Wysocy dostojnicy Kościoła katolickiego występują przeciw papieżowi! Ojciec Święty kolejny raz oskarżony o głoszenie…

Papież Franciszek okazał miłosierdzie, którego nie potrafią zrozumieć dostojnicy Kościoła katolickiego.

 

Ojciec Święty ponownie został oskarżony przez wysokich dostojników Kościoła katolickiego o głoszenie herezji.

 

Papież po raz kolejny zabrał głos w kwestii osób rozwiedzionych, przebywających w nowych związkach.

Kontrowersje wzbudził dokument „Amoris laetitia” wydany przez papież, dzięki któremu osoby po rozwodzie mogą przystępować do sakramentu komunii świętej.

Na specjalnym sympozjum w Rzymie duchowni, którzy nie zgadzają się ze zdaniem Ojca Świętego w tej kwestii wydali deklarację, w której zaprezentowali swoje wnioski. Ich zdaniem małżeństwo może być rozerwane jedynie przez śmierć.

 

„Chrześcijanie, którzy łączą się z drugą osobą, jeśli ich współmałżonek nadal żyje, popełniają wielki grzech. Jesteśmy przekonani, że to norma, która obowiązuje zawsze i bez wyjątku” – stwierdzono.

 

Duchowni jednoznacznie stwierdzili, że takie osoby nie powinny przystępować do komunii świętej.

 

Inne zdanie papieża Franciszka w tej kwestii zostało uznane za herezję.

 

 

O sprawie było już głośno dwa lata temu, kiedy kilkunastu konserwatywnych katolickich uczonych i duchownych zarzuciło papieżowi Franciszkowi rozpowszechnianie herezji. W specjalnym liście, pod którym podpisało się 62 duchownych i naukowców, napisano, że„prawo kościelne wymaga reakcji, gdy widzi się, że pasterze Kościoła wprowadzają wiernych w błąd”.

 

 

Zapewne rozwodnik, przyjmujący komunię jest czymś gorszym niż ksiądz pedofil.

 

 

źródło wprost, zdjęcie screen

redakcja

 

 

Martyna

Przerażające informacje! Departament Stanu USA „Jeśli to się potwierdzi, Rosja powinna zostać pociągnięta do odpowiedzialności”.

 

 

Atak na cywilów we wschodniej Gucie. 35 ofiar śmiertelnych. Syryjskie media państwowe zaprzeczają oskarżeniom.

 

Organizacja medyczna Syrian American Medical Society przekazała, że doszło do ataku na szpital z wykorzystaniem bomby chlorowej. Ofensywa z użyciem innych środków chemicznych miała mieć miejsce także w sąsiednim budynku. W sumie miało zginąć 35 cywilów. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka poinformowało, że 11 osób zmarło w wyniku uduszenia. Szacuje się, że 70 osób miało problemy z oddychaniem.

 

Na przerażające doniesieniu o ataku, błyskawicznie zareagował Departament Stanu USA, który podkreślił, że jeśli informacje się potwierdzą, będą wymagały międzynarodowej interwencji.

 

Zdaniem Amerykanów, jeśli rzeczywiście wykorzystano śmiercionośne chemikalia, Rosja powinna być pociągnięta do odpowiedzialności.

 

Szczegóły samego ataku nie są jasne i nie zostały potwierdzone. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka nie może wprost stwierdzić, czy wykorzystano broń chemiczną. Agencja Reutera także nie mogła zweryfikować tych informacji.

 

źródło Reuters, pixabay

redakcja




PANIKA W NORWEGII! To było najgorsze 15 minut w życiu każdego mieszkańca Vadso. Myśleli o najgorszym.

 

 

To było najgorsze 15 minut w życiu każdego mieszkańca norweskiego miasteczka Vadso, graniczącego z Rosją.

6 kwietnia, dokładnie o godzinie 23:50 rozbrzmiał alarm w starej remizie straży pożarnej, który trwał przez 15 minut, potem został wyłączony. Jednak ten kwadrans wystraczył, aby mieszkańcy miasta pomyśleli o najgorszym. W panice zaczęli dzwonić na policję i dopytywać czy syrena oznaczała początek wojny z Rosja.

 

„Wiele osób przewidywało najgorsze, na przykład wojnę” – potwierdził jeden z funkcjonariuszy.

 

Nie wiadomo, kto odpowiada za włączenie syreny. Alarm był fałszywy, a mieszkańcy Vadso odetchnęli z uglą. Według danych z 2017 r., w Vadso mieszka nieco ponad 6 tys. ludzi.

 

Jednak to nic dziwnego, że Norwegom najgorsze przyszło do głowy. Już kilkakrotnie media informowały o zaostrzeniu stosunków na linii obu państw.

 

We wrześniu 2016 r. Norwegia zaczęła budować ogrodzenie ze stalowych prętów na granicy z Rosją. 13 października 2017 r. szef norweskiego MON ogłosił, że Norwegia rozmieści batalion pancerny w pobliżu granicy ze swoim sąsiadem ze wschodu. Norwegia graniczy z Rosją na odcinku 196 km.

 

źródło wprost, pixabay

redakcja

 




Tacy są uczciwi! Schetyna, Lubnauer, Kosiniak-Kamysz, Saługa, Krupa, Dziuba i cała reszta, nie wzięli ani grosza.

 

 

„Panie Prezesie! To najgorsza decyzja, jaką mógł Pan podjąć. Ale jesteśmy Panu za nią niezwykle wdzięczni” – napisał w swoim felietonie Kamil Durczok.

 

O co chodzi? Oczywiście Durczok pije do ostatniego pomysłu Jarosława Kaczyńskiego, zapowiadającego ustawę obniżającą o 20% pensje nie tylko posłom, ale również urzędnikom państwowym.

 

Skąd taka decyzja? Według Durczoka „Kaczyński zoreintował się, że łajba, którą steruje, gwałtownie nabiera wody. Oczywiście, zajęty obsesją zemsty, nie widział całej armii Misiewiczów, Obajtków, narodowych fundacji i im podobnych, pracowicie wiercących dziury w dnie tej krypy. Był zajęty wbijaniem szpilek w laleczkę z wizerunkiem Tuska. I nie patrzył jak bezczelność Macierewicza, buta Piotrowicza, niekompetencja Waszczykowskiego,  arogancja pani Mazurek i amatorszczyzna całej reszty, przybiera rozmiary niespotykane w cywilizowanym świecie. Jak zaczyna ludzi nie tylko wkurzać, bo wściekli są od dawna, ale też zwyczajnie męczyć”.

„Decyzja o obcięciu politykom wynagrodzeń, jak w soczewce pokazuje sposób myślenia Kaczyńskiego. Państwo to ja – mówi Prezes. A skoro tak, to ja decyduję o wszystkim. O mediach, o sądach, o Trybunale Konstytucyjnym, wreszcie o tym ile zarabiają wszyscy wokół. To jest oczywiście metoda rządzenia znana w historii ludzkości. Nieco starsi pamiętają ja nawet z własnego doświadczenia. Co to za szkoła? To oczywiście realny socjalizm. Socjalistycznej szkoły myślenia jaskrawiej pokazać się nie da. Krok dalej jest już tylko wyrównanie płac nas wszystkich. A potem ubranie Polek i Polaków w granatowe mundurki. Takie same jak w Korei. Oczywiście Północnej” – ciągnie dalej swój wywód dziennikarz.

 

Ale na tym Durczok nie kończy. Pomimo tego, że , jak sam zaznacza, nie staje po stronie opozycji, to jednak tu pokazuje ją w pozytywnym świetle.

 

„[…] Schetyna, Lubnauer, Kosiniak-Kamysz, Saługa, Krupa, Dziuba i cała reszta nie wzięli po kilkadziesiąt tysięcy złotych nagród. Nie pozwalali swoim asystentom zaiwaniać służbową beemką na dyskotekę w Białymstoku. Nie wybierali poszyć foteli do rządowego odrzutowca. Nie wyrzucali milionów na kłamliwą akcję przeciwko sądom. Żeby była jasność – nie podoba mi się to, co oferuje opozycja, nie cenię jej oferty programowej. Ale to nie opozycja kasuje po kilkadziesiąt tysięcy nagród i nie opozycja pokrzykuje drapieżnie z mównicy, że im się te pieniądze należały. To Pan i Pańscy janczarzy. Więc niech Pan łaskawie nie umila życia innym, tylko weźmie za pysk swoich, którzy pod pana okiem, nie mając żadnych hamulców, podpisują sami sobie gigantyczne premie”.

„Mimo wszystko, Panie Prezesie, kraj jest Panu ogromnie wdzięczny. Jeszcze trzy takie decyzje i wszyscy przejrzą na oczy. A kiedy przejrzą, dostrzegą, jakie wariatkowo nam tu budujecie” – kończy dziennikarz.

 

Jak widać Durczokowi nie podoba się pomysł Kaczyńskiego na obniżenie wynagrodzeń posłom i urzędnikom państwowym, ale chyba bardziej od tego, nie podoba mu się kto w Polsce sprawuje władzę.

No, ale cóż on ma dogadania? Poza krytyką, nic mu nie pozostało, bo prezes Kaczyński przecież wie co robi i z takim Durczokiem to się raczej nie liczy.

 

źródło silesia.pl

redakcja




WATYKAN WSZYSTKIEMU ZAPRZECZA! Papież Franciszek miał powiedzieć w prywatnej rozmowie z dziennikarzem, że piekło…

 

Włoska gazeta „La Repubblica opublikowała  artykuł, którego autor rozmawiał wcześniej z Ojcem Świętym.  Zdaniem dziennikarza Scalfari’ego papież miał stwierdzić, że piekło nie istnieje.

 

„Osoby, które wierzą, trafiają do nieba. Dusze wyrażające skruchę również znajdą się przed boskim obliczem. Natomiast ci, którzy odwracają się od Boga, po śmierci znikają. Nie ma kary” tak miał powiedzieć papież.

 

Jeśli papież w rozmowie z dziennikarzem wypowiedział powyższe zdania, to tym samym zaprzeczył całej nauce Kościoła.

 

Doniesienia włoskiej gazety wywołały prawdziwą burzę. Watykan natychmiast zareagował i wydał specjalne oświadczenie.

 

„Ojciec Święty Franciszek przyjął ostatnio założyciela dziennika „La Repubblica”, a spotkanie miało charakter prywatny z okazji Wielkanocy. Z tego powodu żaden cytat z artykułu nie może być uważany za wierną transkrypcję słów Ojca Świętego”.

 

Opublikowana rozmowa jest kolejną, jaką Scalfari przeprowadził z Franciszkiem. Sam dziennikarz uchodzi za publicystę o lewicowych poglądach, który określa siebie jako osobę niewierzącą.

 

źródło wp, wikipedia

redakcja

Martyna

To będzie koniec nietrzeźwych kierowców na polskich drogach! Już niedługo alkolaser prześwietli kabinę samochodu.

To może być koniec nietrzeźwych kierowców. Prace nad alkolaserem, wykrywającym kierowców w stanie wskazującym wkraczają w ostatnią fazę. Według płk Krzysztofa Kopczyńskiego dyrektora Instytutu Optoelektroniki WAT jest duża szansa, że te urządzenia już niedługo trafią na polskie drogi.

 

Projekt nosi nazwę „System zdalnego wykrywania par alkoholu w poruszających się pojazdach”. Z powodzeniem może być jednak wykorzystywany na różny sposób. Ustawiony np. przed wejściem do dużych zakładów pracy, nawet z odległości kilkunastu metrów może zdradzić pracodawcy, kto jest pod wpływem.

 

Urządzenie skład się z nadajnika, nadajnika, odbiornika, kamery i terminala. Wiązki światła laserowego mają prześwietlać kabinę pojazdu i podawać informację o oparach alkoholu.

 

Jeśli takowe zostaną zidentyfikowane, auto będzie fotografowane. Zdjęcie z kamery natychmiast trafi do terminala obserwowanego przez ustawioną w odpowiednio dużej odległości osobę. Samochód będzie zatrzymany, a kierowca poddany szczegółowej kontroli.

 

 

Autorzy projektu zapewniają, że „alkolaser” naprawdę działa. Ostatnie duże testy na zamkniętym terenie Warszawskiej Akademii Technicznej były przeprowadzane pod koniec 2017 roku.

 

 

źródło

pixabay, wp

redakcja




Koniec będzie koniec nietrzeźwych kierowców na polskich drogach! Już niedługo alkolaser prześwietli kabinę samochodu.

 

To może być koniec nietrzeźwych kierowców. Prace nad alkolaserem, wykrywającym kierowców w stanie wskazującym wkraczają w ostatnią fazę. Według płk Krzysztofa Kopczyńskiego dyrektora Instytutu Optoelektroniki WAT jest duża szansa, że te urządzenia już niedługo trafią na polskie drogi.

 

Projekt nosi nazwę „System zdalnego wykrywania par alkoholu w poruszających się pojazdach”. Z powodzeniem może być jednak wykorzystywany na różny sposób. Ustawiony np. przed wejściem do dużych zakładów pracy, nawet z odległości kilkunastu metrów może zdradzić pracodawcy, kto jest pod wpływem.

 

Urządzenie skład się z nadajnika, nadajnika, odbiornika, kamery i terminala. Wiązki światła laserowego mają prześwietlać kabinę pojazdu i podawać informację o oparach alkoholu.

 

Jeśli takowe zostaną zidentyfikowane, auto będzie fotografowane. Zdjęcie z kamery natychmiast trafi do terminala obserwowanego przez ustawioną w odpowiednio dużej odległości osobę. Samochód będzie zatrzymany, a kierowca poddany szczegółowej kontroli.

 

 

Autorzy projektu zapewniają, że „alkolaser” naprawdę działa. Ostatnie duże testy na zamkniętym terenie Warszawskiej Akademii Technicznej były przeprowadzane pod koniec 2017 roku.

 

 

źródło

pixabay, wp

redakcja




Uwaga idzie Franciszka! Jeszcze dziś w nocy gwałtowne załamanie pogody. Powieje, poleje i nie tylko.

 

 

W nocy przez południowo-zachodni i północno-wschodni obszar Polski przemieszczać będzie się głęboki ośrodek niżowy o nazwie „Franciszka”, który przyniesie ze sobą intensywne opady deszczu, porywisty wiatr oraz intensywne opady śniegu w Tatrach.

 

Intensywnych opadów należy się spodziewać na północy, na wschodzie oraz lokalnie na południu kraju (od Zachodniopomorskiego przez Pomorskie, Warmię i Mazury po Podlasie oraz na wschodzie Mazowsza i Świętokrzyskiego, na Lubelszczyźnie, Podkarpaciu, w Małopolsce i na południu Śląska). Na obszarze tym przez całą noc spadnie od 5 do 15 litrów wody na każdy metr kwadratowy powierzchni, a nad Półwyspem Helskim, na południu Śląska i Małopolski nawet do 15-25 litrów.

 

W niedzielę nie będzie lepiej. Intensywne opady deszczu czekają mieszkańców Mazur, Podlasia i południowej Małopolski. Mogą one doprowadzić do lokalnych podtopień i powodzi.

 

Ponadto z dużą różnicą ciśnienia w całym kraju możemy spodziewać się silnego i porywistego wiatru, który w porywach będzie dochodzić do 30-50 km/h. Na południowym-zachodzie i w pasie wybrzeża porywy mogą dochodzić nawet do 60-70km/h., a wysoko górach do 70-90 km/h.

 

Porywisty wiatr doprowadzi do spadku temperatury, co może spowodować lokalne zamiecie i zawieje śnieżne, a przy porywach dochodzących do 70 km/h łamać konary drzew i zrywać linie energetyczne.

 

W niedzielę w Tatrach opady deszczu zamienią się w opady śniegu. W ciągu dnia może tam spaść nawet do 20-30 centymetrów śniegu.

 

 

źródło wp, pixabay

redakcja




Polski duchowny życzy papieżowi Franciszkowi śmierci! Ceniony duchowny w jednej ze swoich homilii powiedział, że modli się o szybkie jego…

Skandaliczne słowa w jednym z kazań polskiego duchownego.

 

Ksiądz prof. Edward Staniek jest w Polsce teologicznym autorytetem Kościoła. Był również wieloletnim rektorem seminarium duchownego w Krakowie, członkiem Komitetu Nauk Teologicznych Polskiej Akademii Nauk, napisał kilkadziesiąt książek.

 

Staniek podczas jednej ze swoich homilii wygłoszonej w krakowskim kościele Sióstr Felicjanek ostro skrytykował papieża nie tylko za błędy w nauczani, ale również za otwarcie na muzułmanów.

 

„W imię miłosierdzia wzywa parafie i diecezje, aby otwarły drzwi dla wyznawców islamu. Jako religia są oni wrogo nastawieni do Ewangelii i Kościoła. W wojnach religijnych zamordowali miliony. A my, Polacy, wspominając zwycięstwo nad ich wojskami pod Wiedniem, lepiej niż inni rozumiemy, że o dialogu z nimi nie ma mowy. Miłosierdzie możemy okazać tym wyznawcom islamu, którzy umierają z głodu lub pragnienia. Drzwi diecezji i parafii mogą być otwarte tylko dla wierzących w Jezusa Chrystusa – powiedział ks. prof. Staniek.

 

 

Nie to było jednak najgorsze w całej jego homilii. Duchowny otwarcie życzył papieżowi śmierci:

 

„Modlę się o mądrość dla papieża, o jego serce otwarte na działanie Ducha Świętego, a jeśli tego nie uczyni – modlę się o szybkie jego odejście do Domu Ojca. O szczęśliwą śmierć dla niego mogę zawsze prosić Boga, bo szczęśliwa śmierć to wielka łaska”.

 

 

 

źródło Polsat News, wikipedia

redakcja

 

 

 

 

 

 

 

 

Martyna

Jej dni w TVP od dawna były policzone! Lokowanie produktu to był tylko pretekst. Racewicz została „zawieszona” bo stała się niewygodna politycznie.

W czwartek rano media obiegła wiadomość o tym, że prowadząca „Pytanie na Śniadanie” Joanna Racewicz została zawieszona w swoich obowiązkach.

Powodem takiego stanu rzeczy miało być lokowanie produktów przez dziennikarkę, co wśród pracowników Telewizji Polskiej jest nieakceptowane.

Konkretnie chodziło o wpis na Instagramie, w którym Racewicz pochwaliła się, że schudła 10 kilogramów dzięki diecie. Tego samego dnia TVP wydało błyskawiczne oświadczenie.

 

„Powodem tej decyzji było wykorzystywanie przez panią redaktor Joannę Racewicz marki „Pytanie na śniadanie” do promocji produktów bez wiedzy i zgody kierownictwa programu, co powtarzało się mimo upomnień ze strony przełożonych”.

 

Jak się okazuje post zamieszczony przez Racewicz to był tylko pretekst. Osoba związana z TVP powiedziała, że telewizja od dawna czekała na sposobność pozbycia się prezenterki.

 

„Joanna nie spodziewała się tej sytuacji. Została nią zaskoczona, dowiedziała się że ją zawiesili z internetu” – powiedział rozmówca związany z produkcją „Pytania na śniadanie”.

 

Skąd taka decyzja?

 

„Podczas kilku ostatnich badań okazało się, że odcinki z Joanną zdecydowanie zaniżały wyniki oglądalności. Sytuacja powtarzała się, więc władze tylko szukały powodu by się z nią rozstać”  – dodał rozmówca.

 

Nie jest również tajemnicą, że Racewicz stała się dla TVP niewygodna politycznie. Nie wspierała ekshumacji ofiar z katastrofy Smoleńskiej i nie chciała grać śmiercią męża w tym kontekście.

Wg. rozmówcy to zawieszenie należy rozumieć jako zwolnienie, bowiem dni Racewicz w TVP od dawna były policzone.

 

 

 

źródło wp, Instagram

redakcja

Opisywane w oświadczeniu zawieszenie Racewicz należy też brać w duży cudzysłów. Nikt jej już nie chce na Woronicza, zwolnienie jest przesądzone. Musi szukać nowej pracy – dodaje informator Pudelka.




PUTIN KAZAŁ ZESTRZELIĆ SAMOLOT ZE 110 PASAŻERAMI NA POKŁADZIE, po czym jakby to nie było nic wielkiego udał się na ceremonię otwarcia zimowych igrzysk w Soczi.

Zbliżająca się niedziela, będzie dniem wyborów prezydenckich w Rosji. Wiadomo, że największe szanse na wygraną ma obecna głowa państwa Władimir Putin.

 

Przed wyborami w telewizji rosyjskiej ukazał się film dokumentalny poświęcony Putinowi, w którym ten przyznał się do wielu nie tylko zaskakujących, ale szokujących faktów ze swojego życia.

 

Wzbudzającym najmniej emocji fragmentem dokumentu jest ten, w którym obecna głowa państwa przyznaje, że w odległej przeszłości rozważał zostać taksówkarzem. W roku 1996 wybory na mera Sankt Petersburga przegrał Anatolij Sobczak. Władimir Putin był szefem jego kampanii wyborczej i po klęsce Sobczaka wisiała nad nim groźba utraty pracy.

 

„Poważnie się wtedy zastanawiałem, co będę robił. Może jeździłbym na taksówce na nocnej zmianie? Nie żartuję, miałem wtedy na utrzymaniu dwójkę małych dzieci”– powiedział Putin.

 

W tym samym filmie „Putin”, zrealizowanym przez Andrieja Kondraszowa, obecny prezydent wyznał, że jego dziadek Spiridon Iwanowicz Putin, który pracował jako kucharz, był cenionym członkiem personelu Józefa Stalina.

 

„Był kucharzem u Lenina, a później u Stalina w jednej z ich dacz w Moskwie – powiedział Władimir Putin.

Prezydent zdradził także dziennikarzowi, że tuż przed ceremonią otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi w 2014 roku otrzymał informację od oficera FSB, że samolot lecący z Charkowa do Stambułu został porwany, a jeden z porywaczy grozi wysadzeniem maszyny w powietrze i domaga się lądowania w Soczi. Na pokładzie znajdowało się wówczas 110 pasażerów.

 

Poproszeni o radę eksperci ds. bezpieczeństwa przekazali, że procedura postępowania w podobnych sytuacjach przewiduje zestrzelenie samolotu. Putin polecił ekspertom aby działali zgodnie z procedurami i zestrzelili maszynę, po czym udał się na ceremonię otwarcia igrzysk olimpijskich, jakby nigdy nic.

 

W trakcie uroczystości otrzymał telefon od oficera, który powiedział, że informacja o bombie była fałszywa, a pasażer, który groził, że wysadzi maszynę w powietrze był pijany. Cała operacja została więc odwołana.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow potwierdził, że przedstawione w filmie zdarzenia i wypowiedzi są prawdziwe.

 

źródło wprost, screen shot

redakcja




CHRZEŚCIJANIE I MUZUŁMANIE POD JEDNYM DACHEM! To jeszcze nie koniec. Dołączą do nich również Żydzi. W Berlinie powstaje House of One.

Chrześcijanie, muzułmanie i Żydzi będą się modlić pod jednym dachem. W Berlinie powstaje budynek „House of One”.

 

Budowa multureligijnego budynku „House of One” dopiero co ruszyła, ale sama już wizualizacja robi wrażenie.

 

W miejscu budowy stał kościół gotycki, później neobarokowy, wreszcie neogotycki zbombardowany w czasie II wojny światowej i w końcu zburzony za czasów NRD. „House of One“ powstanie na fundamentach tego ostatniego kościoła.

„Nie chcemy wybudować po prostu świątyni. Miasto zmieniło się. Żyją tu ludzie najróżniejszych wyznań i chcemy dać im miejsce, w którym będą mogli się do siebie zbliżyć” – powiedział pastor Gregor Hohberg.

 

To będzie ciekawe zjawisko! Chrześcijanie, muzułmanie i Żydzi modlący się razem. Czy to w ogóle możliwe?

Pomysłodawcy głęboko w to wierzą, inaczej nie byłoby tego projektu za 43 mln euro.

Niemieckie media również pokusiły się o skomentowanie pomysłu. Dziennik „Deutsche Welle” pyta, czy na berlińskiej ziemi powstanie „super-religia? Pokój, radość, kościół jedności?”.  Z kolei gazeta „Berliner Zeitung” pisze o „iluzji dialogu religii”.

 

źródło, ndie

redakcja

 




„Wymiotować mi się chce, jak widzę takich duchownych jak ojciec Rydzyk”. Jeden z portali postanowił pokazać papieża Franciszka z nie najlepszej strony.

„Wymiotować mi się chce, jak widzę takich duchownych jak ojciec Rydzyk”.

Rzekomo takie słowa miały paść z ust papieża Franciszka, przynajmniej o tym poinformował jeden z portali, który przypisując głowie kościoła, taką wypowiedź pokazał papieża z nie najlepszej strony.

 

Ale czy to w ogóle możliwe, żeby Franciszek użył takich słów? Ponieważ internauci zaczęli powielać je w sieci, zainteresowani tym tematem postanowiliśmy drążyć dalej i całą sprawę udało się wyjaśnić.

Otóż okazuje się, że przypisana papieżowi wypowiedź pochodzi z 2013 roku i została całkowicie przeinaczona.

Ojciec Święty podczas spotkania z seminarzystami, nowicjuszami i nowicjuszkami, którzy przybyli do Rzymu z pielgrzymką, mówił, że oczekuje od duchownych skromności i powściągliwości w wydawaniu pieniędzy. Nie neguje posiadania samochodu, który jest potrzebny do pracy duszpasterskiej, ale zaznacza, że nie można także marnotrawić pieniędzy. Stąd najlepszym rozwiązaniem jest kupowanie mniej luksusowych modeli aut.

„Boli mnie, kiedy widzę księdza albo zakonnicę w najnowszym modelu samochodu. Ależ tak nie można!” – powiedział.

 

„Uważam, że samochód jest konieczny, można dzięki niemu dużo zrobić, dużo podróżować, ale wybierzcie skromniejszy” – dodał.

Podsumowując, papież Franciszek skrytykował duchownych, którym skromność jest obca, ale użył zupełnie innych słów, takich, które eminencji przystoją.

 

 

redakcja

Martyna

DO TEJ TAJEMNICZEJ ZBRODNI DOSZŁO 26 LAT TEMU! Krakowskie CBŚ zatrzymało cztery osoby w związku z zabójstwem małżeństwa Jaroszewiczów.

Cztery osoby zostały zatrzymane w związku z zabójstwem Piotra i Alicji Jaroszewiczów.

 

To byli członkowie gangu karateków, który działał w latach 80. i 90. Dwóch zatrzymanych odsiaduje wyroki za inne przestępstwa. Trzecia osoba została niedawno zatrzymana w związku z innym przestępstwem i jest w areszcie. Czwartą zatrzymano we wtorek rano. Stało się to na polecenie prokuratury. Zatrzymania dokonało Centralne Biuro Śledcze Policji. Chociaż mieszkanie Jaroszewiczów nie zostało splądrowane, to z materiałów śledczych wynika, że zabójstwo miało charakter rabunkowy. Do okrutnej zbrodni doszło 26 lat temu w willi w Aninie. Była to jedna z najbardziej tajemniczych spraw kryminalnych współczesnej Polski.

 

Jaroszewiczów zamordowano w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r. w ich willi przy ulicy Zorzy w warszawskim Aninie.

 

Sprawcy weszli najprawdopodobniej przez balkon. Wiadomo, że byłego premiera przed śmiercią torturowano. Przywiązano go do fotela, bandyci zacisnęli mu na szyi rzemienną pętlę.

Zwłoki Alicji Solskiej-Jaroszewicz znaleziono w łazience na piętrze. Zginęła od strzału w głowę z bliskiej odległości ze sztucera męża. Miała związane ręce.

Choć śledczy od zawsze podejrzewali motyw rabunkowy to z willi Jaroszewiczów, poza dwoma pistoletami nie nie zginęło.

Nie została skradziona biżuteria, kolekcja znaczków pocztowych, obrazy czy książeczki czekowe. Mieszkanie nie zostało splądrowane. Bałagan mordercy zostawili tylko w gabinecie Jaroszewicza.

Alicja Solska miała 67 lat, a jej mąż, były PRL-owski premier Piotr Jaroszewicz – 83.

 

 

Śledztwo

 

Prokuratura w kwietniu 1994 r. oskarżyła o zbrodnię czterech doskonale znanych funkcjonariuszom mieszkańców Mińska Mazowieckiego. Motywem miał być rabunek.

Byli to Krzysztof R. – „Faszysta”, Wacław K. – „Niuniek”, Henryk S. – „Sztywny” i Jan K. – „Krzaczek”. Wszyscy od początku twierdzili, że są niewinni, a prokuratura bezzasadnie przypisuje im zabójstwo Jaroszewiczów.

Po dwóch latach procesu i wycofaniu zeznań przez kilku świadków oraz odmowie składania zeznań przez innych, a także wobec niemożności powiązania oskarżonych z innym zabójstwem, prokurator sam wystąpił o ich uniewinnienie.

Sąd ocenił w uzasadnieniu wydanego wyroku, że w początkowej fazie śledztwa organa ścigania dopuściły się rażących uchybień. W 2000 r. wyrok uniewinniający utrzymał Sąd Apelacyjny w Warszawie.

 

 

źródło Radio RMF FM, screen youtube

redakcja




„Był wielkim uczonym i niezwykłym człowiekiem którego spuścizna przetrwa wiele lat”. Stephen Hawking nie żyje.

W wieku 76 lat zmarł wybitny astrofizyk, profesor Stephen Hawking. Naukowiec cierpiał przez lata na stwardnienie boczne, rozsiane. O jego śmierci poinformowała rodzina.

Hawking zajmował się badaniem kosmologii kwantowej, macierzy gęstości wszechświata, piany czasoprzestrzeni, tuneli czasoprzestrzennych, teorii strun i supergrawitacji („Odkrycie naukowe nie jest może lepsze od seksu, ale satysfakcja trwa dłużej” – żartował na temat swojej pracy).

Kiedy ponad pół wieku temu stawiano mu rozpoznanie, lekarze dawali mu kilka lat życia. Ale tak niezwykła osoba jak Hawking nawet chorować musiała niestandardowo. Mimo paraliżu i trudności w porozumiewaniu się (korzystał z syntezatora mowy – red.), Hawking pracował naukowo. Był m.in. profesorem matematyki i fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Cambridge. Udzielał wywiadów, pisał książki – największą popularność zyskała „Krótka historia czasu” z 1988 roku.

Astrofizyk zmarł w wieku 76 lat, doczekawszy się potomstwa.

 

O jego śmierci poinformowała rodzina.„Jesteśmy pogrążeni w głębokim smutku śmiercią naszego uwielbianego ojca. Był wielkim uczonym i niezwykłym człowiekiem którego spuścizna przetrwa wiele lat” – napisały jego dzieci Lucy, Robert i Tim w oświadczeniu opublikowanym przez Press Association.

 

 

źródło wprost

screen

redakcja




STRONA POLSKA USTĘPUJE UKRAIŃSKIEJ! Rząd nie chce kolejnego konfliktu, dlatego rezygnuje z całkowitej przebudowy…

Według nieoficjalnych informacji, do których dotarło radio RMF FM, w związku z napiętą sytuacją na linii Warszawa-Kijów, strona polska zdecydowała się ustąpić i zaniechać pomysłu przebudowy Cmentarza Orląt Lwowskich.

Strona polska przeprowadzi na cmentarzy jedynie prace kosmetyczne, do których potrzebna jest zgoda miejskiego konserwatora.

 

Do przeprowadzenia poważniejszych prac jest potrzebna zgoda międzyresortowego zespołu. Obecnie strona polska nie chce otwierać pola do kolejnego potencjalnego konfliktu z Ukrainą, dlatego rezygnuje z przebudowy cmentarza.

W ramach prac konserwacyjnych na cmentarzu przewidziane jest uzupełnianie odpadających tynków i malowanie.

 

Czyżby strona polska poszła po rozum do głowy?

 

źródło Radio RMF, pixabay

REDAKCJA

 




TAKIEJ SYTUACJI JESZCZE NIE BYŁO! Podczas audiencji papież Franciszek powstrzymał ochroniarzy, którzy ruszyli za małą…

Podczas audiencji z udziałem papieża Franciszka doszło do niezwykłej sytuacji, która zachwyciła nie tylko wszystkich zgromadzonych, ale zyskała również papieżowi wiele przychylnych głosów wśród internautów.

 

„To chrześcijańskie zachowanie”, Franciszek to wzór” – komentowali.

 

 

O co chodzi?

 

Otóż w czasie audiencji, do papieża podeszła mała dziewczynka z syndromem Downa.

 

 

 

„Śliczna dziewczynka ruszyła z miejsca i zaczęła iść w stronę Ojca Świętego” – czytamy pod fotografią, która wzruszyła setki internautów. „Ochroniarze zareagowali i chcieli zabrać ją z powrotem do mamy” – relacjonowano. Papież zatrzymał ich, po czym zwrócił się do dziewczynki słowami: „Usiądź ze mną”.

 

 

Mała zrobiła to, o co poprosił ją papież – usiadła tuż obok i audiencja trwała dalej. Franciszek kontynuował na chwilę przerwane kazanie, trzymając dziewczynkę za rękę.

 

 

Tym samym papież Franciszek znalazł się znowu na ustach wszystkich wiernych, fotografię zobaczyło już 80 tys. internautów.

 

źródło facebook

redakcja

Martyna

OJ NIE MA CZEGO LISOWI ZAZDROŚCIĆ! Sytuacja dziennikarza do najlepszych nie należy. Tomek dostał ultimatum.

A jednak sprawiedliwość istnieje, chciałoby się powiedzieć, patrząc na to, co obecnie dzieje się w życiu dziennikarza Tomasza Lisa. Najpierw problemy małżeńskie, a teraz wygląda na to, że zawodowe.

 

Jak podają źródła, kariera lewicowego Lisa może być zagrożona.

 

Otóż okazuje się, że prowadzony przez niego „Newsweek” notuje spore spadki sprzedaży, nie wiadomo co stanie się również z prowadzonym przez dziennikarza internetowym programem „Tomasz Lis”.

 

 

„Tomek dostał od szefów ultimatum” – wyznała „Dobremu Tygodniowi” osoba z redakcji.

 

Ulala, czyli nie najlepiej się dzieje.

 

Najgorsze w tym wszystkim to, że Lis potrzebuje sporo gotówki. Nadal ma na utrzymaniu dwie córki oraz kredyt we frankach, który razem z Hanną Smoktunowicz wzięli na zakup willi w Konstancinie.

 

No cóż, przyszła kryska na matyska.

 

źródło wp

redakcja




DAJESZ DZIECKU MAGMISIE? LEPIEJ TO PRZECZYTAJ! UOKiK właśnie uznał, że reklama żelków wprowadza konsumentów w błąd.

Reklamy suplementu diety Magmisie sugerowały, że powszechnym powodem kłopotów dzieci z koncentracją jest brak magnezu i że zaradzi mu podanie żelków.

 

UOKiK uznał, że taki przekaz mógł wprowadzać konsumentów w błąd.

 

Producent suplementu – Aflofarm Farmacja Polska – musi sprostować nieprawdziwe informacje w telewizji, radiu i internecie.

Zakwestionowane reklamy Magmisiów były emitowane w telewizji, radiu i internecie od kwietnia 2016 r. do marca 2017 r. Spoty producenta suplementu – Aflofarm Farmacja Polska z Pabianic – wzbudziły wątpliwości Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów już w kwietniu 2016 r.

 

 

Główną bohaterką reklam była szkolna pedagog. W wersji telewizyjnej mówiła rodzicom, którzy przyprowadzili do niej smutnego i zmęczonego syna: – Często przychodzą do mnie rodzice z dziećmi, które mają kłopoty z aktywnością fizyczną, koncentracją czy rozdrażnieniem. Wszyscy są zdziwieni, że przyczyną jest niski poziom magnezu u dzieci. Jak temu zaradzić? Podać dziecku Magmisie. Następnie nauczycielka otworzyła szufladę, w której były żelki, a rodzice poczęstowali nimi chłopca. Dziecko wyraźnie się ożywiło i rozweseliło. – Dzieci, które stosują Magmisie, potrafią się skoncentrować, są aktywne, radzą sobie ze stresem – stwierdziła pedagog.

 

 

Reklamy sugerowały, że powszechnym powodem kłopotów dzieci z aktywnością fizyczną, koncentracją czy rozdrażnieniem jest brak magnezu i że rozwiąże je podanie żelków. Tymczasem przyczyny tych problemów mogą być różne, podobnie jak sposoby ich rozwiązania, np. zmiana diety lub trybu życia, wizyta u lekarza. Przekaz reklamowy mógł się przyczynić do osłabienia czujności rodziców i zlekceważenia stanu dziecka – mówi Marek Niechciał, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

 

 

Jednoznaczny odbiór tej reklamy potwierdzają badania TNS Polska, przeprowadzone na zlecenie UOKiK. 92 proc. ankietowanych uważa, że samopoczucie chłopca poprawia się pod koniec scenki.

Z ust lektora w reklamach telewizyjnej i internetowej ani razu nie padło określenie suplement diety. Przez 5 sekund przewijał się na dole ekranu napisany bardzo małą czcionką komunikat, który informował, że suplement diety to środek spożywczy. Jak stwierdził UOKiK, przeciętny odbiorca nie miał szans zapoznać się z tymi informacjami bez pauzowania spotu, a może nawet powiększania tekstu. Jednocześnie duży napis u góry ekranu głosił, że żelki są dostępne w aptece. Konsumenci mogli odnieść mylne wrażenie, że jest to produkt leczniczy.

 

 

Rzetelna i zgodna z prawdą reklama powinna dostarczyć konsumentowi podstawowych danych na temat produktu. Taką informacją jest fakt, że Magmisie to suplement diety, a więc środek spożywczy, który nie zastąpi właściwego odżywiania i nie ma właściwości leczniczych. To tym bardziej istotne, że nie wszyscy konsumenci są świadomi różnic między suplementami diety a lekami – wyjaśnia Marek Niechciał, prezes UOKiK.

 

Ostatni zarzut UOKiK wobec reklam Magmisiów to wykorzystanie autorytetu pedagoga szkolnego. Jak wykazały badania TNS Polska, jego rekomendacja przekonuje 68 proc. badanych rodziców, bo zawód ten cieszy się zaufaniem społecznym. Tymczasem pedagog nie ma kompetencji do udzielania porad leczniczych. Oczekuje się od niego próby analizy problemu, rozmowy o trudnościach, skierowania do specjalisty, np. lekarza, a nie rekomendowania parafarmaceutyków.

 

 

Prezes UOKiK zobowiązał Aflofarm Farmacja Polska do poinformowania konsumentów o tym, że reklamy Magmisiów mogły wprowadzać ich w błąd. Komunikat ma być wyemitowany w telewizji (TVP1 i Polsat) oraz radiu (RMF FM, Radio ZET, Programy 1 i 3 PR). Ma też w ciągu 2 tygodni od uprawomocnienia się decyzji zostać umieszczony na stronach internetowych firmy i widnieć tam przez 2 miesiące.

 

 

źródło UOKiK, screen

redakcja




Jesteś rodzicem? CHCESZ, ABY TWOJE DZIECKO BYŁO SAMODZIELNE? Oto kilka wskazówek, jak nauczyć dziecko samodzielności.

 

Jako rodzice chcemy, by nasze dziecko było samodzielne, a jednocześnie… bojkotujemy jego niezależność. Jak w mądry sposób nauczyć dziecko samodzielności ? – odpowiada pedagog Grażyna Sundell!