Ileż można? Bulwersujące słowa o Polsce i polskim rządzie w artykule New York Times’a.

New York Time krytykuje ustawę IPN.

 

„To zaskakujące, że kontrolowany przez nacjonalistów polski rząd w Międzynarodowy Dzień Pamięci o Holokauście postanowił przyjąć niepotrzebną, głupią i obraźliwą ustawę, która będzie karać za wszelkie sugestie o współudziale narodu lub państwa polskiego w nazistowskiej machinie śmierci” – napisano w artykule.

 

„Pomijając kwestię roli Polaków w Holokauście, którą autorzy ustawy najwyraźniej chcą ukryć, czy nie wyrośliśmy już z takiego egoistycznego przybierania pozy wokół jednej z największych zbrodni w historii?” – zapytała redakcja.

 

„Niezależnie od tego, jakie motywy kryją się za ustawą, Polska uczyniłaby najlepiej gdyby ją jak najszybciej wycofała” – ocenił „NYT”.

 

„Oczywiście, boli to Polaków, których ojczyzna została napadnięta i okupowana przez III Rzeszę, gdy cudzoziemcy używają w odniesienia do Auschwitz i innych miejsc określenia »polskie obozy śmierci«. Były to nazistowskie obozy śmierci, w których zginęło co najmniej 1,9 miliona Polaków oraz trzy miliony Żydów. Nie można jednak zaprzeczyć, że Polacy mieli pośredni lub bezpośredni udział w zbrodniach popełnionych na ich ziemiach oraz byli winni żydowskich pogromów przed wojną i po niej. Takie są fakty i Polacy, tak jak inne narody podbite przez Niemców, mają obowiązek wobec ofiar i przyszłości, aby dążyć do bolesnej, ale pełnej prawdy”.

 

 

„Bez względu na to jak zanalizujemy ustawę, jest ona bezczelną i mrożącą krew w żyłach próbą rządu nacjonalistów, aby ograniczyć wolność wypowiedzi oraz badań” – ocenił NYT.

 

Artykuł w niezwykle mocnych słowach oczernia Polaków i polski rząd.

 

wprost, pixabay

mm

 

 

 

Martyna

NIEKTÓRE RZECZY PO PROSTU NIE MIESZCZĄ SIĘ W GŁOWIE! Muzułmanów firma musiała przeprosić za wzór na…

Niektóre rzeczy nie mieszczą się w głowie. Jak np. to, że szwedzki gigant rynku odzieżowego H&M przeprosił urażonych muzułmanów za dziecięce skarpetki z wzorem przypominającym w języku arabskim słowo „Allah”.

Niby nic, a jednak dla muzułmanów coś.

 

Niewinne skarpetki z ludzikiem Lego trzymającym młot pneumatyczny, spod którego wychodzi ślad.

To właśnie ten ślad stał się źródłem problemu, ponieważ niektórzy dopatrzyli się słowa „Allah” w języku arabskim.

 

Firma położyła uszy po sobie i przeprosiła urażonych muzułmanów no i oczywiście wycofała skarpetki ze sprzedaży.

 

„Wzór na tych skarpetkach prezentuje figurkę Lego, i każde inne znaczenie jest przypadkowe. Przepraszamy, jeśli ten motyw okazał się dla kogokolwiek obraźliwy” – oświadczyła na antenie szwedzkiego radia SVT Petra Buchinger, rzecznik prasowa koncernu.

 

 

Na początku stycznia firma przeprosiła również za reklamę z czarnoskórym chłopcem, który prezentował się w koszulce z napisem „Najfajniejsza małpa w dżungli”.

 

Sieć była posądzona o rasizm, w niektórych częściach świata sklepy H&M zostały po prostu zdemolowane.

 

 

źródło ndie, screen

radakcja

 




Kornel Morawiecki ponownie zabrał głos w sprawie uchodźców! Jak można było się spodziewać zdania nie zmienił.

Kornel Morawiecki w wywiadzie dla „Dziennika Gazeta Prawna” powiedział, że nie zmienił swojego stanowiska odnośnie uchodźców.

 

Morawiecki zapytany „Czy jego stanowisko wobec przyjmowania uchodźców uległo zmianie?” odpowiedział: „Nie powinniśmy pytać czy należy ich w ogóle przyjmować, lecz w jaki sposób mamy to zrobić. To ogromny problem cywilizacyjny przed którym stoi Europa z Polską włącznie.” – wyjaśnił.

 

„Musimy znaleźć odpowiedź. Nie będzie to łatwe i nie uważam, że uda się to zrobić przy pomocy jednego genialnego rozwiązania, ale powinniśmy ze sobą rozmawiać i szukać porozumienia. Po prostu nie ma innego wyjścia. Mam w tej kwestii inne zdanie niż mój syn. Prywatnie możemy się spierać, ale nie widzę powodu, aby robić to publicznie. Szanuję jego stanowisko.” – kontynuował.

 

Tym samym Kornel Morawiecki potwierdził, że jego zdanie w kwestii uchodźców jest zupełnie inne, niż to które ma jego syn.

 

Premier Mateusz Morawiecki pomagać uchodźcom chce, ale tam na miejscu, udzielając wsparcia finansowego, nie zaś poprzez sprowadzanie ich do Europy.

 

 

 

źródło Dziennik Gazeta Prawna

mm

 




Cała prawda o Mackiewiczu! Zostawił ich z bajzlem.

Tomasz Mackiewicz został na ok. 7250 m n.p.m na Nanga Parbat. Teraz kiedy już go nie ma, jego szwagierka Małgorzata Sulikowska udzieliła wywiadu dla wp.pl.

 

„Tomek wyjeżdżając nie miał w głowie tego, że zostawi nas z jakimś bajzlem. W ogóle nie zakładał, że może nie wrócić, że będą jakieś kłopoty z tego”.

 

 

„Zawsze jechał na dziko. Nie miał pieniędzy na wejście, ale znał się już z facetem z agencji, która te pozwolenia organizuje i umawiał się z nim: stary zapłacę, jak zejdę. Potrzebował pieniędzy na doładowania telefonów. Trzeba było kombinować, jak ma wrócić, bo często nie miał na bilet powrotny”- mówi Sulikowska, która przychodziła z pomocą i wysyłała mu pieniądze.

 

Mackiewicz nie kontaktował się z rodziną, kiedy był w górach, robiła to Elisabeth Revol.

 

„Ania była w tej szczęśliwej sytuacji, że Eli wysyłała esemesy do swojego męża, a on przekazywał Ani informacje o ich położeniu”-mówi Sulikowska.

 

Himalaista utrzymywał dom, choć wiadomo, że różnie bywało z jego finansami. Nie od dziś wiadomo, że zalegał z alimentami i miał długi, po tym jak jego firma została zamknięta.

 

„Utrzymywał dom. Miał super okres prosperity, gdy stawiał maszty pomiarowe. Eldorado. „Robota na wysokościach, na dworze, w samotności. Był w swoim żywiole. Słabo się nadawał do normalnej pracy. Kiedyś pracował z moim bratem w firmie komputerowej, ale dusił się. Wstawanie 8.00-16.00 to było piekło. Ale te maszty się skończyły wraz ze zmianami europejskich przepisów. Staraliśmy się pomagać mu, wysyłaliśmy go na rozmowy. Mój teść miał jakiegoś znajomego wysoko postawionego w dużej firmie energetycznej, ale Tomek sobie nie radził w takich sytuacjach. Był stworzony do innych rzeczy. Ostatnio remontował stare auta”- dodaje Sulikowska.

 

 

Zostawił ich z bajzlem, choć nie miał takiego zamiaru.

 

„Tak. Teraz została masa niepozałatwianych spraw. Bardzo trudnych. Ze zbiórką, z tym jak to podzielić. Na pewno Tomek wyjeżdżając nie miał w głowie tego, że zostawi nas z jakimś bajzlem. On nie myślał w tych kategoriach. W ogóle nie zakładał, że może nie wrócić, że będą jakieś kłopoty z tego. Żegnał się, jakby jechał na wycieczkę. Buziak, Buziak. Wrócę w styczniu dodaje Sulikowska.

 

 

 

 

źródło wp

 

 




AMERYKAŃSKI DZIENNIK PONOWNIE CZEPIA SIĘ POLSKI! TYM RAZEM CHODZI O PRACOWNIKÓW Z KOREI PÓŁNOCNEJ.

 

Amerykański dziennik twierdzi, że Polska „jest jednym z niewielu krajów, które mimo obiekcji Waszyngtonu wciąż przyjmują północnokoreańskich pracowników”.

 

New York Times twierdzi, że robotnicy z Korei Północnej przez lata trafiali do stoczni i na budowy w całym kraju.

 

Proceder nie podobał się Stanom Zjednoczonym, które wywierały wpływ na inne w innych kraje za nieprzyjmowaniem obywateli reżimu Kim Dzong Una do pracy.

 

 

„Ale przedłużająca się obecność tych pracowników w Polsce – sojuszniczym kraju z NATO, znajdującym się w samym sercu UE pokazuje, jak trudne jest pełne wykluczenie Korei Północnej ze światowej gospodarki, nawet w momencie, gdy (Pjongjang ) pracuje nad zbudowaniem rakiet nuklearnych zdolnych do uderzenia w Stany Zjednoczone” – podsumował amerykański dziennik.

 

 

Amerykański dziennik przypomniał, że w grudniu Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucję, która nakłada na wszystkiej kraje obowiązek wydalenia ciągu dwóch lat pracowników z Korei Północnej.

 

 

„Polska wysyłała żołnierzy, by walczyli ramię w ramię z Amerykanami w Iraku, ale niezależnie od tego jest jednym z nielicznych krajów, w których nadal gości się północnokoreańskich pracowników mimo obiekcji Waszyngtonu” – napisali amerykańscy dziennikarze.

 

 

Jak ustalił New York Times w Polsce nadal pracuje 450 obywateli Korei Północnej, dziennik dotarł do dwóch Koreańczyków z Północy pracujących w stoczni w Policach i w Człuchowie, którzy przyznali, że pochodzą z Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej.

 

źródło wprost, pixabay

mm

 

Martyna

TE SCENY WSTRZĄSNĘŁY CAŁĄ FRANCJĄ! Prezydent Macron zapowiedział, że sprawcy zostaną odnalezieni i ukarani. (video)

 

 

31 grudnia w podparyskim  Champigny-sur-Marne doszło do wstrząsających scen. Grupa agresywnych chuliganów skatowała policjantkę. Nagrania z brutalnego zajścia trafiły do mediów. Prezydent Emmanuel Macron zapowiedział, że oprawcy zostaną odnalezieni i ukarani.

 

 

Le Monde podał, że tegoroczna sylwestrowa noc we Francji do spokojnych nie należała. Doszło do wielu zamieszek, a na ulicach spłonęło ponad 1000 samochodów.

 

 

Do dramatycznych wydarzeń doszło w podparyskim Champigny-sur-Marne, gdzie członkowie młodzieżowej bandy z imigranckiego getta napadli i dotkliwie pobili policjantkę.

 

Dziennika Le Monde podkreślił, że kobiecie tylko cudem udało się wyrwać oprawcom. Oprócz niej ranny został również i drugi policjant. Oboje zostali wezwani na interwencję w miejsce, gdzie około 300 chuliganów wszczęło zamieszki po tym, jak nie zostali wpuszczeni na prywatne przyjęcie, na które nie mieli zaproszenia. Interweniujący policjanci, w tym kobieta, która była kierowcą, nie mieli szans w starciu z rozszalałą bandą, która natychmiast po ich przybyciu rzuciła się na patrol.

 

Brutalny atak na policjantkę wstrząsnął całą Francją. Prezydent Emmanuel Macron zapewnił na Twitterze, że „winni tchórzliwego i zbrodniczego linczu na policjantach w trakcie ich służby 31 grudnia zostaną znalezieni i ukarani”. Na razie aresztowano dwóch członków młodzieżowej bandy.

 

https://twitter.com/Baltirose380/status/947826189191778306?ref_src=twsrc%5Etfw&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.wprost.pl%2Fswiat%2F10095455%2Fwstrzasajace-sceny-z-francji-lincz-na-policjantce-w-imigranckim-getcie.html

 

 

Źródło Twitter, Wprost

mm




TAKIEJ AKCJI W PROGRAMIE „JAKA TO MELODIA” JESZCZE NIE BYŁO! NAWET JANOWSKI NIE WIEDZIAŁ JAK SIĘ ZACHOWAĆ.

 

 

Dziś 1 stycznia w Telewizyjnej Jedynce wyemitowano wyjątkowy odcinek „Jakiej to melodii” nie tylko ze względu na to, iż był to finał roku, ale również na sytuację, która jeszcze nigdy w tym programie nie miała miejsca.

 

Program  „Jaka to melodia”  na antenie TVP 1 emitowany jest nieprzerwanie od 20 lat i do takiej sytuacji jeszcze nigdy nie doszło.

W półfinale jedna z uczestniczek, popełniwszy błąd, nie wytrzymała nerwowo, popłakała się i wybiegła ze studia.

Nawet prowadzący Robert Janowski nie wiedział, jak się zachować.

„Nawet nie zdążyłem jej przytulić” – powiedział całkowicie zaskoczony takim obrotem spraw.

 

youtube

mm




NA TEGO SKOCZKA NIE MA MOCNYCH! POLAK PO RAZ PIERWSZY W HISTORII WYGRAŁ NOWOROCZNY KONKURS W GARMISCH-PARTENKIRCHEN.

 

 

 

Po raz pierwszy w historii Polak wygrał noworoczny konkurs w Garmisch-Partenkirchen. Kamil Stoch triumfował w drugich zawodach 66. Turnieju Czterech Skoczni i umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej.

 

Kamil Stoch wygrał na skoczni w Oberstdorfie, miejsce trzecie zajął Dawid Kubacki.

 

Stoch prowadził po pierwszej serii, ale w końcówce drugiej serii zerwał się wiatr i zrobiło się nieco nerwowo, zawody zostały przerwane.

Polak oraz Słoweniec czekali prawie 10 minut na możliwość oddania drugiego skoku.

Po wymuszonej przerwie Tilen Bartol skoczył 133,5 metra i ostatecznie uplasował się na piątym miejscu.

Stoch natomiast oddał najdłuższy skok, 139,5 m i wygrał zawody.

To pierwsze zwycięstwo Polaka na tym obiekcie. Stoch awansował na drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Drugie miejsce w Ga-Pa zajął w poniedziałek Niemiec Richard Freitag, a trzecie Norweg Anders Fannemel.

źródło wp.pl, youtube

mm