Szokujący incydent w Piekarach! Uczeń zamiast grać na flecie, wolał go wcisnąć innemu uczniowi w …Nauczyciel nawet nie zareagował.

 

 

 

 

Do zdarzenia doszło w szkole podstawowej w Piekarach koło Mszczonowa na Mazowszu. Z relacji nastolatków wynika, że Bartek S. traktował Kamila G. jako gorszego od siebie, ponieważ ten wychowywał się w rodzinie zastępczej. Chłopiec wielokrotnie zgłaszał swoje problemy, ale nauczyciele je ewidentnie zignorowali. W końcu doszło do skandalicznego incydentu.

 

Tuż przed świętami wielkanocnymi po lekcji wychowania fizycznego Bartek S. wszedł do toalety, w której przebierał się Kamil G., przyparł go do ściany i wepchnął „koledze” flet w odbyt.

 

Poszkodowany poskarżył się nauczycielce, ale ta znów zlekceważyła sprawę.

 

W końcu chlopiec powiedział o całym zdarzeniu rodzicom zastępczym, ci zgłosili sprawę policji.

Po przeprowadzeniu badań okazało się, że chłopiec ma trzycentymetrową ranę w odbycie.

 

 

„Przyjęliśmy zawiadomienie o znęcaniu się i uszkodzeniu ciała. Sprawa została przekazana do sądu rodzinnego – mówi aspirant Agnieszka Ciereszko, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Żyrardowie. Sprawą zajęła się również Prokuratura Rejonowa w Żyrardowie, która sprawdzi, czy nie doszło do niedopełnienia obowiązków przez nauczycieli ze szkoły, w której uczyli się obaj chłopcy.

Martyna

Już się zaczęło! Muzułmanie nie próżnują. Najpierw zagarną jeden kraj, a później całą EUROPĘ.

Choć wielu badaczy do znudzenia powtarza, że za kilkadziesiąt lat Europa będzie muzułmańska, trudno w to uwierzyć i trudno sobie taką Europę wyobrazić.

A jednak nie jest to czcze gadanie. Muzułmanie małymi krokami dochodzą do głosu i zaczynają skutecznie niszczyć wielowiekową kulturę na starym kontynencie.

Zaczynają od Belgii, gdzie stanowią drugą po Belgach, pod względem liczebności społeczność.

Lewicowa partia „Islam” bez owijania w bawełnę zapowiedziała, że chce z Belgii uczynić „stuprocentowe państo islamskie”.

 

„Naszym celem jest stuprocentowe państwo islamskie” – przyznał skarbnik partii Redouane Ahrouch.

 

Zobacz również! Miliardowe odszkodowania dla Australii. Australijska firma puści Polskę z torbami.

 

W tym celu partia „Islam” chce wprowadzić segregację płci w komunikacji miejskiej. Mają zamiar postulować, za stworzeniem osobnych miejsc w autobusach dla kobiet i mężczyzn.

Czy uda im się osiagnąć cel? Niewykluczone. Belgia jest krajem, w którym islam to druga dominująca religia.

 

Od 2001 roku Mohamed jest jednym z najczęściej nadawanych imienion noworodkom w belgijskiej metropolii. W kraju radykalizm islamski panuje już nawet wśród dzieci w przedszkolu, powstał na ten temat specjalny raport ujawniony przez gazetę „Het Laatste Nieuws”.

 

Może warto nie być głuchym na wołania naukowców, których wizja muzułmańskiej Europy to nie sciene fiction, ale realność za kilkadziesiąt lat.

 

źródło ndie, pixabay

redakcja




Miliardowe odszkodowanie dla Australii! Polskie Ministerstwo Środowiska nie dotrzymało warunków umowy? Australijska firma żąda odszkodowania.

 

Nawet kilka miliardów będzie musiał zapłacić polski rząd australijskiej spółce, która pozwała go za zwłokę w podpisaniu umowy o użytkowanie górnicze obszaru, na którym ma powstać nowa kopalnia.

 

Australijska spółka Prairie Minning zapowiedziała wejście w spór sądowy z polskim rządem, co może się dla tej drugiej strony okazać fatalne w skutkach.

Sprawa dotyczy kopalni Jan Karski, która ma powstać w województwie lubelskim. Według inwestora, strona polska dopuściła się zwłoki w podpisaniu umowy o użytkowanie obszaru, na którym ma powstać kopalnia.

Wniosek w tej sprawie został złożony pod koniec grudnia 2017 roku i do tej pory nie został rozpatrzony przez Ministerstwo Środowiska. Składając wniosek do sądu firma chciała się zabezpieczyć przed możliwością wydania zgody przez polski resort innemu podmiotowi.

Brak odpowiedzi ze strony Ministerstwa Środowiska naraził inwestorów na ogromne straty.

Dziennik Gazeta Prawna informuje, że ewentualna wygrana spółki przed sądem arbitrażowym oznaczałaby dla Polski koniecznieczność wypłaty odszkodowania w wysokości kilku miliardów złotych.

W odpowiedzi na złożony pozew resort środowiska poinformował, że nie spełniono przesłanek, które warunkują prawo pierwszeństwa w przypadku zawarcia umowy użytkowania górniczego.

 

„Ministrowi stawiany byłby zarzut, że w sposób nieuprawniony doprowadził do ograniczenia prawa Skarbu Państwa do rozporządzania własnością górniczą. Jednocześnie opinia publiczna wskazywałaby na brak zapewnienia eksploatacji złoża, zatem wbrew twierdzeniom spółki, nie doszło do niedotrzymania terminów zawarcia umowy z winy Ministerstwa Środowiska” – twierdzi polski resort. Po tej odpowiedzi akcje australijskiej spółki na GPW spadły o niemal 25 proc.

 

 

źródło Dziennik Gazeta Prawna

redakcja, pixabay




Leszek Miller kręci nowy biznes! Ex-polityk wsiada do samochodu ze swoją wnuczką, ale nie rusza. To świetny spot?(video)

Nowy biznes Leszka Millera!

 

Leszek Miller kiedyś premier, przewodniczący SLD, poseł na Sejm, a dziś? No na dobrą sprawę, od kiedy wyleciał z polityki, niewiele wiadomo o jego działalności. Od czasu do czasu, Miller udzieli jakiegoś wywiadu w komercyjnej telewizji, radząc, w którym to kierunku powinna zmierzać polska polityka i jak to źle jest w naszym kraju.

 

Jednak, to najwyraźniej nie wystarcza ex-politykowi, który postanowił wziąć się za nowy biznes. Jaki? Miller pisze i to dużo. Wylewa swoje gorzkie żale i „mądrości”, oczywiście dotyczące życia politycznego i w Polsce, i na świecie. W swoich felietonikach publikowanych na łamach portalu inna-Polityka zdążył już naskorbać coś o prezydencie Dudzie, o gwałtach, aborcji, polskich biskupach, czy np. o tym, że TVP kłamie.

 

Polityk, tak poważnie podszedł do swojej nowej działalności, że nawet zdążył już zagrać w spocie reklamującym jego portalik. Nie obeszło się bez ukochanej wnuczki, która towarzyszyła dziadkowi.

 

Miller dziennikarzem? Kto by pomyślał. No cóż, wygląda, że jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.

Oby jego kiełkujący biznesik nie spalił na panewce.

My ze strony całej redakcji życzymy ciekawych pomysłów na felietony.

 

 

youtube

redakcja




„Sytuacja pierwszej damy w Polsce jest dramatyczna”. Minister z kancelarii prezydenta Andrzej Dera chce, aby funkcja prezydentowej została uregulowana prawnie.

Zanim Andrzej Duda został prezydentem jego żona pracowała w szkole. Uczyła języka niemieckiego, miała świetny kontakt z uczniami. Teraz, kiedy pełni obowiązki pierwszej damy, nie może pracować zawodowo.

Zdaniem ministra z kancelarii prezydenta Andrzeja Dery, sytuacja pierwszej damy w Polsce jest dramatyczna.

Pierwsza dama pełni przede wszystkim funkcję reprezentacyjną. Bierze udział w ważnych uroczystościach państwowych, towarzyszy w wyjazdach zagranicznych i krajowych.

Sama także podejmuje działalność społeczną, spotyka się z przedstawicielami różnych środowisk. Tak jak Agata Duda, która w roli pierwszej damy odnajduje się znakomicie. Jej grafik pęka w szwach, bo pani prezydentowa wiele czasu poświęca na spotkania i wizyty.

Jednak sama nie może pracować, nie ma własnego źródła utrzymania, wszelkie składki musi opłacać jej prezydent, a ona ma związane ręce. I to właśnie dlatego, zdaniem ministra Andrzeja Dery, sytuacja pierwszej damy w Polsce jest zła.

„Sytuacja pierwszej damy jest dramatyczna” – ocenił minister Dera, podkreślając, że nie chodzi konkretnie o obecną prezydentową, ale także jej poprzedniczki.

 

Już kiedyś pojawiły się plany stworzenia ustawy, która wprowadzałaby pensję dla pierwszej damy. Minister uważa, że teraz trzeba znów do tych planów wrócić.

 

„W każdym normalnym państwie nie powinna mieć taka sytuacja miejsca, że nagle pierwsza dama jest wyłączona z systemu, nie istnieje w sensie prawnym” wyjaśnił.

 

 

Podsumowując. Żadna prezydentowa nie ma lekko. Nie dość, że jej grafik pęka w szwach, to robi to wszystko za free.

 

 

źródło se.pl

redakcja

 

 

 

Martyna

ZATRWAŻAJĄCE WYNIKI KONTROLI! Tony skażonego mięsa. Hodowcy nie mają oporów przed truciem konsumentów.

 

 

 

Wyniki kontroli NIK zatrważają. W hodowlach zwierząt antybiotyki są powszechnie dozwolone, jednak kontrola wykazała, że hodowcy nie mają umiaru.

 

Antybiotyki stosowało aż 70 proc. hodowców zwierząt z woj. lubuskiego objętych monitoringiem wody i pasz. W hodowlach indyków i kurcząt rzeźnych odsetek ten był jeszcze wyższy i przekraczał 80 proc. W każdym zbadanym wypadku użycie antybiotyków było uzasadniane względami leczniczymi. Jednak luki w nadzorze nad tym rynkiem są tak poważne, że urzędowy obraz może nie odpowiadać rzeczywistości. Dlatego NIK – nie przesądzając o zasadności podawania antybiotyków zwierzętom w hodowlach, ani nie rozstrzygając, czy preparaty były podawane profilaktycznie, czy w uzasadnionych przypadkach leczniczych – wskazuje, że skala i zakres ich stosowania budzą uzasadnione obawy co do skutków, jakie może to spowodować teraz i w przyszłości.

 

Środki przeciwbakteryjne, w tym antybiotyki, są niezbędne w leczeniu wielu chorób zarówno u ludzi, jak i u zwierząt. Jednak obecność pozostałości substancji o działaniu przeciwbakteryjnym w żywności niesie negatywne następstwa zdrowotne, a pośrednio także ekonomiczne. Badania wskazują, że nawet małe dawki antybiotyków przyjmowane z żywnością przez dłuższy czas mogą przyczyniać się do powstawania w organizmie ludzkim lekoopornych szczepów bakteryjnych. Skutkiem przyjmowania antybiotyków może być także  zwiększone ryzyko występowania np. reakcji alergicznych.

 

Ustalenia kontroli (kontrolę przeprowadzoną w woj. lubuskim NIK traktuje jako wstęp do kontroli ogólnopolskiej) wskazują, że aktualnie obowiązujący model nadzoru nad wykorzystaniem antybiotyków w produkcji zwierzęcej w Polsce jest nieskuteczny i nieefektywny. A skala i waga stwierdzonych nieprawidłowości i niedociągnięć jest tak duża, że uprawnia to NIK do stwierdzenia, że urzędowy obraz wykorzystywania antybiotyków w hodowlach zwierząt może nie oddawać rzeczywistości.

Sprawujące nadzór nad wykorzystywaniem antybiotyków w produkcji zwierzęcej organy skontrolowanych inspekcji, na ogół zgodnie z obowiązującymi planami i wymogami formalnymi wykonywały swoje obowiązki. Jednak w ocenie NIK wszystkie ich działania, prowadzone kontrole i badania monitoringowe, choć formalnie zgodne z przepisami, nie pozwalały rzetelnie ocenić zasadności i prawidłowości stosowania antybiotyków przez hodowców. Nie gwarantowały one także ochrony konsumentów przed skutkami nieprawidłowego stosowania antybiotyków w produkcji mięsa przeznaczonego do spożycia.

 

Tymczasem wyniki kontroli w województwie lubuskim wskazują, że antybiotyki w hodowlach zwierząt stosowane są powszechnie: 70 proc.  wszystkich hodowców zwierząt, objętych monitoringiem wody i pasz stosowało antybiotyki, a w przypadku stad indyków i kurcząt odsetek ten przekraczał 80 proc. hodowców objętych badaniami.

 

NIK zamierza również przeprowadzić kontrolę w innych województwach.

 

Czytaj również Leki, które zabiją milion ludzi rocznie!

 

źródło NIK, pixabay

redakcja




TO NIE BYŁO TYLKO CZCZE GADANIE! Premier Morawiecki dotrzymuje słowa. Przed wylotem do Brukseli podpisał dymisję trzech wiceministrów.

 

 

5 marca podczas konferencji prasowej w KPRM premier Mateusz Morawiecki zapowiedział zmniejszenie liczby pracowników resortów oraz likwidacje premii dla urzędników.

 

„Sprawne i efektywne państwo to państwo, które działa w oparciu o dobre kadry. Nie ilość, a jakość, dlatego zaczynamy od siebie. Chcemy zmniejszyć liczbę wiceministrów o 20 lub 25 proc. na stanowiskach sekretarzy i podsekretarzy stanu” – powiedział.

 

„Chcemy zwiększyć transparentność posługiwania się kartami kredytowymi, to jest zmniejszenie lub likwidacja kart kredytowych wszędzie tam, gdzie nie będą one potrzebne. Chcemy, żeby ministrowie dokonali audytu w swoich jednostkach, w celu sprawdzenia wydatkowania publicznych pieniędzy” – dodał.

 

Wygląda na to, że zapowiedzi Morawieckiego to nie tylko czcze gadanie. Premier jak powiedział, tak zrobił.

Jeszcze dziś przed wylotem do Brukseli podpisał decyzję o dymisji trzech wiceministrów: Jarosława Pikasa, Kazimierza Smolińskiego i Tomasza Żuchowskiego.

 

Tutaj przeczytasz również. Prawda kole w oczy! To video o imigrantach zostało natychmiast ocenzurowane.

 

Jarosław Pikas pełnił funkcję pełnomocnika rządu do spraw organizacji struktur administracji publicznej właściwych w zakresie bezpieczeństwa żywności. Kazimierz Smoliński i Tomasz Żuchowski byli sekretarzami stanu w Ministerstwie Infrastruktury.

 

 

Premier jest zdeterminowany by szybko zakończyć zapowiedziany przegląd kadr. Cała lista sekretarzy i podsekretarzy stanu, którzy odejdą z rządu w ramach odchudzania administracji, będzie znana do końca przyszłego tygodnia. Chodzi o to by zmiany wprowadzić, ale nie przedłużać politycznie trudnego procesu. Obecnie jest 122 wiceministrów, po zmianach ma być poniżej 100.

 

źródło wpolityce.pl

redakcja

 

 




Piekielnie mocne słowa Durczoka! Banda sk** próbowała mnie złamać, ale nie wiedzieli, że to niemożliwe. Czemu dziennikarz nie wyjawia nazwisk?

Piekielnie mocne słowa Durczoka! Banda sk** próbowała mnie złamać, ale nie wiedzieli, że to niemożliwe.

 

Były szef  „Faktów” TVN Kamil Durczok z okazji swoich 50 urodzin wybrał się ze swoją o sporo młodsza partnerką na Ukrainę.

Dziennikarz nie omieszkał zamieścić na swoim Instargramie dość osobistego i piekielnie mocnego wpisu, w którym nie tylko podziękował za życzenia od ludzi mu życzliwych, ale również wspomniał o tych, którzy próbowali go zniszczyć, mając na myśli byłych współpracowników, oskarżających go o lobbing i molestowanie seksualne.

 

Durczok, jak zwykle używając ostrego języka napisał.

 

 

„Wszystkim którzy pamiętali i się odezwali – bardzo dziękuje. Tym, którzy zapomnieli albo tak udają – wybaczam. To był szczególny dzień. Pół wieku to już poważny powód do przemyśleń. Mam kilka powodów do dumy. Syn, Julka, Prawdziwi Przyjaciele. Świat. Ludzie których spotkałem, historia dziejąca się na moich oczach. Zawód, który sobie wymarzyłem i wywalczyłem. Grupka skurwieli którzy chcieli mnie złamać, nie wiedząc, że to niemożliwe. A przede wszystkim poczucie, że już nic nie muszę. Wiem z kim nie warto się zadawać. Wiem, kto jest szują. Wiem, czyja opinia kompletnie mnie nie obchodzi. I wiem, jak smakują i sukces, i porażka.. To się chyba nazywa wolność… Mój wielki życiowy sukces polega też na tym, że mam Was. Dziękuję za każde dobre słowo. To dla Was ten tort”.

 

Czytaj również „TO BYŁO PRAWDZIWE PIEKŁO”! Strzelali do nas, jak do kaczek. (video)

 

Najciekawszą częścią tego wpisu, jest oczywiście ta o ludziach, którzy próbowali go zniszczyć. Szkoda, że Durczok nie wymienił ich nazwisk i nie podał powodów, dlaczego chcieli to zrobić.

 

 

źródło Instagram

redakcja