Ale wstyd! Pazerni Polacy. Nie wystarczyły im cenne rzeczy, musieli ukraść nawet urnę…

 

Trzech Polaków zatrzymanych przez brytyjską policję za liczne kradzieże i włamania do domów. Ukradli nawet urnę z prochami dwójki dzieci.

 

 

32-letni Marcin L., 26-letni Daniel M. i 32-letni Piotr P. od jakiegoś czasu mieszkali w Wielkiej Brytanii. Zamiast pracować, woleli łatwiejszy zarobek, zaczęli włamywać się do willi znajdujących się w okolicach Richmond i wynosić wszystko co cenne.

 

Złodzieje wpadli, po tym jak jeden z mieszkańców zgłosił na policje kradzież urny z z prochami niemowląt, które zmarły tuż po przyjściu na świat. Kilkadziesiąt minut później funkcjonariusze otrzymali informację o włamaniu do innej posiadłości przy tej samej ulicy. Z domu zginęły paszporty, komputer, karty kredytowe oraz pieniądze.

 

„Dzięki solidnej pracy detektywistycznej byliśmy w stanie połączyć trzech oskarżonych z serią ośmiu włamań w Londynie. Cieszę się, że możemy zwrócić setki dóbr, które zostały skradzione z domów ich właścicieli w tym również urnę z prochami dzieci” – tłumaczył oficer lokalnej policji Jamie Oprey.

 

Policja po przeszukaniu mieszkania mężczyzn znalazła 400 skradzionych przedmiotów oraz sprzęt, który może być wykorzystywany do włamywania się do mieszkań. Wszyscy trzej przyznali się do winy. Najprawdopodobniej pójdą siedzieć na kilka lat. O ich losach zadecyduje brytyjski sąd 11 maja.

 

 

źródło wprost

redakcja

Martyna

Ogórek zaorana! Słuchaczka po dodzwonieniu się do programu, zapytała o jej męża. (video)

 

 

Magdalena Ogórek nie ma lekko. Znów została upokorzona przez słuchaczkę programu „W tle wizji”, której udało się dodzwonić i podzielić się wątpliwościami nt. kontrowersyjnego paska o Lechu Wałęsie. – Co tu jest nie tak? – pytała zdziwiona Magdalena Ogórek. Gydby wiedziała, jak będzie odpowiedź słuchaczki, pewnie nigdy nie zadała by tego pytania.

 

Pani Jolanta z Warszawy zeszła na temat męża publicystki, który to w 1992 r. znalazł się na liście Macierewicza, jako rzekomy tajny współpracownik służb specjalnych PRL.

Magdalena Ogórek próbowała bronić swego męża, ale słuchaczka nie odpuszczała. Koniec końców rozmowę zakończono.

źródło Twitter

redakcja




HGW oszukana! Prezydent Warszawy w swojej bezczelności nie ma sobie równych.

Prezydent stolicy zabrała głos w sprawie pomnika Ofiar Tragedii Smoleńskiej, który niedawno został odsłonięty na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Na antenie radia TOK FM przyznała, że czuje się oszukana.

 

Prezydent Warszawy była gościem Doroty Warakomskiej w Poranku TOK FM. Oprócz rozmowy na temat 75. Rocznicy wybuchu powstania w getcie, w rozmowie pojawił się również wątek współpracy PO i Nowoczesnej.

 

„Nowoczesna powstała na bazie pewnych ruchów w PO, z którymi się ówcześni wyborcy nie zgadzali. Żadna partia nie ma tyle wspólnego co PO i Nowoczesna” – przekonywała HGW.

 

 

Prezydent została zapytana również o kwestię budowy pomnika Ofiar Tragedii Smoleńskiej i podkreśliła, że jest on wynikiem samowolnych działań partii rządzącej.

 

„Zostaliśmy bezczelnie oszukani. Sprawą pomnika powinien zająć się prokurator” – stwierdziła.

 

Trzeba przyznać, że pani prezydent w swej bezczelności nie ma sobie równych.

 

źródło TOK FM, zdjęcie screen

redakcja




PIEKŁO TRWAŁO 7 LAT! Dzieci były bite, głodzone, ich głowami uderzali o ścianę. Zamiast miłości, doświadczyły niezwykłego okrucieństwa.

 

Te dzieci przeżyły prawdziwy koszmar! Były bite i głodzone, ich głowami uderzali o ścianę. To trwało przez 7 lat. W końcu zwyrodnialcy odpowiedzą za swoje bestialstwo.

 

Oskarżeni zajmowali się dziećmi dobrowolnie. Sami zdecydowali o byciu rodziną zastępczą.

 

„Nie tylko sprzeniewierzyli się swoim obowiązkom, ale posunęli się dużo dalej” – powiedziała sędzia Bożena Dzimira-Rzepkowska z Sądu Rejonowego Lublin-Zachód.

 

Małgorzata i Witold P. wzięli pod opiekę 12 dzieci. Zamiast stworzyć im dom pełen miłości, zgotowali siedem lat piekła. Znęcali się nad nimi fizycznie i psychicznie.

 

„Starsze dzieci, szczególnie chłopcy, byli głodni. Zeznający jako świadkowie nauczyciele mówili przed sądem, że dzieci chodziły na stołówkę szkolną, żeby dostać za darmo chleb” – mówiła sędzia Dzimira-Rzepkowska.

 

Przeczytaj również Uchodźcy z Holandii wściekli! Syfili tak bardzo, że teraz będą musieli sami po sobie…

 

Dzieci musiały pytać o pozwolenie na skorzystanie z toalety.  Witold P. został oskarżony o to, że uderzał ich głowami o ścianę, kopał je i bił pasem. Jego żona uderzała dzieci pięścią w głowę i szarpała je za włosy.

 

„Niektóre nie miały szczoteczki do zębów. Jedna z dziewczynek bardzo wstydziła się tego, że w czasie menstruacji musiała używać papieru toaletowego. Później oskarżona śmiała się z niej, że o siebie nie dba” – dodała sędzia.

 

Sąd w końcu zdecydował i wydał dość śmieszny wyrok. Dwa lata pozbawienia wolności, dla obojga i zakaz prowadzenia działalności związanej m.in. z opieką nad dziećmi przez następne 10 lat.

 

Źródło wp.pl, pixabay

redakcja

 

 




„Nienawidzę Polski i Polaków i zrobiłem już wystarczająco dużo dla tego narodu”! Adam Czartoryski wydymał Polski rząd na 500 milionów złotych?

 

Rząd zapłacił Fundacji Książąt Czartoryskich 500 milionów złotych za kolekcję dzieł sztuki, w tym słynną „Damę z gronostajem”. Pieniądze te miały zostać przeznaczone na wspieranie polskiej kultury. Niestety okazało się, że fundacja jest w stanie likwidacji, a środki ze sprzedaży kolekcji przetransferowano do Liechtensteinu. Adam Czartoryski zagarnął pieniądze dla siebie.

 

Tamara Czartoryska twierdzi, że w korespondencji mejlowej z Maciejem Radziwiłem była zapewniana, że pieniądze te trafią na finansowanie polskiej kultury.

 

„W dniu 11 czerwca 2017 r. otrzymałam od Macieja Radziwiłła wiadomość e-mail, w której stwierdził: „Realizujemy plan, w ramach którego powstanie nowa fundacja z siedzibą w Liechtensteinie. Będzie to fundacja rodzinna, której statut będzie zawierał kilka celów dotyczących dziedzictwa rodziny Czartoryskich. Tak naprawdę wszystkie pieniądze przekazane na rzecz tego podmiotu mogą zostać wykorzystane na rzecz beneficjentów, którymi są: Twój ojciec i Josette”.

 

Tamara Czartoryska twierdzi, że sprzeciwiała się wielokrotnie takiemu biegowi spraw, w konsekwencji odsunięto ją od uczestniczenia w posiedzeniach Rady Fundacji:

 

„Przestałam być zapraszana na zebrania, a nawet informowana o zebraniach. Gdy podjęłam ten temat z ojcem, opowiedział, że żadnych posiedzeń nie ma, i uciął temat. Prawda jest taka, że w latach 2013-2016 te posiedzenia się odbywały. Chciałabym wiedzieć, kto podpisywał uchwały w moim imieniu?” – pyta.

 

Czartoryska próbowała wpływać na ojca, ale bezskutecznie.

 

„ […] ojciec zmusił mnie na dzień przed moim ślubem, w Lizbonie, w kościele, w którym miałam wyjść za mąż, do podpisania protokołu jednego z posiedzeń pod groźbą niepojawienia się na moim ślubie”.

 

Według niej jej ojciec od początku miał plan, aby przywłaszczyć pieniądze.

Tamara Czartoryska przypomina co powiedział podczas zebrania fundacji w styczniu 2017 r.

 

»Nienawidzę Polski i Polaków i zrobiłem już wystarczająco dużo dla tego narodu«. Jego żona odparła wtedy: »Polakom nie można ufać i teraz będziemy żyć jak miliarderzy«”.

 

źródło wprost

redakcja

 

Martyna

JEST OSTRZEŻENIE IMGW DLA KILKU WOJEWÓDZTW! Grad, burze i silny wiatr nie tylko w ciągu dnia, ale również w nocy.

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenia dla kilku województw. Alerty dotyczą intensywnych opadów deszczu, burz i silnego wiatru.

 

IMGW wydał ostrzeżenia 1. stopnia przed intensywnymi opadami deszczu dla województw: pomorskiego, warmińsko-mazurskiego, kujawsko-pomorskiego oraz zachodniej i południowej części dolnośląskiego.

Z kolei mieszkańców Wielkopolski i woj. Łódzkiego ostrzeżono przed nadchodzącymi burzami.

Ostrzeżenia wydało także Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.

 

„Dzisiaj w ciągu dnia, a także w nocy, spodziewane są intensywne opady deszczu (do 40 mm), a także burze, podczas których wiatr może osiągać prędkość do 70 km/h” – poinformowano na Twitterze.

 

 

Cały poniedziałek nad Polska będzie zachmurzony. Na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu bez opadów. Reszta kraju będzie narażona na przelotne opady deszczu oraz burze z gradem. Temperatura maksymalna od 15 st. na Wybrzeżu, przez 18 st. na Pomorzu i 23 st. w centrum kraju do 25 st. na Podkarpaciu. Wiatr południowy i południowo-zachodni, tylko na krańcach zachodnich północno-zachodni, słaby i umiarkowany, w burzach silny.

 

 

źródło Twitter

redakcja




Eksperci ostrzegają! Już nie tylko przez stosunek płciowy i krew, ale również przez ten zabieg możesz zarazić się wirusem HIV.

Już nie tylko przez stosunek płciowy i krew można zarazić się wirusem HIV.  Brytyjscy naukowcy ostrzegają przed nowym zabiegiem, który nie tylko staje się coraz bardziej popularny, ale budzi również sporo kontrowersji. Chodzi o fish pedicure czyli usuwanie martwego naskórka ze stóp z wykorzystaniem żywych organizmów w tym przypadku rybek.

 

Klient lub klientka zanurza stopy w akwarium pełnym malutkich rybek z gatunku Garra rufa (Brzana ssąca), które żywią się martwym naskórkiem. Zabieg nie jest bolesny, a klienci, którzy z niego skorzystali na ogół mówią, że czuli łaskotanie. Są jednak i tacy, którzy nigdy by się na taki zabieg nie zdecydowali. I dobrze!

Do gabinetów przychodzą rożni ludzie i na pierwszy rzut oka kosmetolog nie jest w stanie stwierdzić czy osoba poddająca się zabiegowi jest w zupełności zdrowa.

 

Teoretycznie, jeśli jest nosicielem wirusa HIV, rybki zjadając martwy naskórek, mogą się od niej zarazić i przenieść wirus na zupełnie zdrową osobę.

 

Eksperci z brytyjskiej Agencji Ochrony Zdrowia już w 2011 roku apelowali o zachowanie ostrożności. Ich zdaniem fish pedicure grozi zakażeniem wirusem HIV oraz WZW typu C.

 

źródło Daily Mail, pixabay

redakcja




Małopolska! Wjechał w 5 osób, które wychodziły z kościoła. Chciał posprzątać chodnik.

 

Jak poinformował portal gazeta krakowska.pl w małopolskiej Rzezawie doszło wczoraj do dramatycznego zdarzenia. 52-latek wjechał w 5 osób, bo jak sam powiedział, chciał „posprzątać chodnik z ludzi wychodzących z kościoła”.

 

Jedna z osób nie żyje. Do całej sytuacji doszło na oczach wychodzącej z kościoła pary młodej.

Świadkowie zdarzenia są wstrząśnięci.

 

„Nie przypominam sobie podobnie tragicznego zdarzenia na naszym terenie” – powiedział w rozmowie z portalem gazetakrakowska.pl Mariusz Czarny z Ochotniczej Straży Pożarnej w Rzezawie.

 

Mężczyzna kierujący fiatem panda był trzeźwy i został zatrzymany po przejechaniu zaledwie 150 metrów. Specjalnie się nie opierał, podczas zatrzymania miał powiedzieć, że chciał „posprzątać chodnik z ludzi wychodzących z kościoła”.

 

źródło gazetakrakowska.pl, pixabay

redakcja




Szokujące wyniki sondażu! Donald Tusk ma realne szanse na objęcie fotelu prezydenta.

 

Dla niektórych ten sondaż może wyglądać mało wiarygodnie, ale nie ma co ukrywać i trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Są Polacy, którzy z przyjemnością pójdą do urn, aby zagłosować na Donalda Tuska.

 

Według najnowszego sondażu przeprowadzonego przez IBRIS dla „Rzeczypospolitej” wśród potencjalnych kandydatów na prezydenta największym poparciem nadal cieszy się Andrzej Duda. Zaraz za nim, na drugim miejscu z wynikiem 33 proc. poparcia uplasował się, co zaskoczy wszystkich Donald Tusk. Różnica niewielka, trzeba przyznać. Były premier goni obecnego prezydenta i całkiem realne, że go przegoni.

 

Najnowsze dane pokazują, że poparcie Tuska rośnie. Jeszcze w sierpniu ubiegłego roku, na ex-premiera chciało głosować 20,5 proc. ankietowanych, a na prezydenta Dudę 36,2 proc.

Do wyborów prezydenckich jeszcze trochę zostało i wiele może się zmienić.

Czy Donald Tusk przegoni Andrzeja Dudę i zasiądzie na prezydenckim fotelu? To chyba byłaby najgorsza opcja z możliwych.

 

źródło Rzeczpospolita, zdjęcie screen

redakcja

 

Martyna

Fatalna wiadomość dla kierowców! Na stacjach paliw, tanio już było. Według ekspertów podwyżki cen paliw są nieuniknione.

 

 Tanio już było, teraz może być tylko drożej. Tak przynajmniej wynika z analiz e-portal.pl.

 

Ceny benzyny 95 będą w przedziale 4,68-4,79 zł za litr, oleju napędowego 4,59-4,71 zł za litr, a autogazu 2,02-2,08 zł za litr.

 

W ostatnich dniach ceny nie rosły, a wyraźnie wyhamowały. Analitycy portalu e-petrol.pl wskazują, że wyhamowanie podwyżek na rynku detalicznym w ostatnich dniach jest pozytywnym zaskoczeniem, które wynika głównie z malejących marż właścicieli stacji.

Zarobek jest jednak tak mały, że wzrost cen wydaje się być nieunikniony. Eksperci przewidują, że nastąpi to właśnie w tym tygodniu.

 

źródło e-portal.pl, pixabay

redakcja




Oto religia pokoju! 20 agresywnych muzułmanów wtargnęło do katedry św. Zofii podczas nabożeństwa.

 

Z toporem ruszył na chrześcijan.

Do ataku na prawosławnych chrześcijan, podczas nabożeństwa, doszło w środę 4 kwietnia, ale sprawa dopiero teraz wyszła na jaw. 20 muzułmanów wtargnęło do katedry św. Zofii w Nikozji. Muzułmanie zaczęli krzyczeć, przeklinać i atakować uczestników mszy świętej.

Jeden z muzułmanów miał ze sobą topór, którym próbował atakować chrześcijan. Muzułmanie zniknęli, gdy zjawiła się policja, wezwana przez sterroryzowanych wiernych.

 

Cała sytuacja wyglądała groźnie. Mieszkańcy Cypru przyznają, że otoczeni przez tylu muzułmańskich uchodźców nie czują się bezpiecznie.

 

 

źródło ndie

redakcja




Wysocy dostojnicy Kościoła katolickiego występują przeciw papieżowi! Ojciec Święty kolejny raz oskarżony o głoszenie…

Papież Franciszek okazał miłosierdzie, którego nie potrafią zrozumieć dostojnicy Kościoła katolickiego.

 

Ojciec Święty ponownie został oskarżony przez wysokich dostojników Kościoła katolickiego o głoszenie herezji.

 

Papież po raz kolejny zabrał głos w kwestii osób rozwiedzionych, przebywających w nowych związkach.

Kontrowersje wzbudził dokument „Amoris laetitia” wydany przez papież, dzięki któremu osoby po rozwodzie mogą przystępować do sakramentu komunii świętej.

Na specjalnym sympozjum w Rzymie duchowni, którzy nie zgadzają się ze zdaniem Ojca Świętego w tej kwestii wydali deklarację, w której zaprezentowali swoje wnioski. Ich zdaniem małżeństwo może być rozerwane jedynie przez śmierć.

 

„Chrześcijanie, którzy łączą się z drugą osobą, jeśli ich współmałżonek nadal żyje, popełniają wielki grzech. Jesteśmy przekonani, że to norma, która obowiązuje zawsze i bez wyjątku” – stwierdzono.

 

Duchowni jednoznacznie stwierdzili, że takie osoby nie powinny przystępować do komunii świętej.

 

Inne zdanie papieża Franciszka w tej kwestii zostało uznane za herezję.

 

 

O sprawie było już głośno dwa lata temu, kiedy kilkunastu konserwatywnych katolickich uczonych i duchownych zarzuciło papieżowi Franciszkowi rozpowszechnianie herezji. W specjalnym liście, pod którym podpisało się 62 duchownych i naukowców, napisano, że„prawo kościelne wymaga reakcji, gdy widzi się, że pasterze Kościoła wprowadzają wiernych w błąd”.

 

 

Zapewne rozwodnik, przyjmujący komunię jest czymś gorszym niż ksiądz pedofil.

 

 

źródło wprost, zdjęcie screen

redakcja

 

 




POLACY WON STĄD! Kolejny przejaw dyskryminacj? Holendrzy nie życzą sobie Polaków w sąsiedztwie.

Holendrzy mają dosyć Polaków, ale nie tylko. Mają również dosyć wszystkich migrantów z Europy Środkowej i Wschodniej, którzy zakłócają im spokój.

 

Kilka dni temu dość głośno było w holenderskich mediach o problemie migrantów z Europy Środkowej oraz Wschodniej. Lokalni mieszkańcy zaczęli narzekać na hałas, dużą ilość śmieci oraz zły sposób parkowania samochodów.

Zwrócono również uwagę na to, że w tzw. domkach pracowniczych żyje na niewielkiej powierzchni nawet 11 osób, co jest po prostu karygodne. No, ale holenderski pracodawca tak uczciwy i przyzwyczajony do przestrzegania prawa, jak to podkreśliły media, zmusza nie tylko Polaków, ale Rumunów czy Bułgarów do pracy po 12 godzin dziennie i jeszcze do tego ściąga od każdego pracownika 400 euro za mieszkanie w nieludzkich warunkach. Ale czy kogoś to obchodzi? Oczywiście, że nie. Okoliczni mieszkańcy chcą mieć ciszę i porządek bo do tego, jak zasugerowały media są przyzwyczajeni.

 

W ankiecie, która jakiś czas temu została przeprowadzona na portalu gelderlander.nl 90 proc. mieszkańców Tiel (zamieszkanego przez około 40 tys. osób) stwierdziło, że nie życzy sobie sąsiedztwa Polaków. Gminy Maasdriel, Zuidplas, Zaltbommel, Tiel już postanowiły ograniczyć liczbę przybyszy zarobkowych, również z Polski.

 

W tym celu wprowadzono nowe przepisy, które mają określać m.in. maksymalną liczbę osób mieszkających w jednym domu oraz maksymalną liczbę domów zamieszkanych przez migrantów.

 

Na te rewelacje zareagowała Ambasada RP w Hadze. Na stronie internetowej opublikowano oświadczenie, w którym poinformowano, że zwrócono się do władz trzech holenderskich gmin z prośbą o wyjaśnienia.

 

„Gdyby informacje o planach wyeliminowania określonych grup narodowych z sąsiedztwa pod pretekstem “poprawy jakości życia w danej okolicy” okazały się prawdziwe, Ambasada podejmie zdecydowane działania w związku z ich dyskryminacyjnym charakterem, niezgodnym z regulacjami unijnymi dotyczącymi swobody osiedlania się i pracy. Jednocześnie placówka zaproponowała gminom podjęcie współpracy w zapobieganiu naruszeniom ze strony agencji pracy tymczasowych w ich regionach” – napisano w oświadczeniu.

 

 

 

 

 

źródło wprost, pixabay

redakcja

Martyna

Mazurek rozłożyła dziennikarzy na łopatki! Rzecznik PiS powiedziała, że Jarosław Kaczyński nie miał zielonego pojęcia…

 

 

Rzecznik PiS Beata Mazurek podczas konferencji z dziennikarzami odpowiedziała na parę trudnych pytań. Między innymi wypowiedziała się w sprawie ostatnich, nagle spadających sondaży i zajęła stanowisko w kwestii nagród w rządzie wicepremier Beaty Szydło:

 

„Nie jestem w rządzie. Nie decydowałam o przyznaniu tych nagród. My, jako parlamentarzyści, ich nie pobieraliśmy, natomiast mamy świadomość tego, że to rzutuje na sondaże i podejmiemy niebawem taką decyzję, która myślę, że zakończy tę całą dyskusję na temat nagród” – przyznała Mazurek.

 

Po czym zaskoczyła chyba wszystkich stwierdzeniem, że Jarosław Kaczyński o nagrodach nie wiedział:

 

„Też był zaskoczony tym, że te nagrody były, zaskoczony ich skalą, ale też był zdania i jest zdania, że to nie było w żaden sposób nadużycie. Nagrody i premie są zgodne z prawem, one dotyczą nie tylko KPRM, ale wszystkich zakładów pracy. Można dyskutować na temat kwot, ilości, ale co do zasady premie i nagrody są gwarantowane w Kodeksie pracy” – podkreśliła.

 

Wszystko, wszystkim, ale czy aby ona nie próbowała z Polaków robić idiotów?

 

źródło wprost, screen shot

redakcja




Pierd***** Polacy! Polka z małymi dziećmi nie została wpuszczona do samolotu na lotnisku w Liverpoolu.

Brytyjczycy mają nas dosyć? Być może pokazują swoją, prawdziwą rasistowską twarz.

Do redakcji portalu Polish Express trafił list jednej z czytelniczek, która postanowiła podzielić się z innymi, tym jak została potraktowana przez brytyjskie stewardessy na lotnisku w Liverpoolu.

Polka podróżując z dwójką małych dzieci nie została wpuszczona na pokład.

Poniżej list, w który naprawdę trudno uwierzyć. Nasza krajanka opisała całą sytuację, ze wszystkimi detalami.

 

 „Sytuacja miała miejsce 2 kwietnia 2018 na lotnisku Liverpoolu około godziny 21, skąd miałam lecieć do Gdańska z dwójką moich dzieci – 7-latkiem, oraz 4-miesięcznym niemowlakiem. Wizyta w Polsce była o tyle ważna, że obejmowała wizytę u specjalisty z młodszym synem. 

Ale może zacznę od początku. Z racji tego, że paszport mojego starszego syna stracił ważność, przed zakupem biletu zadzwoniłam do linii lotniczych Wizz Air, aby spytać, czy na pewno mój syn zostanie wpuszczony na pokład samolotu. Otrzymałam odpowiedź pozytywną, i regułkę niczym z ambasady, że jako obywatel polski może do niej wrócić – jednak kazano mi przy odprawie zaznaczyć datę ważności paszportu na jeden dzień po dacie lotu. Tak też uczyniłam. Zakupiłam bilet, odprawiliśmy się. Kolejnego dnia około godziny 19 zjawiliśmy się na lotnisku.

Z racji posiadanego bagażu i wózka dla niemowlaka udaliśmy się do punktu nadania bagażu. Tam pracownica linii Wizz Air (ta sama, która później nas obsługiwała) wzięła nasze 3 karty pokładowe i 3 paszporty- wydrukowała nam naklejki na wózek, oraz na bagaż podręczny- jedną walizkę nadałam pod pokład samolotu,  by po prostu nie biegać z torbami i dwójką dzieci. Kazała nam udać się na odprawę, co też uczyniłam.

Po odprawie mieliśmy około 2 godzin oczekiwania na otwarcie bramek. Nie muszę wspominać, że był to nie lada wyczyn ze znudzonym 7-latkiem i 4-miesięcznym szkrabem domagającym się piersi i swojego łóżeczka (gdyż pierwszy raz jego dzienny rytuał został zaburzony). Po otwarciu bramek na spokojnie się ubraliśmy i udaliśmy na miejsce.

Z racji wykupionego pierwszeństwa wejścia na pokład od razu omijając kolejkę udałam się z dziećmi do kobiety wpuszczającej do samolotu właśnie z priorytetem. Dałam nasze karty pokładowe,  paszporty. Tam ta sama kobieta, która przyjmowała nam bagaż pod pokład samolotu, jakieś 3 godziny wcześniej (i już sprawdzała nasze te same dokumenty)- oznajmiła teraz, że mój syn do samolotu nie wejdzie, gdyż jego paszport jest nieważny.

Powiedziałam jej, że dzwoniłam do Wizz Aira i oznajmiono mi, iż mój syn zostanie wpuszczony na pokład. Kobieta wykonała jakiś telefon i spytała, czy mam inny dokument syna (miałam tylko akt urodzenia- jednak okazało się, że nie był wystarczający). Nawet na nas nie patrząc powiedziała, że mój syn na pokład samolotu nie wejdzie, spytałam dlaczego nie powiedziała mi tego przy sprawdzaniu dokumentów i nadaniu bagażu i po co czekałam te 3 godziny na lotnisku- ona się uśmiechnęła.

Zadzwoniłam do partnera (który pomimo gorączki i wizyty w szpitalu od razu wsiadł w samochód i po 15 minutach był już na lotnisku). Pokazałam jej również zapis w paszporcie, gdzie jest wyraźnie napisane, że mój syn jako obywatel Polski nawet po upływie ważności paszportu może wrócić do swojego kraju.

Kobieta po prostu nie zwracając na mnie uwagi obsługiwała kolejkę ludzi. Podeszłam poprosiłam o jej imię, gdyż już byłam pewna że napiszę skargę na tak karygodne zachowanie. I wtedy usłyszałam, że owa kobieta nie musi mi się przedstawiać. Druga kobieta obsługująca drugą kolejkę powiedziała, że nikt nie musi nam się przedstawiać, bo jesteśmy tylko „fucking Polish people”.

Wtedy moja cierpliwość się skończyła – tym bardziej, że było to skierowane również do mojego 7-letniego syna,  który nie musze dodawać, chodząc do szkoły w UK, zna język. Już krzycząc odpowiedziałam „maybe I’m fucking Polish but I can go back to my country”.

Wtedy starsza blond włosa kobieta dosłownie wskoczyła na mnie i z bardzo bliskiej odległości (ok 10cm od mojej twarzy zaczęła mnie wyzywać)- a później gdzieś poszła. Spytałam  kobiety, która nas obsługiwała od początku, jak długo mam czekać na menagera.

Kobieta nigdzie nie dzwoniąc i nie wykonując żadnych zbędnych ruchów odpowiadała, że już wzywa, cały czas jednak wypuszczając ludzi do samolotu za koleżankę – która po ataku na nas gdzieś poszła.

Kolejny raz prosiłam o jej dane, bo nie wiedziałam na kogo złożyć skargę,  usłyszałam w odpowiedzi, że mogę na Wizzair napisać skargę, bo ona nie ma obowiązku się przedstawiać. Odeszłam wiec dalej i zrobiłam kobiecie zdjęcie, co bardzo ją rozwścieczyło i oznajmiła, że, jeżeli nie usunę przy niej zdjęcia, nie wejdę na pokład i wezwie policję. 

Oczywiście poprosiłam ją o wezwanie policji i menagera, bo już kolejka ludzi czekająca do wejścia na pokład była coraz mniejsza. W tym czasie mój partner zdarzył dojechać na lotnisko, by odebrać mojego 7-latka do domu, a ja z młodszym synem miałam lecieć (ze względu na problemy z nóżką malucha mieliśmy umówiona konsultację w Polsce ze specjalistą).

Okazało się również, że ze względu na to, że nie wykasowałam zdjęcia owej Pani z telefonu, nie mogę wejść na pokład samolotu ja i mój młodszy syn (mając ważne dokumenty oraz karty pokładowe), bo nie mogę zostawić 7-letniego syna- co niby byłoby logiczne- ale mój partner mimo gorączki czekał już na lotnisku.

Okazało się jednak że on bez ważnego biletu nie może syna odebrać z bramki,  a ja po wyjściu i przekazaniu dziecka wrócić już nie mogę. Nawet pracownik lotniska oraz policja nie mogła odprowadzić kilka metrów syna do taty, co było absurdem.

Jak się później okazało pracownice Wizz Air zaczęły krzyczeć do policji, że jestem agresywna i niebezpieczna (tylko dlatego, że chciałam jej dane i nie wykasowałam zdjęcia), oznajmiłam więc policji, że skoro matka z dwójką dzieci jest tak agresywna i niebezpieczna wręcz sama żądam, by mnie aresztowali- bo cały czas mnie tym straszyli mówiąc, że nie mam prawa robić nikomu zdjęć i mam oddać  telefon. 

Oczywiście tylko się na to zaśmiałam, a jedyne czego żałuję to, że całe zajście nie było nagrane- jednak w stresie i również strachu nie pomyślałam o tym. Policjant oczywiście też się nie przedstawił, bo niby nie miał takiego obowiązku. Z pracownikiem lotniska opuściliśmy więc teren odprawy i wróciliśmy od razu do domu. 

 

Dodam że mieszkam z rodziną 5 lat na terenie UK i nigdy nie spotkało mnie nic takiego. Nawet dodam, że nie byłam nigdy świadkiem sytuacji rasistowskiej i do tej pory miałam bardzo pochlebne zdanie na temat Anglików- postrzegając ich tylko jako osoby przesympatyczne i wiecznie uśmiechnięte. 

 

Oczywiście wczoraj po powrocie do domu od razu wysłałam formularz skargi do Wizz Air opisując całą sytuację. Proszę również o poradę, gdzie jeszcze mogę to zgłosić ponieważ takie zachowania nie powinny spotkać nikogo, tym bardziej karmiącej matki z dwójką dzieci.”

 

źródło Polish Express, pixabay

redakcja

 




Odwrotu nie ma! Zmiany w 500 plus to już pewnik. Nieoficjalnie wiadomo, czego Polacy mogą się spodziewać.

 

 

O 500 plus media trąbią cały czas. A to, że program zamiast pomagać rodzinom, obciąża budżet państwa i zniechęca matki do rozwoju zawodowego. Czasami bywają to informacje wyssane z palca, ale ta ostatnia o zmianach w programie to już pewnik.

Podwyższenie progu dochodowego, wprowadzenie nowych limitów, pomoc rodzinom, w których dzieci się uczą. To propozycje zmian, które mają zostać ogłoszone już niebawem, bo 14 kwietnia podczas konwencji PiS.

 

W wywiadzie dla „GP” Jarosław Kaczyński powiedział:

 

„Realizujemy program, staramy się robić wszystko, by Polacy odczuwali poprawę sytuacji gospodarczej w kraju”.

 

Prezes PiS zapowiedział również ogłoszenie zmian w programie 500 plus.

 

Nieoficjalnie wiadomo, że chodzi o podwyższenie progu dochodowego z 800 do 1050 złotych. Zostanie wprowadzony limit dochodu na osobę. 

500 plus miałoby przysługiwać rodzinom, w których są dzieci uczące się do 25. roku życia. Obecnie pieniądze wypłacane są na dzieci do 18. roku życia.

 

Oprócz zmian w 500 plus, podobno rząd chce również wprowadzenia darmowych leków dla seniorów, którzy skończyli 70 lat i dodatkowej pomocy finansowej dla nich.

 

No cóż, przy spadających sondażach i zbliżających się wyborach samorządowych, przyszła kolej na następne obietnice.

 

 

źródło GP

REDAKCJA




Polska! Kopali i bili go po głowie. Polacy napadli na Polaka, bo myśleli, że jest…

W Gnieźnie aresztowano trzech mężczyzn, którzy kilka dni temu okradli i pobili przechodnia.

Myśleli, że jest Arabem, tymczasem okazał się Polakiem.

Kopali i bili go po głowie. Zabrali mu portfel, którym było 220 zł.

 

„To był obywatel Polski, ale typ jego urody może sprawiać mylne wrażenie, że jest obcokrajowcem i sprawcy znieważali go w przekonaniu jego odmiennej przynależności etnicznej” – powiedział w rozmowie z portalem radiopoznan.fm prokurator rejonowy z Gniezna Małgorzata Rezulak-Kustosz.

 

Do napaści doszło w Gnieźnie. Sprawców, którzy są w wieku od 18 do 22 lat zatrzymano.

To kolejny już atak w Gnieźnie na tle rasowym. Do poprzedniego doszło w lutym. Wówczas to dwóch pijanych mężczyzn zaatakowało obywatela Maroka.

 

Jeden z napastników skierował wiatrówkę w stronę obcokrajowca i krzyknął, że ma „wyp… z Polski”, bo „Polska jest dla Polaków”.

 

źródło radiopoznan.fm, pixabay

redakcja

 

Martyna

Najpierw Polaków upokorzyli, teraz żądają od polskich kibiców, aby za koszulkę polskiej reprezentacji zapłacili kupę kasy.

Tak niedawno informowaliśmy, o tym, że firma Nike, która zaprojektowała stroje dla polskiej reprezentacji na mundial, podczas kampanii promującej ukazała Polaków z nie najlepszej strony. Na zdjęciach polscy kibice stali pod blokiem, mieli koszulki włożone w gacie, ogólnie nie wyglądało to zbyt dobrze wizualnie. Najpierw żarty, teraz firma Nike powaliła ceną zaprojektowanej koszulki. Chcesz „poczuć się” jak Lewandowski? Za koszulkę z super kosmicznej technologii musisz zapłacić prawie 600 zł, dokładnie 569. To najdroższa reprezentacyjna koszulka meczowa w historii!

 

Nike całej sprawy nie chce komentować. Ciekawe dlaczego? Jeszcze ciekawszą rzeczą jest to, że np. kibice angielscy, za koszulkę swojej kadry, zapłacą znacznie mniej niż Polacy (w przeliczeniu na złotówki to jakieś 430-440 złotych za sztukę), a za nadruk nazwiska nie dopłacają nic.

 

 

Zastanawiające jest również to, że kupując koszulkę polskiej reprezentacji na angielskiej stronie zapłacimy za nią mniej, bo niecałe 500 złotych. Dlaczego? Tego firma Nike również nie wyjaśnia.

 

 

źródło wp.pl, Twitter

redakcja

 

 




Za żadne skarby nie chcą przeprosić Polaka! Niemiecka telewizja robi wszystko, aby nie wypełnić prawomocnego wyroku sądu.

 

Pomimo prawomocnego wyroku sądu, niemiecka telewizja ZDF robi wszystko, aby nie przeprosić byłego więźnia Auschwitz Karola Tenderę za użycie sformułowania polskie obozy zagłady.

ZDF złożyła odwołanie od wyroku niemieckiego sądu, który podtrzymał decyzję polskiego wymiaru sprawiedliwości.

 

„ZDF wniósł do Federalnego Trybunału Sprawiedliwości w Karlsruhe odwołanie od orzeczenia Wyższego Sądu Krajowego w Koblencji – wyjaśnił mec. Lech Obara, przewodniczący stowarzyszenia Patria Nostra.

Stacja uzasadnia swoje odwołanie naruszeniem wolności mediów i powołuje się na klauzulę porządku publicznego.

 

 

Tutaj przeczytasz również: Najważniejsze zmiany w kodeksie pracy! Zmiany w urlopach, czas wolny w trakcie pracy i nie tylko. Warto wiedzieć.

 

W styczniu b.r. sąd w Kolbecji odrzucił skargę niemieckiej telewizji ZDF dotyczącej przeprosin za użycie sformułowania „polskie obozy zagłady” . Podtrzymał przez to decyzję Sądu Apelacyjnego w Krakowie dotyczącego przeprosin byłego więźnia Auschwitz Karola Tendery za naruszenie jego „godności człowieka oraz tożsamości narodowej”.

 

Telewizja opublikowała przeprosiny, ale były one okrojone i słabo widoczne.

Pełnomocnicy Polaka zwrócili się więc do niemieckiego wymiaru sprawiedliwości o to, by wyegzekwował należyte przeprosiny. Racja została przyznana stronie polskiej, ale ZDF robi wszystko, aby nie przeprosić.

 

Wygląda na to, że telewizja niemiecka nie uważa, jakoby używając sformułowania polskie obozy zagłady, zrobiła coś złego. Być może Karol Tandera przeprosin w ogóle się nie doczeka.

 

źródło wp, pixabay

redakcja

 

 




Planujesz zajść w ciążę? Powinnaś to wiedzieć! Rząd zamierza objąć kobiety pełną kontrolą. Nie każdej się to spodoba.

 

Jak wynika z informacji, do których dotarło RMF FM rząd szykuje dla kobiet nowe standardy opieki okołoporodowej. Będą obowiązkowe testy na depresję oraz zostanie zwiększony nacisk na karmienie piersią.

 

Dokument zostanie zaprezentowany po Wielkanocy przez Ministerstwo Zdrowia.

Zgodnie z nowymi standardami, każda kobieta w czasie ciąży ma trzykrotnie wypełnić test sprawdzający jej samopoczucie. Badanie ma być przeprowadzane około dwunastego, dwudziestego siódmego tygodnia ciąży i tuż po porodzie. Składający się z dwudziestu jeden pytań test ma pomóc ustalić, czy kobieta jest zagrożona depresją poporodową.

 

Nowe standardy to też łatwiejszy dostęp do mleka kobiecego dla wcześniaków i większy nacisk na karmienie piersią. W pierwszym przypadku z pomocą mają przyjść banki mleka.

 

„Nowe standardy mają sprawić, że dużo później po porodzie dziecko będzie karmione mlekami modyfikowanymi” – tłumaczy w rozmowie z RMF FM Leokadia Jędrzejewska, konsultant krajowy w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologicznego i położniczego.

 

Tutaj przeczytasz również: Żyd, który próbuje zaszkodzić Polsce na arenie międzynarodowej. Nie pozwoli zapomnieć Polakom, co zrobili Żydom w czasie II wojny światowej.

 

Wygląda na to, czy kobiety chcą czy nie, będą karmić piersią.

 

 

źródło RMF FM, pixabay

redakcja

 

 




SYTUACJA SIĘ SKOMPLIKOWAŁA! Nowe informacje, które docierają z obozu na K2 niestety nie są optymistyczne. Himalaiści mogą nie zdążyć.

 

 

Od początku wyprawy na K2 coś się działo, co się nie udawało, jakby jakiś pech zawisł nad himalaistami. Najpierw obóz musiał opuścić z powodu złamanej ręki Fronia, potem Denis Urubko z wiadomych wszystkim przyczyn, a teraz jeden z uczestników wyprawy Janusz Gołąb w rozmowie z TVN 24 przekazał niepokojące informacje, które stawiają wyprawę pod wielkim znakiem zapytania.

 

W czwartek, 1 marca uczestnicy wyprawy informowali, że w sobotę 3 marca pogoda na K2 ma się poprawić, co pozwoli im na kolejną wspinaczkę i aklimatyzację przed atakiem szczytowym.

 

Wygląda na to, że sytuacja ponownie się skomplikowała i nie wiadomo, czy polskiej ekipie uda się wejść na szczyt przed 20 marca.

 

 

„Mamy nowe informacje i one nie są optymistyczne. Okno pogodowe, które miało zacząć się w sobotę, mocno przesunęło się. Już w nocy ma pojawić się silny wiatr. Aura ma poprawić się dopiero we wtorek 6 marca” – powiedział Janusz Gołąbek.

 

Nawet jeśli dojdzie do poprawy pogody, czego Polacy nie mogą być pewni, meteorolodzy zapowiadają silny wiatr, a później opady śniegu. Może go spaść nawet ponad 2 metry, a na wysokości powyżej 7000 metrów n.p.m. około 1,5 metra. To niesie za sobą zagrożenie wystąpienia lawin, bardzo niebezpiecznych dla uczestników wyprawy.

 

Jak wiadomo termin wejścia na K2 upływa 20 marca. Sytuacja na górze zaczyna robić się nerwowa. Himalaiści potrzebują dwóch okienek pogodowych, aby spełnić swoje marzenia i zaatakować szczyt. Jednak wszystko na to wskazuje, że jeśli pogoda nie ulegnie poprawie, to cała wyprawa pójdzie na marne.

 

źródło wp.pl. Wikipedia

redakcja

 

Martyna

ZMIANA, KTÓRA MOCNO UDERZY W POLAKÓW, ALE I NIE TYLKO! Linia lotnicza zapowiada ogromne zmiany, a wszystkiemu winny jest BREXIT.

 

Ta zmiana z całą pewnością uderzy w wszystkich Polaków podróżujących na Wyspy i odwrotnie. Irlandzki przewoźnik zapowiada spore zmiany, na początek redukuje liczbę połączeń z Glasgow Airport z 23 do zaledwie 3.

 

W sumie ocaleją jedynie połączenia z Krakowem oraz Wrocławiem, a także połączenie Glasgow-Dublin. Zlikwidowane zatem zostaną między innymi trasy łączące Wyspę z Bydgoszczą i Warszawą.

 

Część połączeń obsługiwanych przez Glasgow Airport zostanie przeniesiona do Edynburga, ale próżno tam szukać polskich destynacji. W nowym rozkładzie mają pojawić się takie miasta, jak Derry, Lizbona, Sofia, Tallinn, Berlin i Sztokholm. Omawiane zmiany mają zostać wprowadzone w następnym sezonie zimowym, czyli od listopada 2018 roku. Do tego czasu loty będą odbywać się zgodnie z ogłoszonym niedawno harmonogramem.

 

Skąd ta zmiana? Otóż irlandzki przewoźnik zamyka bazę w Glasgow z powodu Brexitu, który mocno uderzy w tę linię lotniczą za sprawą Air Passanger Duty czyli podatku będącego formą akcyzy o charakterze komercyjnym na terenie Wielkiej Brytanii. Już wkrótce zostanie on przemianowany na Air Departure Tax i jak zapewnia David O’Brien z Ryanair uderzy po kieszeni irlandzkie linie dość mocno.

 

„Żałujemy podjęcia tej decyzji, ale nasze próby ożywienia rynku lotniczego w Glasgow były niweczone przez zbyt wysokie opodatkowanie ze strony państwa” – komentował O’Brien na specjalnej konferencji prasowej. Okazuje się, że poszło o podatek sięgający 13 funtów doliczanych do każdego z biletów. „Nie możemy sobie pozwolić na wydatek sięgający jednej trzeciej ceny za bilet” – kończył przedstawiciel Ryana.

 

 

Likwidacja bazy sprawi, że na lodzie zostanie prawie pół miliona pasażerów, którzy do tej pory korzystali z usług oferowanych przez port lotniczy, a pracę starci blisko 300 osób.

 

 

źródło Polish Express, pixabay

redakcja

 

 




SZOKUJĄCA PRAWDA O SIOSTRACH ZAKONNYCH! Watykański dziennik „L’Osservatore Romano”, ujawnia, jak żyją i jak traktowane są zakonnice.

 

 

Watykański dziennik „L’Osservatore Romano” w artykule „(Prawie) darmowa praca sióstr zakonnych”, dzięki relacji dwóch zakonnic ujawnia, w jaki niesprawiedliwy sposób księża obchodzą się z siostrami.

 

„Rzadko są zapraszane, by usiadły do stołu, który obsługują – wyznaje jedna z nich.

 

 

„L’Osservatore Romano” powołuje się na relację jednej z sióstr Marie, która przyjechała do Rzymu z Afryki blisko dwadzieścia lat temu.

 

 

„Przychodzą do mnie często siostry posługujące jako pomoce domowe, a ich praca nie jest właściwie uznawana. Wiele z nich pracuje dla ludzi Kościoła, wstają o świcie, by przygotować śniadanie i idą spać po podaniu kolacji, posprzątaniu mieszkania, upraniu i uprasowaniu bielizny”.

 

Siostra Marie przyznaje, że w swojej posłudze duchowne nie mają ustalonych i przestrzeganych godzin pracy, jak osoby świeckie, a ich wynagrodzenie jest nieokreślone i często bardzo skromne.

 

Rozmówczyni watykańskiego dziennika zastanawia się czy to normalne.

 

„Duchowny myśli, że siostra będzie mu serwowała posiłek, a kiedy to zrobi, potem sama będzie jadła w kuchni? Czy nasza konsekracja nie jest taka sama jak ich?” – pyta.

 

Siostra Marie mówi, że ta sytuacja nie podoba się wielu siostrom, niestety mają związane ręce i muszą milczeć.

 

„Często zresztą pochodzą z bardzo ubogich rodzin, gdzie rodzice też byli służącymi. Niektóre mówią, że są szczęśliwe, nie widzą problemu, lecz w każdym razie odczuwają silne wewnętrzne napięcie. Tego typu mechanizmy nie są zdrowe i zdarza się, że pewne siostry biorą leki przeciwlękowe, by znieść te frustrujące sytuacje” – opowiada siostra Marie.

 

Inna z sióstr Cécile  uważa, że zakonnice muszą zabierać głos:

 

„Ja sama, kiedy jestem zapraszana do wygłaszania konferencji, bez wahania mówię, że chcę otrzymać wynagrodzenie i jakiej sumy się spodziewam. Ja i moje siostry żyjemy bardzo ubogo i nie dążymy do bogactwa, tylko do prostego życia w godziwych i odpowiednich warunkach. Dla naszych wspólnot jest to kwestia przeżycia” –podkreśla.

 

Relacje sióstr nie stawiają w dobrym świetle księży. Wygląda na to, że podczas, gdy wielu z nich opływa w luksusy, zakonnice traktowane są jak sprzątaczki, służące, jak śmieci. O to by przeżyć muszą walczyć same.

 

pixabay, wprost

redakcja




Miejmy nadzieję, że nad ojcem Rydzykiem nadal czuwa opaczność boska! Sprawa wielebnego trafiła do prokuratury.

Niedawno była głośno o podarowaniu przez bezdomnego, ojcu Rydzykowi dwóch luksusowych aut.

 

Rydzyk powiedział, że mężczyzna, którego nawiasem nikt nigdy nie widział, wygrał w lotto, kupił auta, podarował je wielebnemu, a potem zmarł. No cóż historia jak z filmu, ojciec łże jak pies i wydawałoby się, że nie ma na niego mocnych, ale sprawą zainteresował się poseł Nowoczesnej Adam Szłapka, który zgłosił zawiadomienie do I Urzędu Skarbowego w Toruniu.

 

Niestety urząd skarbowy w Toruniu, jakby przestraszył się całej sprawy i tamtejsi urzędnicy odesłali jej akta do stolicy.

 

TUTAJ DOWIEDZ SIĘ RÓWNIEŻ, O TYM JAK O. RYDZYK CHCIAŁ WYKIWAĆ PiS!

 

„Podjęliśmy działania analityczno-weryfikacyjne. Sprawdzamy od strony podatkowej, czy wszystko zostało zrobione zgodnie z prawem – potwierdziła Anna Szczepańska, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Warszawie.

 

Nie wiadomo, jednak czy urzędnicy znajdą coś na o. Rydzyka. Wiadomo, że śledztwo w sprawie luksusowych samochodów prowadzi równolegle Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Wniosek Szłapki skierowało tam Centralne Biuro Antykorupcyjne.

 

Wygląda na to, że skoro CBA się wzięło za Rydzyka, to coś musi być nie tak. Nie wiadomo jednak, czy uda się ojcu cokolwiek udowodnić, w końcu może nad nim czuwać opaczność boska.

 

 

źródło wp.pl, wikipedia

redakcja




ZMIANA, KTÓRA MOCNO UDERZY W POLAKÓW, ALE I NIE TYLKO! Linia lotnicza zapowiada ogromne zmiany, a wszystkiemu winny jest BREXIT.

 

Ta zmiana z całą pewnością uderzy w wszystkich Polaków podróżujących na Wyspy i odwrotnie. Irlandzki przewoźnik zapowiada spore zmiany, na początek redukuje liczbę połączeń z Glasgow Airport z 23 do zaledwie 3.

 

W sumie ocaleją jedynie połączenia z Krakowem oraz Wrocławiem, a także połączenie Glasgow-Dublin. Zlikwidowane zatem zostaną między innymi trasy łączące Wyspę z Bydgoszczą i Warszawą.

 

Część połączeń obsługiwanych przez Glasgow Airport zostanie przeniesiona do Edynburga, ale próżno tam szukać polskich destynacji. W nowym rozkładzie mają pojawić się takie miasta, jak Derry, Lizbona, Sofia, Tallinn, Berlin i Sztokholm. Omawiane zmiany mają zostać wprowadzone w następnym sezonie zimowym, czyli od listopada 2018 roku. Do tego czasu loty będą odbywać się zgodnie z ogłoszonym niedawno harmonogramem.

 

Skąd ta zmiana? Otóż irlandzki przewoźnik zamyka bazę w Glasgow z powodu Brexitu, który mocno uderzy w tę linię lotniczą za sprawą Air Passanger Duty czyli podatku będącego formą akcyzy o charakterze komercyjnym na terenie Wielkiej Brytanii. Już wkrótce zostanie on przemianowany na Air Departure Tax i jak zapewnia David O’Brien z Ryanair uderzy po kieszeni irlandzkie linie dość mocno.

 

„Żałujemy podjęcia tej decyzji, ale nasze próby ożywienia rynku lotniczego w Glasgow były niweczone przez zbyt wysokie opodatkowanie ze strony państwa” – komentował O’Brien na specjalnej konferencji prasowej. Okazuje się, że poszło o podatek sięgający 13 funtów doliczanych do każdego z biletów. „Nie możemy sobie pozwolić na wydatek sięgający jednej trzeciej ceny za bilet” – kończył przedstawiciel Ryana.

 

 

Likwidacja bazy sprawi, że na lodzie zostanie prawie pół miliona pasażerów, którzy do tej pory korzystali z usług oferowanych przez port lotniczy, a pracę starci blisko 300 osób.

 

 

źródło Polish Express, pixabay

redakcja

 

 

Martyna

SZOKUJĄCA PRAWDA O SIOSTRACH ZAKONNYCH! Watykański dziennik „L’Osservatore Romano”, ujawnia, jak żyją i jak traktowane są zakonnice.

 

 

Watykański dziennik „L’Osservatore Romano” w artykule „(Prawie) darmowa praca sióstr zakonnych”, dzięki relacji dwóch zakonnic ujawnia, w jaki niesprawiedliwy sposób księża obchodzą się z siostrami.

 

„Rzadko są zapraszane, by usiadły do stołu, który obsługują – wyznaje jedna z nich.

 

 

„L’Osservatore Romano” powołuje się na relację jednej z sióstr Marie, która przyjechała do Rzymu z Afryki blisko dwadzieścia lat temu.

 

 

„Przychodzą do mnie często siostry posługujące jako pomoce domowe, a ich praca nie jest właściwie uznawana. Wiele z nich pracuje dla ludzi Kościoła, wstają o świcie, by przygotować śniadanie i idą spać po podaniu kolacji, posprzątaniu mieszkania, upraniu i uprasowaniu bielizny”.

 

Siostra Marie przyznaje, że w swojej posłudze duchowne nie mają ustalonych i przestrzeganych godzin pracy, jak osoby świeckie, a ich wynagrodzenie jest nieokreślone i często bardzo skromne.

 

Rozmówczyni watykańskiego dziennika zastanawia się czy to normalne.

 

„Duchowny myśli, że siostra będzie mu serwowała posiłek, a kiedy to zrobi, potem sama będzie jadła w kuchni? Czy nasza konsekracja nie jest taka sama jak ich?” – pyta.

 

Siostra Marie mówi, że ta sytuacja nie podoba się wielu siostrom, niestety mają związane ręce i muszą milczeć.

 

„Często zresztą pochodzą z bardzo ubogich rodzin, gdzie rodzice też byli służącymi. Niektóre mówią, że są szczęśliwe, nie widzą problemu, lecz w każdym razie odczuwają silne wewnętrzne napięcie. Tego typu mechanizmy nie są zdrowe i zdarza się, że pewne siostry biorą leki przeciwlękowe, by znieść te frustrujące sytuacje” – opowiada siostra Marie.

 

Inna z sióstr Cécile  uważa, że zakonnice muszą zabierać głos:

 

„Ja sama, kiedy jestem zapraszana do wygłaszania konferencji, bez wahania mówię, że chcę otrzymać wynagrodzenie i jakiej sumy się spodziewam. Ja i moje siostry żyjemy bardzo ubogo i nie dążymy do bogactwa, tylko do prostego życia w godziwych i odpowiednich warunkach. Dla naszych wspólnot jest to kwestia przeżycia” –podkreśla.

 

Relacje sióstr nie stawiają w dobrym świetle księży. Wygląda na to, że podczas, gdy wielu z nich opływa w luksusy, zakonnice traktowane są jak sprzątaczki, służące, jak śmieci. O to by przeżyć muszą walczyć same.

 

pixabay, wprost

redakcja




Miejmy nadzieję, że nad ojcem Rydzykiem nadal czuwa opaczność boska! Sprawa wielebnego trafiła do prokuratury.

Niedawno była głośno o podarowaniu przez bezdomnego, ojcu Rydzykowi dwóch luksusowych aut.

 

Rydzyk powiedział, że mężczyzna, którego nawiasem nikt nigdy nie widział, wygrał w lotto, kupił auta, podarował je wielebnemu, a potem zmarł. No cóż historia jak z filmu, ojciec łże jak pies i wydawałoby się, że nie ma na niego mocnych, ale sprawą zainteresował się poseł Nowoczesnej Adam Szłapka, który zgłosił zawiadomienie do I Urzędu Skarbowego w Toruniu.

 

Niestety urząd skarbowy w Toruniu, jakby przestraszył się całej sprawy i tamtejsi urzędnicy odesłali jej akta do stolicy.

 

TUTAJ DOWIEDZ SIĘ RÓWNIEŻ, O TYM JAK O. RYDZYK CHCIAŁ WYKIWAĆ PiS!

 

„Podjęliśmy działania analityczno-weryfikacyjne. Sprawdzamy od strony podatkowej, czy wszystko zostało zrobione zgodnie z prawem – potwierdziła Anna Szczepańska, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Warszawie.

 

Nie wiadomo, jednak czy urzędnicy znajdą coś na o. Rydzyka. Wiadomo, że śledztwo w sprawie luksusowych samochodów prowadzi równolegle Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Wniosek Szłapki skierowało tam Centralne Biuro Antykorupcyjne.

 

Wygląda na to, że skoro CBA się wzięło za Rydzyka, to coś musi być nie tak. Nie wiadomo jednak, czy uda się ojcu cokolwiek udowodnić, w końcu może nad nim czuwać opaczność boska.

 

 

źródło wp.pl, wikipedia

redakcja




ANGELA MERKEL ZSZOKOWAŁA POLITYKÓW! Kanclerz Niemiec w końcu oficjalnie przyznała, że w jej kraju istnieją strefy…

Niemieccy urzędnicy zaniemówili po tym co usłyszeli z ust Angeli Merkel. Kanclerz w wywiadzie udzielonym w poniedziałek oficjalnie przyznała, że w Niemczech istnieją strefy no-go, czyli strefy, do których lepiej nie wchodzić, bo pełno tam imigrantów i jest po prostu niebezpiecznie.

 

„To miejsca, gdzie nikt nie odważa się zapuszczać” – powiedziała.

 

W ocenie kanclerz „istnieją takie miejsca i trzeba je nazwać po imieniu. Musimy coś z tym zrobić” – wyjaśniła.

 

„Słowa kanclerz mówią same za siebie” – powiedział w środę dziennikarzom rzecznik Angeli Merkel, Steffen Seibert.

 

Rzecznik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Johannes Dimroth, odmówił wyjaśnienia, gdzie znajdują się strefy no-go twierdząc, że kwestia bezpieczeństwa należy do władz lokalnych, a nie federalnych.

 

Słowa Angeli Merkel zszokowały wszystkich niemieckich polityków. Dotychczas kanclerz nie była tak otwarta i szeroko propagowała politykę migracyjną.

 

ndie

redakcja

 




NOWELIZACJA USTAWY O IPN! Polacy zajęli głos w tej sprawie. Nie będziesz zaskoczony????

Polacy wiedzą czego chcą! Sondaż na temat ustawy

 

Dyskusja na temat ustawy IPN trwa od kilku tygodni. O całkowite wycofanie się Polski z ustawy zaapelowała  niedawno komisja izraelska Knesetu, wiadomo jednak, że według polskiego rządu jest to po prostu niemożliwe.

 

Tymczasem, jakie jest zdanie Polaków na ten temat? „Rzeczpospolita” dotarła do wewnętrznych sondaży wykonanych dla rządu, z których wynika jednoznacznie, że prawie połowa badanych uważa, że wycofanie się z nowelizacji ustawy o IPN jest nie do przyjęcia.

 

Jak podaje „Rzeczpospolita”, dwie trzecie badanych opowiada się za prowadzeniem dialogu z Izraelem i wyjaśnieniem, że znowelizowana ustawa nie jest wymierzona w Żydów i pamięć o Holokauście. Przeciwnikiem dialogu jest co piąty ankietowany.

 

 

Sondaż przeprowadzono w poniedziałek.

 

 

źródło rp.pl

redakcja

Martyna

TO JUŻ PEWNIE! Denis Urubko po zakończeniu swojej przygody z K2 potwierdził, że wpadł do pięciometrowej szczeliny.

O tym, że Denis Urubko zakończył tegoroczną przygodę z K2 już wiadomo. Wokół wyprawy było wiele zamieszania, zwłaszcza w ostatnich dniach, kiedy to himalaista postanowił sam zaatakować szczyt, co wywołało niezadowolenie wśród polskiej ekipy.

 

 

Urbuce nie udało się zdobyć szczytu, na który miał zamiar wejść przed końcem lutego. W artykule „Urbuko. Koniec zimy” himalaista wyjaśnił, co się stało na górze.

 

 

„Wspiąłem się na wysokość 6250 m. Z powodu złej pogody schowałem się w namiocie. Następnego dnia udało mi się dotrzeć na wysokość 7200 metrów, ale niestety warunki pogodowe były fatalne” – napisał.

 

Himalaista wyznał, że około godziny 3:30 ponownie zaczął się wspinać mimo tego, że występowało ryzyko lawinowe.

 

„Kiedy doszedłem na wysokość około 7600 metrów dopadła mnie burza śnieżna. Spadłem w pięciometrową szczelinę. Tylko dzięki intuicji udało mi się po kilku godzinach wydostać ze szczeliny, w którą wpadłem. Nie miałem innego wyjścia niż po prostu zejść na dół i zrezygnować ze zdobycia szczytu” – wyjaśnił Urubko.

 

Wygląda na to, że Urubko miał wiele szczęścia. Gdyby nie udało mu się wydostać ze szczeliny, prawdopodobnie skończyłby jak Tomasz Mackiewicz na Nanga Parbat.

 

 

źródło wprost, Twitter

redakcja

 

 




CO ZA ZNIECZULICA! Dziennikarz Filip Chajzer nie mógł uwierzyć w sytuację, jakiej był świadkiem w centrum Warszawy. Co się stało z ludźmi?

Co się dzieje z ludźmi? Albo co się z nimi stało?

Te pytania mają tylko jedną odpowiedź. Totalna znieczulica.

 

Filip Chajzer będąc na Nowym Świecie w Warszawie podczas kręcenia sondy usłyszał błagalny krzyk.

 

„Dzień jak co dzień. Nagle w tłumie słychać błagalny krzyk. Dobiega od starszego Pana w kapturze, Pan trzyma białą laskę. Podchodzimy bliżej i słowa są już zrozumiałe. „Dlaczego nikt nie chce mi pomóc, proszę o pomoc”. I tak oto orientuje się, że albo jestem w Matrixie, albo Pan (mimo żółtej kurtki) w jakiś magiczny sposób jest słyszalny i zauważalny tylko dla nas -relacjonuje na Facebooku.

 

O co chodzi?

 

Mężczyzna jest niewidomy, jak sam później wyjaśnia. Od 15 minut, od kiedy stracił orientację woła o pomoc, nikt się nie zatrzymuje, wszyscy go mijają, jakby sami byli niewidomi.

 

 

„Tłum mija go w pośpiechu jakby nie istniał. Kiedy łapie go za rękę i mówię, że jest bezpieczny, odpowiada, że stoi tu ze swoją rozpaczą od 15 min. Idzie do sklepu spożywczego, ale stracił orientację. Przez kolejne 15 min dość powolnego spaceru kilka razy słyszę jedno pytanie – co się stało z ludźmi…? No właśnie. Co się stało? Paweł odruchowo włącza kamerę (stąd kadr) mówię – nie kręć. Ale teraz na spokojnie myślę sobie, że nad naszą znieczulicą i bezrefleksyjnym pędzie trzeba będzie się pochylić…”- podsumowuje Filip Chajzer sytuację, która przydarzyła mu się w centrum Warszawy.

 

 

Czy jesteśmy, aż tak niewrażliwi na drugiego człowieka?  Na to wygląda.

 

Może czas na zmianę.




Ale z niego niewdzięcznik! Kierownik wyprawy musiał zabronić Urubko korzystania z wifi, bo ten zaczął pisać same, negatywne komentarze o…

O sprawie samotnego wejścia na K2 Denisa Urubki nadal głośno. Teraz w sieci pojawiły się nowe informacje jakoby kierownik wyprawy zabronił himalaiście kontaktu z mediami oraz rodziną.

 

Do tej sprawy odniósł się sam Krzysztof Wielicki, wydając oświadczenie:

 

 

 „Pojawiające się w sieci informacje, że nie pozwoliłem po powrocie z samotnego wyjścia Denisa na użycie wifi jest prawdą, gdyż Denis w czasie wyprawy wysyłał do różnych mediów krytyczne informacje o naszej wyprawie i o jej uczestnikach i nie widziałem powodu by korzystając z naszego serwisu kontynuował swoje subiektywne opinie” – tłumaczył kierownik wyprawy.

 

No trudno się w takim razie kierownikowi dziwić, że podjął taką, a nie inną decyzję.

 

Wielicki zaprzeczył jakoby uniemożliwił Denisowi Urubce kontakt z rodziną i najbliższymi.

 

 

„Otrzymał możliwość połączeń telefonicznych (za darmo) z której skorzystał. Osobiście powiadomiłem o powrocie Denisa do bazy jego żonę Olgę. Denis otrzymuje pełną pomoc organizatora w zejściu do Skardu, opiekę naszego agenta oraz wszystkie bilety lotnicze w drodze powrotnej” – dodał kierownik zimowej narodowej wyprawy na K2.

 

 

Wygląda na to, że Urubko, który wczoraj w rozmowie z TVN 24 powiedział, że polscy uczestnicy wyprawy aniołami nie są, sam lepszy nie jest.

 

Zamiast podziękować za możliwość korzystania w wifi, wolał rozsyłać w internecie negatywne komentarze o Polakach.

 

Kto tak postępuje? Chyba tylko św*ni*.

 

 

 

źródło wprost, Twitter

redakcja




„ONI TEŻ NIE SĄ ANIOŁAMI” Himalaista Denis Urubko wyjaśnia, dlaczego sam wyruszył na szczyt K2.

Himalaista Denis Urubko w rozmowie z TVN 24 skomentował swoją decyzję o rezygnacji z udziału w wyprawie na K2.

 

„To była moja szansa, żeby coś zrobić, a nie tylko siedzieć w bazie. Podjąłem się ataku szczytowego i tak naprawę jestem usatysfakcjonowany, bez tego byłbym wściekły. Wróciłem bez zdobycia szczytu, ale to była ryzykowna sytuacja. Dużo śniegu, zero widoczności, bardzo złe warunki. W tym przypadku moją jedyną słuszną decyzją mógł być powrót” – tłumaczył Denis Urubko.

 

 

Himalaista stwierdził, że nie czuje się winny podjęcia próby samodzielnego zdobycia szczytu.

 

„Myślę, że nie muszę mówić przepraszam. Oni też nie są aniołami. Wielicki pozwolił mi wejść do obozu trzeciego, a później kazał mi wrócić z powodów, których nie rozumiem. Ok, jesteśmy mężczyznami, himalaistami. To nie jest sytuacja, żeby mówić przepraszam. Mnie nikt nie przeprosił za ich błędy. Moje zdanie pozostaje takie samo” – podkreślił Urubko.

 

Himalaista postanowił również opuścić zimową wyprawę na K2. Decyzja ta została zaakceptowana przez uczestników, którzy nie widzieli dalszej możliwości współpracy z Denisem po jego samodzielnej próbie zdobycia wierzchołka.

 

 

źródło TVN 24

redakcja

 

Martyna

REWOLUCYJNE ZMIANY USTAWY O VAT! To ma być koniec z oszustwami w marketach budowlanych i na stacjach benzynowych.

 

 

Od lipca tego roku będzie można wymienić na fakturę tylko paragon z numerem NIP nabywcy. Sprzedawca, który zasad nie będzie przestrzegać, będzie musiał zapłacić podwójny VAT – ostrzega „Dziennik Gazeta Prawna”.

 

Nowe przepisy mają zakończyć oszustwa w marketach budowlanych i na stacjach benzynowych.

 

Jak pisze gazeta, zakłada to opublikowany w ubiegłym tygodniu projekt nowelizacji ustawy o VAT,

 

Przedsiębiorca, który kupowałby cokolwiek do celów firmowych, musiałby natychmiast prosić o fakturę lub paragon z NIP (nie robi jednak tego każda kasa fiskalna) – napisano w „DGP”.

Nowelizacja zakłada też, że firmy, które zapłacą za wysoki VAT nie odzyskają nadpłaty, jeśli różnicy nie zwrócą klientom. Ponadto, jak opisuje dziennik, kto handluje elektroniką w sieci, nie skorzysta ze zwolnienia VAT do 200 tys. zł.

 

Źródło DGP

REDAKCJA




JESTEŚ CHORY, ALE BOISZ SIĘ NIE IŚĆ DO PRACY? To na pewno rozwieje twoje wątpliwości. Na pierwszym miejscu powinno być zdrowie, a później obowiązki.

Często jesteśmy przeziębieni, ale idziemy do pracy. Czy to rozsądne postępowanie? Kiedy iść do pracy a kiedy zostać w domu? Wyjaśnia dr Łukasz Wysieński.

 

 

youtube, pixabay

redakcja




Jak dziadek taki wnuczek! WNUK LECHA WAŁĘSY ZATRZYMANY PRZEZ POLICJĘ. Porzucił auto i siedział na przystanku. Odmówił badania…

Jaki dziadek taki wnuczek?

 

Jak wynika z nieoficjalnych informacji, do których dotarło Radio Gdańsk wnuczek Lecha Wałęsy, Dominik został zatrzymany przez policję w niedzielę około 14:00

 

Wcześniej pod numer alarmowy 112 świadkowie zgłosili, że w stronę Pruszcza Gdańskiego jedzie samochód, którego kierowca wykonuje niebezpieczne manewry. Auto miało po drodze uderzyć w inne samochody. Po jakimś czasie policjanci znaleźli na ulicy porzucone auto. Na przystanku obok siedział Dominik W.

 

Reporter Radia Gdańsk dowiedział się, że mężczyzna był agresywny w stosunku do policjantów. Odmówił również badania alkomatem.

W związku z tym funkcjonariusze zdecydowali się założyć mu kajdanki i doprowadzić na badanie krwi.

 

Z informacji dziennikarzy wynika, że Dominik W. ma usłyszeć zarzuty, kiedy wytrzeźwieje.

 

źródło wprost, pixabay

redakcja