie zastąpi właściwego odżywiania i nie ma właściwości leczniczych. To tym bardziej istotne, że nie wszyscy konsumenci są świadomi różnic między suplementami diety a lekami – wyjaśnia Marek Niechciał, prezes UOKiK.

 

Ostatni zarzut UOKiK wobec reklam Magmisiów to wykorzystanie autorytetu pedagoga szkolnego. Jak wykazały badania TNS Polska, jego rekomendacja przekonuje 68 proc. badanych rodziców, bo zawód ten cieszy się zaufaniem społecznym. Tymczasem pedagog nie ma kompetencji do udzielania porad leczniczych. Oczekuje się od niego próby analizy problemu, rozmowy o trudnościach, skierowania do specjalisty, np. lekarza, a nie rekomendowania parafarmaceutyków.

 

 

Prezes UOKiK zobowiązał Aflofarm Farmacja Polska do poinformowania konsumentów o tym, że reklamy Magmisiów mogły wprowadzać ich w błąd. Komunikat ma być wyemitowany w telewizji (TVP1 i Polsat) oraz radiu (RMF FM, Radio ZET, Programy 1 i 3 PR). Ma też w ciągu 2 tygodni od uprawomocnienia się decyzji zostać umieszczony na stronach internetowych firmy i widnieć tam przez 2 miesiące.

 

 

źródło UOKiK, screen

redakcja




Jesteś rodzicem? CHCESZ, ABY TWOJE DZIECKO BYŁO SAMODZIELNE? Oto kilka wskazówek, jak nauczyć dziecko samodzielności.

 

Jako rodzice chcemy, by nasze dziecko było samodzielne, a jednocześnie… bojkotujemy jego niezależność. Jak w mądry sposób nauczyć dziecko samodzielności ? – odpowiada pedagog Grażyna Sundell!

 




Szokujące informacje z Olkusza! Dziesięciolatkowie wykorzystali swoją koleżankę. Sprawa dopiero teraz wyszła na jaw.

Przerażające wiadomości z Olkusza.

 

W Olkuszu na północnym-zachodzie woj. małopolskiego policja otrzymała zgłoszenie o możliwości popełnienia gwałtu na uczennicy szkoły podstawowej. Dziecko zostało zaatakowane i zgwałcone przez rówieśników ze szkoły. Jak podała „Gazeta Krakowska”, do tego karygodnego czynu doszło najprawdopodobniej w szkolnej toalecie lub poza budynkiem szkoły w czasie trwania przerwy.

 

Choć do tego przestępstwa doszło prawdopodobnie w październiku, sprawa dopiero teraz wyszła na jaw. Prawdę niedawno odkryła matka jednego ze sprawców.

 

 

Po tej informacji 10-latka zabrana została do szpitala, gdzie ją przebadano, a następnie na policję. Marika Guzik-Gajda z olkuskiej policji podała do publicznej wiadomości, że sprawą zajął się miejski sąd rodzinny.

 

„Materiały są skąpe i niekompletne. Trudno ustalić, co się tam tak naprawdę wydarzyło”– powiedział sędzia Rafał Ziętek z Sądu Rejonowego w Olkuszu z „Gazetą Krakowską”.

 

Materiały w tej sprawie nadal wymagają uzupełnienia. Policja przesłucha domniemaną ofiarę oraz sprawców.

 

Jeśli okaże się, że chłopcy są winni to ze względu na wiek i tak nie poniosą kary. Nie mogą trafić nawet do zakładu poprawczego, gdyż nie ma ją ukończonych 13 lat.

 

źrodło fakt.pl, pixabay

mm

Martyna

Co to jest ten osławiony art. 7 Traktatu Unijnego? I co grozi Polsce? Wyjaśniamy.

 

 

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego co to jest ten osławiony art7. Traktatu Unijnego. Wyjaśniamy z czym to się je i czy Polsce grożą jakiekowiek sankcje.

pixabay

mm




Po kinolu Rafała Bryndala nie ma już śladu! Dziennikarz wygląda świetnie. Nic dodać, nic ująć.

 

 

Dziennikarza Rafała Bryndala i jego wielki nos kojarzą chyba wszyscy. Okazuje się,  jednak, że po tym wielkim kinolu ślad nie pozostał, a dziennikarz wygląda po prostu świetnie.

 

Duży, czerwony nos znikł, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, efekt ten nie jest wbrew domysłom wynikiem operacji plastycznej, ale wizyty u lekarza.

 

 

„To była choroba, z którą bardzo długo się zmagałem. Lekarze leczyli mnie na różne sposoby, ale nieskutecznie. Nie wiem, czy to ich metody były nieskuteczne, czy ja tak szybko traciłem cierpliwość. Dzięki Bogu mój przyjaciel podstępem zawiózł mnie do pana doktora. Pan doktor z kolei właściwie w przeciągu kilku spotkań dokonał zmiany, którą teraz widzimy” – powiedział w studiu „Dzień Dobry TVN”.

 

Jak się okazało, dziennikarz zmagał się z poważnym problemem dermatologicznym. Schorzenie, które zmieniło jego kształt nosa było nie tylko nieestetyczne, ale mogło sprawiać dużo większe problemy zdrowotne. Lekarz, który mu pomógł podkreślił, że nie dokonał żadnego cudu, a jedynie dobrał odpowiednią metodę leczenia.

 

 

„To trądzik różowaty, który dotyczy nosa. Rozrastają się gruczoły łojowe, i albo trzeba coś z tym zrobić, albo pozwolić, żeby się rozrastało. Największy nos, jaki widziałem, był tak duży, że zasłaniał usta” – wyjaśnił doktor Łukasz Preibisz w wywiadzie.

 

„W przypadku Rafała to rzeczywiście było kilka spotkań, ale nie były lekkie, to były spotkania zabiegowe” – dodał.

 

Dziennikarz sam przyznał, że leczenie, jakiemu się poddał było bardziej inwazyjne, niż się tego spodziewał.

 

 

„To było bardzo bolesne. Każdy ma świadomość tego, że nos jest bardzo unerwiony. Nie można go znieczulić. Każde spotkanie to była dla mnie mordęgą, ale byłem tego świadomy. Na szczęście pan doktor ze swoją energią, sposobem bycia i sposobem przekazania informacji, co chce ze mną zrobić, sprawił, że nabrałem zaufania i poddałem się tym torturom. Warto podkreślić, że to nie była operacja plastyczna, tylko zabiegi” – opowiadział Bryndal w studiu TVN.

 

Dziś Rafał Bryndal może cieszyć się efektami terapii. Wygląda po prostu świetnie. Nic dodać, nic ukąć.

Facebook, wp.pl mm




Spore zmiany w Kodeksie Pracy! Rząd bierze się za urlopy. 26 dni wolnych prawie dla każdego, ale to jeszcze nie koniec.

 

 

26-dniowy urlop dla każdego niemal pewny. Dodatkowy bezpłatny urlop na żądanie i przepadające niewykorzystane dni wolne nadal duskutowane. Jak będzie wyglądał nowy Kodeks Pracy?

 

Rząd nadal pracuje nad nowym Kodeksem Pracy. Z najświeższych informacji, do których dotarł „Super Express” wynika, że prawie wszystkim, nawet nowo zatrudnionym pracownikom będzie przysługiwało 26 dni wolnego.

Wiadomo, że komisja Kodyfikacyjna Prawa Pracy rozważa również wprowadzenie czterech dodatkowych dni urlopu bezpłatnego na żądanie..

Komisja chce również, aby cały urlop został wykorzystany w ciągu jednego roku, ale w tej kwestii decyzja jeszcze nie zapadła.

 

Komisja nad nowym Kodeksem Pracy pracuje już rok i ma jeszcze sześć miesięcy, aby pracę zakończyć, ale istnieją obawy, że czas ten nieco się wydłuży.

 

źródło money.pl, pixabay

mm