„Polskie k…wy skończycie, jak na Wołyniu. Zaj..ie was je..ne Polaki.” Tak miał krzyczeć obywatel Ukrainy do Polaków.

 

„Polskie k…wy skończycie, jak na Wołyniu. Zaj..ie was je..ne Polaki.”

 

Tak miał krzyczeć Nazari K. Ukrainiec w kierunku ochrony klubu przy ul. Jasnej w Lublinie. Do zajścia doszło we wrześniu 2017 roku. 30 – letni obywatel Ukrainy, który podobno rzucił się na bezbronne Polki, stanął przed sądem. Podczas zajścia mężczyzna miał twierdzić, że jest żołnierzem i banderowcem, jednak teraz nie przyznaje się do winy.

 

 

„Wiem, że Banderowcy to byli ukraińscy nacjonaliści, ale nie do końca wiem, co się działo na wojnie. Nie wiem, skąd świadkowie słyszeli te treści. Ja niczego takiego nie powiedziałem. Jak kogoś obraziłem, to był skutek prowokacji” – wyjaśnił w sądzie Nazari K.

 

Ukraińcowi grozi nawet 5 lat więzienia. W chwili zatrzymania we krwi miał 1.6 promila alkoholu.  Już jakiś czas przed interwencją policji, miał awanturować się w klubie, zaczepiać kobiety i rzucić się na dwie imprezujące w klubie panie.

 

„Już na zewnątrz wyzywał mnie i kolegów. Groził, że nas pozabija. Zdjął koszulkę i z każdym chciał się bić” – relacjonuje pracownik klubu.

 

 

źródło o2, pixabay

redakcja

Martyna

Jeszcze się nie rozliczyłeś? Masz czas do 16 kwietnia. Jeśli chcesz, żeby PIT wypełnił za ciebie Urząd Skarbowy, lepiej się pośpiesz.

 

 

 

Tylko do 16 kwietnia można składać wniosek PIT-WZ – przypomina Ministerstwo Finansów.

Jest to wniosek o sporządzenie zeznania podatkowego przez urząd skarbowy.

Fiskus, na podstawie informacji z naszego zakładu pracy oraz informacji zawartych we wniosku PIT-WZ, wypełni za nas PIT-a i udostępni na Portalu Podatkowym, a my później będziemy musieli tylko zatwierdzić.

 

We wniosku PIT-WZ można przekazać urzędowi informacje m.in. o korzystaniu z odliczeń od podatku lub dochodu, np. z tytułu przysługującej ulgi na dzieci, wydatków na cele rehabilitacyjne czy podwyższonych kosztów uzyskania przychodów. Można też wskazać, na jaką organizację chcemy przekazać 1 proc. naszego podatku.

 

Jeśli PIT wypełniasz samodzielnie, w tym roku masz czas do 2 maja.

 

źródło Ministerstwo Finansów, zdjęcie screen shot

redakcja




Tego jeszcze nie było! Zakonnica gwałciła go przez lata. Jako chłopiec, przeszedł przez piekło.

 

 

Dziś Brytyjczyk Edward Hayes ma 76 lat i przyznał, że w młodości był regularnie gwałcony przez zakonnicę.

 

Do molestowania dochodziło w latach 50 – tych ubiegłego wieku w domu katolickim John Reynolds Home w Lytham St Annes, w Lancashire. Edward Hayes trafił tam, gdy był zaledwie 12-letnim chłopcem i od razu wpadł w oko irlandzkiej siostrze o imieniu zakonnym Mary Conleth. Edward Hayes miał być regularnie gwałcony przez zakonnicę przez trzy lata, a kiedy ta zaszła w ciążę, przymusowo odesłano go do jej domu w Irlandii, gdzie opiekował się niechcianym dzieckiem.

 

Emerytowany Brytyjczyk powiedział na łamach „Daily Express” o swoim piekle.

 

Przeczytaj również Kierowco wiedziałeś? Po tych zmianach, policja będzie mogła ci co najwyżej naskoczyć!

 

„Zdejmowała mi spodnie, rzucała na ziemię i kładła się na mnie. Nienawidziłem robienia tego, ale powiedziała, że na mnie naskarży, jeśli będę się opierał, że naopowiada, iż byłem złym chłopcem oraz że zostanę za to ukarany – wyznał Brytyjczyk.

 

 

W 2012 r. Edward Hayes otrzymał pomoc prawną i wytoczył sprawę kościołowi katolickiemu. Ten zaproponował mu jedynie ugodę i odszkodowanie rzędu £20 000, które pozwoliło pokryć koszty sądowe.

 

Hayes postanowił o całej sprawie opowiedzieć mediom, aby zachęcić inne ofiary molestowania w kościele katolickim do ujawniania się, opowiadania swoich traumatycznych historii i do walki o swoją godność.

 

źródło Polish Express, pixabay

redakcja




Ważne! Operator ostrzega przed oszustami. Wysyłają informacje z danymi klientów. Czekaja na ich reakcję.

 

Nowa kampania oszustów trwa. Pod żadnym pozorem nie otwieraj tej wiadomości.

 

Oszuści nie próżnują. Jako ofiary wybrali sobie klientów sieci Orange i rozsyłają do nich  maile z domeny  „@orange.pl” zatytułowane „pilne zamówienie” bądź „zamówienie”. Ich treść nie jest zbyt rozbudowana, chodzi bowiem o to, by ofiara pobrała rzekomą fakturę. „Jakie zamówienie?” – ma pomyśleć odbiorca wiadomości i ściągnąć dokument, by poznać szczegóły.

 

Jak informuje CERT Orange, w tej kampanii cyberprzestepsców, do nazwy pliku xls doklejane jest imię i nazwisko adresta.

 

To może sprawić, że potencjalna ofiara prędzej kliknie w załącznik. Skoro dane się zgadzają, to tym bardziej należy dowiedzieć się, o co chodzi. Otwarcie wiadomość wiąże się ze ściągnięciem złośliwego oprogramowania.

 

Operator od dawna ostrzega swoich klientów przed oszustami. Faktury nie są wysyłane z domeny „@orange.pl”. Ale przecież nie każdy musi o tym wiedzieć.

 

Firma Orange prosi, aby w razie wątpliwości kontaktować się z biurem obsługi klienta.

 

 

źródło wp, pixabay

redakcja




Z OSTATNIEJ CHWILI! Oblał się benzyną i podpalił. Do zdarzenia doszło przed komendą policji w …

Przed Komendą Miejską Policji w Kielcach oblał się benzyną i podpalił dwudziestoparoletni mężczyzna.

 

Do zdarzenia doszło przed komendą przy ulicy Wesołej. Na pomoc mężczyźnie ruszyli policjanci, którzy ugasili płomienie kocami oraz gaśnicami.

Mężczyzna trafił do szpitala. Ma poważne poparzenia ciała, ale jest przytomny. Motywy jego działania na razie nie są znane.

 

Więcej informacji wkrótce.

 

źródło RMF FM

Martyna

CO ZA PORONIONY POMYSŁ! Zanim kupisz lek, farmaceuta zada ci kilka niewygodnych pytań. Dzięki temu otrzymasz zniżkę?

 

 

Nowy projekt rozporządzenia ws. recept zakłada, że to farmaceuta, określi, ile pacjent zapłaci za lek.

 

Zdaniem ekspertów nowe prawo sprawi, że za leki zapłacimy więcej, ale nie to jest w tym nowym projekcie najgorsze.

 

Jeśli na recepcie lekarz nie określi poziomu odpłatności za lek, wyrób medyczny lub środek spożywczy specjalnego przeznaczenia żywieniowego, będzie musiał upewnić się, czy pacjentowi przysługuje na nie refundacja związana z płcią czy wiekiem. Regulacja, zawarta w paragrafie 8 nowego rozporządzenia do ustawy – Prawo farmaceutyczne, wywołała burzę w środowisku farmaceutów. Oznacza bowiem, że gdy w okienku na wpisanie poziomu odpłatności medyk nie napisze „100 proc.” lub „X”, farmaceuta zostanie zmuszony do ustalenia odpłatności za lek.

Dziś, jeśli pacjent jest „ubezpieczeniowy”, a lekarz nie zaznaczył, czy dopłata pacjenta ma być zerowa, ryczałtowa (3,20 zł), wynosić 30 czy 50 proc., apteka wydaje lek z najmniej korzystną zniżką.

Teraz, zgodnie z projektem Ministerstwa Zdrowia, aptekarz zabawi się w lekarza i spróbuje określić poziom odpłatności.

 

W związku z tym farmaceuta będzie miał prawo do zadania pacjentowi – klientowi kilku pytań, nawet jeśli będą one niewygodne.

 

„Według projektu Ministerstwa Zdrowia aptekarz powinien zapytać, i to przy innych pacjentach stojących w kolejce, czy pani jest mężczyzną, transwestytą, czy może jest już po zmianie płci, bo musi ustalić odpłatność. Przypadek jest może jaskrawy, ale nie niemożliwy – powiedział Mariusz Politowicz z Naczelnej Rady Aptekarskiej (NRA). Podobna sytuacja dotyczyłaby mężczyzny kupującego refundowane środki antykoncepcyjne dla kobiety albo rodziców kupujących dla dzieci lek na przeziębienie (jeśli dziecko ma infekcję wirusową, odpłatność wynosi 30 proc.).

 

„To lekarzowi płacą za diagnozowanie i wypisanie na recepcie odpłatności wynikającej z diagnozy. Aptekarz nie dostanie pieniędzy za diagnozę, ale jeśli postawi błędną, będzie za nią odpowiadał karnie” – podkreślił Mariusz Politowicz.

 

Zdaniem farmaceutów zapis to ukryty sposób na zaoszczędzenie na refundacji leków.

 

źródło rp.pl, pixabay

redakcja




„Wymiotować mi się chce, jak widzę takich duchownych jak ojciec Rydzyk”. Jeden z portali postanowił pokazać papieża Franciszka z nie najlepszej strony.

„Wymiotować mi się chce, jak widzę takich duchownych jak ojciec Rydzyk”.

Rzekomo takie słowa miały paść z ust papieża Franciszka, przynajmniej o tym poinformował jeden z portali, który przypisując głowie kościoła, taką wypowiedź pokazał papieża z nie najlepszej strony.

 

Ale czy to w ogóle możliwe, żeby Franciszek użył takich słów? Ponieważ internauci zaczęli powielać je w sieci, zainteresowani tym tematem postanowiliśmy drążyć dalej i całą sprawę udało się wyjaśnić.

Otóż okazuje się, że przypisana papieżowi wypowiedź pochodzi z 2013 roku i została całkowicie przeinaczona.

Ojciec Święty podczas spotkania z seminarzystami, nowicjuszami i nowicjuszkami, którzy przybyli do Rzymu z pielgrzymką, mówił, że oczekuje od duchownych skromności i powściągliwości w wydawaniu pieniędzy. Nie neguje posiadania samochodu, który jest potrzebny do pracy duszpasterskiej, ale zaznacza, że nie można także marnotrawić pieniędzy. Stąd najlepszym rozwiązaniem jest kupowanie mniej luksusowych modeli aut.

„Boli mnie, kiedy widzę księdza albo zakonnicę w najnowszym modelu samochodu. Ależ tak nie można!” – powiedział.

 

„Uważam, że samochód jest konieczny, można dzięki niemu dużo zrobić, dużo podróżować, ale wybierzcie skromniejszy” – dodał.

Podsumowując, papież Franciszek skrytykował duchownych, którym skromność jest obca, ale użył zupełnie innych słów, takich, które eminencji przystoją.

 

 

redakcja




DO TEJ TAJEMNICZEJ ZBRODNI DOSZŁO 26 LAT TEMU! Krakowskie CBŚ zatrzymało cztery osoby w związku z zabójstwem małżeństwa Jaroszewiczów.

Cztery osoby zostały zatrzymane w związku z zabójstwem Piotra i Alicji Jaroszewiczów.

 

To byli członkowie gangu karateków, który działał w latach 80. i 90. Dwóch zatrzymanych odsiaduje wyroki za inne przestępstwa. Trzecia osoba została niedawno zatrzymana w związku z innym przestępstwem i jest w areszcie. Czwartą zatrzymano we wtorek rano. Stało się to na polecenie prokuratury. Zatrzymania dokonało Centralne Biuro Śledcze Policji. Chociaż mieszkanie Jaroszewiczów nie zostało splądrowane, to z materiałów śledczych wynika, że zabójstwo miało charakter rabunkowy. Do okrutnej zbrodni doszło 26 lat temu w willi w Aninie. Była to jedna z najbardziej tajemniczych spraw kryminalnych współczesnej Polski.

 

Jaroszewiczów zamordowano w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r. w ich willi przy ulicy Zorzy w warszawskim Aninie.

 

Sprawcy weszli najprawdopodobniej przez balkon. Wiadomo, że byłego premiera przed śmiercią torturowano. Przywiązano go do fotela, bandyci zacisnęli mu na szyi rzemienną pętlę.

Zwłoki Alicji Solskiej-Jaroszewicz znaleziono w łazience na piętrze. Zginęła od strzału w głowę z bliskiej odległości ze sztucera męża. Miała związane ręce.

Choć śledczy od zawsze podejrzewali motyw rabunkowy to z willi Jaroszewiczów, poza dwoma pistoletami nie nie zginęło.

Nie została skradziona biżuteria, kolekcja znaczków pocztowych, obrazy czy książeczki czekowe. Mieszkanie nie zostało splądrowane. Bałagan mordercy zostawili tylko w gabinecie Jaroszewicza.

Alicja Solska miała 67 lat, a jej mąż, były PRL-owski premier Piotr Jaroszewicz – 83.

 

 

Śledztwo

 

Prokuratura w kwietniu 1994 r. oskarżyła o zbrodnię czterech doskonale znanych funkcjonariuszom mieszkańców Mińska Mazowieckiego. Motywem miał być rabunek.

Byli to Krzysztof R. – „Faszysta”, Wacław K. – „Niuniek”, Henryk S. – „Sztywny” i Jan K. – „Krzaczek”. Wszyscy od początku twierdzili, że są niewinni, a prokuratura bezzasadnie przypisuje im zabójstwo Jaroszewiczów.

Po dwóch latach procesu i wycofaniu zeznań przez kilku świadków oraz odmowie składania zeznań przez innych, a także wobec niemożności powiązania oskarżonych z innym zabójstwem, prokurator sam wystąpił o ich uniewinnienie.

Sąd ocenił w uzasadnieniu wydanego wyroku, że w początkowej fazie śledztwa organa ścigania dopuściły się rażących uchybień. W 2000 r. wyrok uniewinniający utrzymał Sąd Apelacyjny w Warszawie.

 

 

źródło Radio RMF FM, screen youtube

redakcja




MAKABRYCZNE ZNALEZISKO POD GRUDZIĄDZEM! Przypadkowy mężczyzna natrafił na ciało bez rąk i głowy. Stan zwłok utrudnia ich identyfikację.

 

 

Niedaleko Grudziądza, we wsi Sosnówka znaleziono zwłoki mężczyzny, bez rąk i nóg.Ciało zostało wyrzucony przez Wisłę w pobliżu wału, na terenach zalewowych. Śledczy podejrzewają, że mogą to być szczątki zaginionego w 2016 oku Remigiusza Baczyńskiego. 

 

Ciało znalazł przypadkowy mężczyzna spacerujący z psem. Śledczy poinformowali, że stan zwłok utrudnia ich identyfikację.

 

„Zwłoki prawdopodobnie zostały wyrzucone przez Wisłę. Możemy przypuszczać, że jest to korpus należący do mężczyzny, ale stan rozkładu był daleko posunięty, dlatego identyfikacja będzie możliwa dopiero po przeprowadzeniu sekcji zwłok i badań DNA” – powiedziała Agnieszka Reniecka z Prokuratury Rejonowej w Grudziądzu.

 

Wszystko wskazuje na to, że do śmierci mężczyzny przyczyniły się osoby trzecie.

 

„Na tym etapie bierzemy pod uwagę wszystkie możliwe hipotezy włącznie z zabójstwem. Musimy ustalić dlaczego zwłoki były pozbawione głowy i rąk” – podkreśliła prokurator.

 

Wstępnie śledczy podejrzewają, że zwłoki mogą należeć do zaginionego 30 grudnia 2016 roku Remigiusza Baczyńskiego. 29-latek zaginął po firmowym spotkaniu wigilijnym w toruńskim klubie Lizard King. Organizatorem przyjęcia była firma, w której pracował od roku jako magazynier. Wiadomo, że w lokalu wdał się w szarpaninę z jakimś chłopakiem. Po tym został wyproszony, klub opuścił ok. 40 minut po północy.

 

Tutaj dowiesz się również o tym, że MUZUŁMANOM ZACZYNA PRZESZKADZAĆ DOSŁOWNIE WSZYSTKO! Muzułmańskie dzieci robią porządek ze swoimi nie-muzułmańskimi rówieśnikami.

 

„O pierwszej godz. do mężczyzny dzwoniła narzeczona, ale Remek już nie odbierał. Ok. godz 00.40 mężczyzna szedł ulicą Kopernika w stronę placu Rapackiego, był sam. Widać to na nagraniu, które udostępnił Joannie jeden z hoteli na starówce. Narzeczona podkreśliła, że to była najkrótsza droga do domu. Wiadomo, że starym mostem przeszedł na lewą stronę Wisły, aż w końcu doszedł do punktu widokowego. Co stało się później? Tego nie wiadomo” – podaje Fakt24.

 

Odnalezienie zwłok może okazać się przełomem w tej sprawie.

 

 

 

źródło Fakt 24

pixabay

redakcja

Martyna

PRAWDA KOLE W OCZY! To video o imigrantach zostało natychmiastowo ocenzurowane przez Facebooka.

 

Napisz, albo powiedz coś nieodpowiedniego o imigrantach i opublikuj na Facebooku. Gwarantowane, że twoja opinia oczywiście negatywna przez te social media zostanie zbanowana.

 

Doświadczył tego szef kancelarii premiera Węgier Janos Lazar, który we wtorek na swoim oficjalnym profilu zamieścił nagranie, w którym przestrzegał, że przez przybyszów z Afryki czy Syrii, Wiedeń jest brudniejszy.

 

 

Janos zamieścił nagranie jednej z ulic w Wiedniu. Lazar mówił, że 20 lat temu nie było tu ani jednego migranta, a „dziś w tej dzielnicy z białych chrześcijan pozostali tylko emeryci, a reszta to imigranci”.

 

„Ulice są wyraźnie brudniejsze, okolica wyraźnie zbiedniała i znacznie wzrosła przestępczość; widać, że (imigranci) przeobrazili tę okolicę na własną modłę, biali, chrześcijańscy Austriacy wyprowadzili się, a imigranci przejęli kontrolę nad tą częścią miasta” – dodał.

 

Przeczytaj równie Zdjęcie, które wywołało burzę w internecie. Duda, Szczerski i biskup Florczyk patrzą na krocza nastoletnich gimnastyczek.

 

Lazar dodał, że próbował pytać imigrantów o ich odczucia w związku z Wiedniem, ale „nikt nie potrafił odpowiedzieć, bo nikt nie mówił po niemiecku”.

 

Niestety nagranie nie spodobało się administracji Facebooka, bo niezwłocznie zostało przez nią usunięte.

 

Wygląda na to, że prawda kole w oczy.

LINK DO VIDEO https://index.hu/belfold/2018/valasztas/2018/03/07/lazar_janos_becs_video_migransok/

źródło TVP

Redakcja




NIECODZIENNE SPOTKANIE Z REKINEM! Turyści na małym statku czegoś takiego się nie spodziewali. Choć sytuacja wygląda dość poważnie, to nie mieli się czego obawiać.

 

Na pierwszy rzut oka zdjęcie wygląda groźnie i może wydawać się, że ci turyści na małym statku przeżyli prawdziwy koszmar.

Nic bardziej mylnego. To było po prostu fantastyczne przeżycie, nie tylko dla nich, ale również dla 26-letniego fotografa, Anglika mieszkającego w Australii, który na co dzień zajmuj się uwiecznianiem mieszkańców morskich głębin.

Tym razem miał szczęście sfotografować rekina wielorybiego, który jest największą, znaną człowiekowi rybą.

 

Niezwykły okaz wpadł w obiektyw fotografia w momencie, gdy przepływał pod statkiem wycieczkowym pełnym turystów.

Autor niezwykłego zdjęcia Tom Cannon o  spotkaniu z rekinem wielorybim opowiada tak:

 

„Był bardzo ciekawski. Spędził około 50 minut tuż pod powierzchnią, patrząc co się dzieje”. – To było niecodzienne przeżycie – spotkanie z tak ciekawskim i chętnym do zabawy rekinem. One zazwyczaj pływają w linii prostej w poszukiwaniu pożywienia. Ludzie na łodzi byli dość zaskoczeni, gdy zobaczyli zachowującego się tak rekina – komentował Tom Cannon.

 

Fotograf dodał, że, samo zwierzę nie stanowi dla ludzi zagrożenia.

 

 

„To my jesteśmy dla nich największym zagrożeniem, bo odpowiadamy za rosnące zanieczyszczenie oceanów” – podkreślił fotograf.

 

 

 

źródło Inatagram




„TO BYŁO PRAWDZIWE PIEKŁO”! Jeden z niewielu żyjących oficerów czasu wojny płk. Marian Tomaszewski opowiada o walce w Piedimonte San Germano.

 

Piedimonte San Germano to niewielkie, malowniczo położone górskie miasteczko we Włoszech. Przebiegała tędy tzw. Linia Hitlera, umocniona pozycja niemiecka, którą przełamać miały oddziały 2. Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa. Jak trudne zadanie do wykonania miały Shermany Pułku 6. Pancernego „Dzieci Lwowskich” mówi płk Marian Tomaszewski, jeden z nielicznych już oficerów czasu wojny. Opowieść dzielnego żołnierza to zaledwie 6 minut, które przenosi widza do tamtych, niesamowicie bohaterskich lat.

 

Wywiad z Nieśmiertelnym_Marian Tomaszewski_1

Piedimonte San Germano to niewielkie, malowniczo położone górskie miasteczko we Włoszech. Przebiegała tędy tzw. Linia Hitlera, umocniona pozycja niemiecka, którą przełamać miały oddziały 2. Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa. Jak trudne zadanie do wykonania miały Shermany Pułku 6. Pancernego „Dzieci Lwowskich” mówi płk Marian Tomaszewski, jeden z nielicznych już oficerów czasu wojny. Opowieść dzielnego żołnierza – warto poświęcić 6 minut.

Posted by Wywiad z Nieśmiertelnym on Donnerstag, 1. März 2018

 

Facebook

redakcja




CO ZA ZNIECZULICA! Dziennikarz Filip Chajzer nie mógł uwierzyć w sytuację, jakiej był świadkiem w centrum Warszawy. Co się stało z ludźmi?

Co się dzieje z ludźmi? Albo co się z nimi stało?

Te pytania mają tylko jedną odpowiedź. Totalna znieczulica.

 

Filip Chajzer będąc na Nowym Świecie w Warszawie podczas kręcenia sondy usłyszał błagalny krzyk.

 

„Dzień jak co dzień. Nagle w tłumie słychać błagalny krzyk. Dobiega od starszego Pana w kapturze, Pan trzyma białą laskę. Podchodzimy bliżej i słowa są już zrozumiałe. „Dlaczego nikt nie chce mi pomóc, proszę o pomoc”. I tak oto orientuje się, że albo jestem w Matrixie, albo Pan (mimo żółtej kurtki) w jakiś magiczny sposób jest słyszalny i zauważalny tylko dla nas -relacjonuje na Facebooku.

 

O co chodzi?

 

Mężczyzna jest niewidomy, jak sam później wyjaśnia. Od 15 minut, od kiedy stracił orientację woła o pomoc, nikt się nie zatrzymuje, wszyscy go mijają, jakby sami byli niewidomi.

 

 

„Tłum mija go w pośpiechu jakby nie istniał. Kiedy łapie go za rękę i mówię, że jest bezpieczny, odpowiada, że stoi tu ze swoją rozpaczą od 15 min. Idzie do sklepu spożywczego, ale stracił orientację. Przez kolejne 15 min dość powolnego spaceru kilka razy słyszę jedno pytanie – co się stało z ludźmi…? No właśnie. Co się stało? Paweł odruchowo włącza kamerę (stąd kadr) mówię – nie kręć. Ale teraz na spokojnie myślę sobie, że nad naszą znieczulicą i bezrefleksyjnym pędzie trzeba będzie się pochylić…”- podsumowuje Filip Chajzer sytuację, która przydarzyła mu się w centrum Warszawy.

 

 

Czy jesteśmy, aż tak niewrażliwi na drugiego człowieka?  Na to wygląda.

 

Może czas na zmianę.

Martyna

Ale z niego niewdzięcznik! Kierownik wyprawy musiał zabronić Urubko korzystania z wifi, bo ten zaczął pisać same, negatywne komentarze o…

O sprawie samotnego wejścia na K2 Denisa Urubki nadal głośno. Teraz w sieci pojawiły się nowe informacje jakoby kierownik wyprawy zabronił himalaiście kontaktu z mediami oraz rodziną.

 

Do tej sprawy odniósł się sam Krzysztof Wielicki, wydając oświadczenie:

 

 

 „Pojawiające się w sieci informacje, że nie pozwoliłem po powrocie z samotnego wyjścia Denisa na użycie wifi jest prawdą, gdyż Denis w czasie wyprawy wysyłał do różnych mediów krytyczne informacje o naszej wyprawie i o jej uczestnikach i nie widziałem powodu by korzystając z naszego serwisu kontynuował swoje subiektywne opinie” – tłumaczył kierownik wyprawy.

 

No trudno się w takim razie kierownikowi dziwić, że podjął taką, a nie inną decyzję.

 

Wielicki zaprzeczył jakoby uniemożliwił Denisowi Urubce kontakt z rodziną i najbliższymi.

 

 

„Otrzymał możliwość połączeń telefonicznych (za darmo) z której skorzystał. Osobiście powiadomiłem o powrocie Denisa do bazy jego żonę Olgę. Denis otrzymuje pełną pomoc organizatora w zejściu do Skardu, opiekę naszego agenta oraz wszystkie bilety lotnicze w drodze powrotnej” – dodał kierownik zimowej narodowej wyprawy na K2.

 

 

Wygląda na to, że Urubko, który wczoraj w rozmowie z TVN 24 powiedział, że polscy uczestnicy wyprawy aniołami nie są, sam lepszy nie jest.

 

Zamiast podziękować za możliwość korzystania w wifi, wolał rozsyłać w internecie negatywne komentarze o Polakach.

 

Kto tak postępuje? Chyba tylko św*ni*.

 

 

 

źródło wprost, Twitter

redakcja




Dziennikarz udzielił wywiadu! Zapytany o PiS nie owijała w bawełnę.

 

Wojciech Mann znany z swojego ciętego języka, z okazji 70 urodzin udzielił dziennikarce Donacie Subbotko wywiadu, w którym nie tylko opowiedział o swoim życiu, ale zapytany o rządy PiS odpowiedział bez owijania w bawełnę.

 

 

„Przykre, że tak się porobiło. I że cała masa ludzi to akceptuje. Oni zostali w pewnym sensie przekupieni przez tę władzę i nie zdają sobie z tego sprawy. Jak ktoś daje komuś łapówkę, to nie znaczy, że on tego kogoś kocha” – powiedział Wojciech Mann.

 

 

No cóż wychodzi na to, że dziennikarz do zwolenników partii rządzącej nie należy. Być może bardziej odpowiadał mu Donald Tusk.

 

 

 

wikipedia

redakcja

 

 




Czy rzeczywiście ten przesympatyczny Piotr Żyła, którego Polacy kochają to zwykły drań? Justyna zamieszcza kolejny wpis.

 

O kłopotach małżeńskich Piotra Żyły rozpisują się wszystkie media. 25 lutego, żona skoczka, Justyna zszokowała chyba wszystkich fanów sportowca, zamieszczając na Instagramie informację o rozpadzie ich małżeństwa.

 

Oskarżyła tego przemiłego, przynajmniej na takiego się kreuje w mediach, człowieka, o to, że chciał ją wykończyć psychicznie, nie interesuje go dobro dzieci, no i zostawił ją dla kochanki.

 

Czegóż to zrozpaczona i zostawiona kobieta nie wymyśli z zemsty, można by pomyśleć. Ale jaka jest prawda?

 

Piotr Żyła odpowiedział na zarzuty żony, twierdząc, że to co napisała to oszczerstwa.

 

Justyna i tym razem nie pozostała mu dłużna.

 

 

„Piotrek, to nie pisałeś ty po pierwsze, a po drugie to sam wiesz jak to dobro dzieci u ciebie wygląda” – stwierdziła.

 

 

A jaka jest prawda? Czy rzeczywiście ten przesympatyczny człowiek, któremu ostatnio lepiej wychodzi granie na gitarze niż skakanie to kawał drania? Oby nie!

 

Polacy Piotrka zdążyli już polubić.

 

 

instagram,

redakcja




Takim haniebnym zachowaniom mówmy stanowczo „NIE”! Polak pokazał się z najgorszej strony. Zaatakował mężczyznę z powodu jego pochodzenia.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że na terenie dworca pijany 31-latek słownie znieważył interweniującego wobec niego pracownika ochrony i groził mu. Do zdarzenia doszło w sobotę w Sopocie. Dyżurny sopockiej policji odebrał zgłoszenie o awanturze i wysłał patrol.

 

Przybyli na miejsce policjanci ustalili, że 31-letni mężczyzna znieważył na tle narodowościowym pracownika ochrony, który pochodzi z Boliwii.

 

Nietrzeźwy mężczyzna znieważył ochroniarza, a także kierował pod jego adresem groźby. Po zatrzymaniu i doprowadzeniu do komendy został poddany badaniu na zawartość alkoholu we krwi. Okazało się, że w wydychanym powietrzu miał ponad 2 promile alkoholu. Obecnie przebywa on w policyjnym areszcie.

 

Policjanci zajmują się wyjaśnieniem sprawy. Czynności prowadzone są w kierunku znieważenia na tle rasowym i kierowania gróźb karalnych. Za znieważenie na tle rasowym lub narodowym grozi do 3 lat pozbawienia wolności.

 

Ostatnio w Polsce coraz częściej dochodzi do takich haniebnych zachowań, coraz częściej ludzie pokazjują swoją niechęć do innych nacji.

pixabay, wprost

mm

Martyna

Jak mogła zamieścić taki komentarz? Ostra krytyka Bieleckiego i Urbuko. Oni mają krew na rękach pozostawionego w górach Mackiewicza.

 

Adam Bielecki i Denis Urbuko pierwsi wyruszyli na ratunek Elizabeth Revlon i Tomasza Mackiewicza. Do Francuzki dotarli zaskakująco szybko, bo aż w osiem godzin, wspinając się już po zmroku. Ze względu na fatalne warunki pogodowe do Mackiewicza, który pozostał na 7300 metrach nie udało im się dotrzeć.

 

Podczas, gdy wszyscy chwalą akcję ratunkową Bieleckiego i Urbuko, amerykańska alpinistka Vanessa O’Brien, która jako pierwsza kobieta weszła na szczyt K2 i zdobyła Koronę Ziemi ostro ich skrytykowała.

Zdaniem O’Bien ratownicy powinni ruszyć dalej i próbować ocalić Tomasza.

 

„ Nie mogę uwierzyć, że nie wspinają się dalej. On jest ranny. Jego krew jest na rękach wszystkich, którzy świętują powrót Elizabeth Revol” – taki szokujący wpis zamieściła na Twitterze Amerykanka.

 

Kilka minut później dodała kolejny bardzo kontrowersyjny wpis w odpowiedzi na krytykujących ją unternautów.

 

„Właściwie moim zdaniem wyglądało to tak, że ktoś oszczędzał siły na K2”. Miała oczywiście na myśli Bieleckiego i Urbuko.

 

Wygląda to nieco, jak oskarżenie.

 

źródło wp.pl, facebook

mm

 

 




Kanclerz Angela Merkel wstydzi się za Niemców! Pani polityk otwarcie o istniejącym w Niemczech antysemityzmie.

 

W sobotę 27 stycznia w dniu poświęconym pamięci ofiar Holokaustu, kanclerz Angela Merkel wyraziła ubolewanie nad powracającym w jej kraju antysemityzmem.

 

„To wstyd, że żadna żydowska instytucja nie może istnieć bez policyjnej ochrony” – powiedziała.

 

„Wymaga jej zarówno szkoła, przedszkole, jak synagoga” – mówiła kanclerz Niemiec.

„To trudne do zrozumienia i zawstydzające. Dodała, że przeciwstawianie się „ze wszystkich sił antysemityzmowi ”stało się dla niej „codziennym zadaniem”.

„Ksenofobia i nienawiść do innego”, to problemy, które coraz bardziej stają na porządku dziennym.

Merkel podkreśliła, że niezwykle ważne jest wsłuchiwanie w głos ofiar, które przeżyły Holokaust.

 

„Dobrą przyszłość możemy budować tylko wówczas, gdy znamy przeszłość, i nie ulega wątpliwości, że nadal potrzebujemy tej wiedzy” – powiedziała kanclerz i podkreśliła znaczenie utrzymania obchodów Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu.

„Nie ma miejsca na antysemityzm w niemieckim społeczeństwie, którego podstawowymi wartościami powinny być otwarcie i tolerancja” – stwierdziała kanclerz.

 

źródło tvp info, pixabay

mm

 

 




Dramatyczne doniesienia z Nanga Parbat. Ten komunikat rozdziera serce.

 

 

O tym, że akcja ratunkowa Tomasza Mackiewicza jest niemożliwa poinformował Ludovic Giambiasi, partner Elizabeth Ravol. Jego słowa potwierdził rzecznik prasowy polskiej wyprawy na K2 Michał Leksiński.

 

„To koniec bitwy z Nangą Parbat. Warunki pogodowe uniemożliwiają dalszą akcję. Ambasada organizuje śmigłowiec, który zabierze Ravol oraz himalaistów do Skardu” – napisał Leksiński, potwierdzając informacje, które przekazał Giambiasi.

 

„Decyzja zespołu ratunkowego: Urubko i Bielecki schodzą razem z Ravol. W niedzielę rano około godziny 10:00, jeśli pogoda na to pozwoli, cała piątka zostanie przetransportowana do Skardu helikopterem zorganizowanym przez polską ambasadę. Ratowanie Tomasza jest niemożliwe. Pogoda i wysokość naraziłyby życie ratowników na ekstremalne niebezpieczeństwo. To trudna, bolesna decyzja. Jesteśmy bardzo smutni. Nasze myśli wędrują w kierunku przyjaciół i rodziny Tomasza. Płaczemy”.

 

 

Akcja ratunkowa Revol była wyczynem heroicznym. Bielecki i Urubko dotarli do Francuzki w 8 godzin pokonując w tym czasie ponad tysiąc metrów przewyższenia.

Francuzce się udało, niestety Tomasz Mackiewicz nie miał tyle szczęścia co ona.

 

źródło wp.pl facebook

mm




COŚ ZASKAKUJĄCEGO! Pobicie Pieczyńskiego ma drugie dno. Wcale nie było tak, jak aktor twierdzi.

 

Krzysztof Pieczyński, jak sam powiedział (o czym już informowaliśmy) został pobity w centrum Warszawy za swoje polityczne i światopoglądowe poglądy.

Okazuje się, że według ustaleń portalu wPolityce.pl ( nie mylić z wpolityce24.pl) skopanie aktora i wyzwanie go od pedałów nie ma nic wspólnego z jego poglądami.

Okazuje się, że Pieczyński został zaatakowany przez nieszczęśnika cierpiącego na manię prześladowcza, który to uważa, że „od dawna śledzą go mężczyźni w czerwonych kurtkach”.

Traf chciał, że Pieczyński właśnie włożył czerwoną tego feralnego dnia.

Co ciekawe, napastnik sam zeznał, że to właśnie było powodem awantury.

Niestety aktor przedstawił zupełnie inną wersję, utrzymując, że lincz na nim jest wynikiem jego politycznej niepokorności.

Jednak wszystko wskazuje na to, że aktor jest w błędzie. Czyżby próbował zrobić z siebie męczennika?

Ustalenia wPolityce.pl wyraźnie wskazują na to, że napastnik ma zdiagnozowaną chorobę psychiczną w wyniku, której doznaje szału na widok czerwonych kurtek.

 

źródło wPolityce.pl

mm

 

Martyna

TO ZDJĘCIE POWINNI ZOBACZYĆ WSZYSCY W POLSCE! Okrutni nastolatkowie nie mieli litości. Na szczęście całą sprawę nagłośnili turyści.

 

Inspektorat OTOZ Animals Zakopane opublikował zdjęcia dwóch nastoletnich opiekunów koni, którzy według turystów mieli się znęcać nad zwierzętami na Gubałówce.

Konie, z którymi turyści mogą sobie zrobić zdjęcia, miały być bite, kopane oraz szturchane przez swoich właścicieli. Turystka twierdzi, że jest co najmniej kilku świadków tego zdarzenia.

Inspektorat OTOZ zwrócił się z prośbą do wszystkich turystów, którzy są świadkami złego traktowania zwierząt o dokumentowanie takich zdarzeń w postaci filmów, ponieważ taka dokumentacja może posłużyć jako materiał dowodowy w zgłoszeniach na policję czy do burmistrza Zakopanego w sprawie wydania zakazu prowadzenia tego typu działalności.

To nie pierwszy taki przypadek, kiedy to zakopiańskie konie doświadczają znęcania.

Powszechnie znany jest problem związany z furmanami, którzy nie zważają na to, czy zwierzęta są zmęczone, po prostu zmuszają je do dalszego wwożenia leniwych turystów na Morskie Oko.

To niewyobrażalne, że ludzie są zdolni do takiego okrucieństwa i to wszystko dla kasy.

 

źródło facebook

mm

 

 




CZY TO JAKIŚ ŻART? Od lutego spore ułatwienia dla kierowców. Czyżby na pewno? A może najbardziej skorzysta na tym policja?

 

Policja postanowiła ułatwić życie wszystkim kierowcom, którzy otrzymają karę za przestępstwa w ruchu drogowym.

Od lutego za wlepiony mandat nieszczęśnicy będą mogli zapłacić kartą kredytową lub za pomocą aplikacji BLIK.

 

Administracja publiczna w całym kraju właśnie pracuje usilnie nad wdrażaniem i upowszechnianiem płatności bezgotówkowych.

Zmiany wprowadzono również w policji. Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii oraz Krajowa Izba Rozliczeniowa zamierzają zmienić sposób płacenia za mandaty otrzymane za przestępstwa w ruchu drogowym.

Powód? Ułatwienie życia kierowcom. Czyżby, a może to ułatwienie życia drugiej stronie czyli policji?

Wiadomo bowiem, że nie wszyscy posiadają przy sobie gotówkę, niektórzy ociągają się z płaceniem przez lata, no i kłopotliwy w dalszym ciągu pozostaje problem, jeśli chodzi o obcokrajowców.

Wiadomo, że zdarzały się sytuacje, że policjanci z obcokrajowcami jechali do bankomatu lub na pocztę po gotówkę, aby uiścić grzywnę, co było kłopotliwe i czasochłonne. Płatności bezgotówkowe znacznie usprawnią pracę policjantów i skrócą przebieg kontroli.

Podsumowując. Czyje życie zostanie ułatwione?

 

źródło wprost, pixabay

mm




KOBIETY W CIĄŻY MIEJCIE SIĘ NA BACZNOŚCI? Senatorowie PiS zamierzają walczyć z przyszłymi matkami, które sięgają po…

 

 

Z badań wynika, że aż 9.7 proc. ciężarnych Polek w 2017 spożywało alkohol w trakcie ciąży.

 

Podobno w porównaniu z innymi krajami nie wypadamy najgorzej, choć też na pewno nie wiadomo o wszystkich przypadkach kobiet, które alkohol w błogosławionym stanie spożywały i spożywają.

Jednak lekarze ostrzegają, że przyszła mama pijąc alkohol naraża swoje dziecko na wystąpienie FAS czyli tzw. alkoholowego zespołu płodowego.

Specjaliści podkreślają, że bezpieczna dawka dla płodu nie została ustalona i pewnie też taka nie istnieje. Alkohol to alkohol, jest szkodliwy nawet w najmniejszych ilościach dla dorosłego, więc nie ma wątpliwości, że dla nienarodzonego dziecka również.

Problem picia kobiet w ciąży zainteresował senatorów PiS i postanowili się nim zając. Niestety dość nieudolnie.

Politycy wpadli na pomysł umieszczania na każdej butelce alkoholu zdjęcie przedstawiające kobietę w ciąży z przekreślonym kieliszkiem.

Sęk w tym, że grafika taka już na butelkach istnieje (o czym senatorowie nie wiedzą?) i nic nie daje.

 

Jednak to jeszcze nic straconego, miejmy nadzieję, że senatorowie wpadną na inny pomysł, tym razem lepszy. Nie ma bowiem wątpliwości, że z kobietami, które piją będąc w stanie błogosławionym trzeba zrobić porządek.

 

źródło Dziennik Gazeta Prawna, pixabay

mm