To nie literatura science fiction! PRACOWNIKU, PRACODAWCA SKONTROLUJE TWÓJ TELEFON I MAILE. Wszystko zgodnie z nowym prawem.

Pracownik pod pełną kontrolą pracodawcy. 

 

Szef przejrzy twoją skrzynkę mailową, prześledzi rozmowy na komunikatorach.  Choć brzmi to, jak jakaś książka fantastyczna, to dzięki RODO pracodawca o swoim pracowniku będzie wiedział wszystko.

 

Wystarczy, że firma poinformuje pracowników o kontroli co najmniej dwa tygodnie wcześniej, a cel, zakres i sposób wpisze do układu zbiorowego i już zyskuje prawo do zaglądania do maila, komórki, czy laptopa podwładnych. A wszystko w trosce o prawidłowe wykorzystanie czasu pracy.

Dzięki przepisom o RODO firma zyskuje solidną podstawę prawną do monitorowania zatrudnionych.

Co to oznacza w praktyce? Pracodawca będzie mógł wejść na służbową skrzynkę pocztową i przejrzeć wiadomości pracownika.

 

Mało tego, przełożony będzie miał możliwość również monitorowania tego, co dzieje się na kanałach komunikacji w postaci komunikatorów internetowych, a nawet podsłuchiwać rozmowy prowadzone przez telefon.

 

Sprawdzenie SMS i nagrywanie rozmów pracownika miałoby umożliwić kontrolę np. tego, czy oferta firmy jest właściwie przedstawiana w służbowych rozmowach.

 

RODO potwierdza też możliwość kontroli wykorzystania służbowego samochodu poprzez śledzenie odczytu GPS.

Jedyna dobra wiadomość dla pracowników jest taka, że dane zebrane przez pracodawcę nie będą mogły zostać wykorzystane do ewidencji czasu pracy zatrudnionego.

źródło DGP, pixabay

redakcja

Martyna

Wiedzieliście? Prezerwatywa nie tylko nie zabezpiecza przed chorobami, ale jej używanie działa rakotwórczo. Tego uczy Ministerstwo Zdrowia.

Antykoncepcja powoduje raka, prezerwatywa nie zabezpiecza przed ciążą i chorobami wenerycznymi, a zapłodniona komórka ma zdolności komunikacji z matką. Takie informacje mają trafić do młodzieży szkolnej podczas warsztatów „W stronę dojrzałości”, organizowanych w ramach nowego projektu Ministerstwa Zdrowia. Na jego realizację przeznaczono ponad 9 milionów złotych.

 

Cykl warsztatów ma na celu m.in. „kształcenie umiejętności dokonywania właściwych wyborów w zakresie zdrowego stylu życia, pozyskanie wiedzy na temat organizmu ludzkiego i zachodzących w nim zmian rozwojowych w okresie dojrzewania w perspektywie rodzicielstwa oraz wsparcie młodzieży w przygotowaniu się do podjęcia przyszłych ról małżeńskich i rodzicielskich”.

 

Na stronie internetowej projektu umieszczono filmy szkoleniowe. Przedstawiają one treści, które mają zostać przekazane uczniom liceów oraz techników podczas warsztatów. Młodzież będzie mogła będą się dowiedzieć, że „używanie prezerwatyw działa rakotwórczo a ich używanie nie gwarantuje ochrony przed ciążą ani chorobami wenerycznymi, gdyż występują w nich mikropory, przez które może przenikać sperma”. Ponadto, „stosowanie antykoncepcji może prowadzić do depresji, chorób wątroby a nawet zgonów”.

 

Organizatorzy warsztatów twierdzą również, że „zapłodniona komórka ma zdolności komunikacji ze swoją matką i może do niej powiedzieć: jestem, przyjmij mnie, przygotuj dla mnie swoją podusię, kołderkę, pulchną kołyseczkę”.

Partnerem akcji jest fundacja katolicka „Czyste serca” oraz fundacja sióstr boromeuszek „Evangelium Vitae”.

 

Nic więc dziwnego, że właśnie takie bzdury trafią do młodzieży w ramach cyklu, który miał edukować, nie zaś ogłupiać.

 

 

źródło wprost

redakcja




Nie zamierzam podróżować klasą turystyczną, jak wracam do senatu! Anna Maria Anders o 600 tys. złotych, które wydano na jej podróże służbowe.

Od stycznia 2016 roku na podróże senator PiS Anny Marii Anders wydano ponad 600 tysięcy złotych.

Sama zainteresowana, oskarżana przez dziennikarzy, jakoby za pieniądze podatników podróżowała w celach prywatnych, postanowiła odnieść się do całej sprawy.

 

Senator Anna Maria Anders pełni funkcję pełnomocnika premiera ds. dialogu międzynarodowego. Jest również senatorem Prawa i Sprawiedliwości. Z oficjalnych dokumentów rządowych wynika, że na podróże Anders od stycznia 2016 roku wydano 611 625 złotych. W rozmowie z TVN 24 pełnomocnik rządu tłumaczyła, że do jej zadań należy poprawa wizerunku Polski na świecie, wypracowanie lepszego kontaktu ze Stanami Zjednoczonymi oraz dbanie o Polonię.

 

 

„Jak można być pełnomocnikiem premiera do spraw dialogu międzynarodowego, siedząc przy biurku? Czy ja mam pociągiem lecieć do Stanów Zjednoczonych?” – pytała Anders w rozmowie z dziennikarzami.

„Dzięki moim wyjazdom Polska ma polepszony wizerunek w Stanach Zjednoczonych. Ci, którzy mówią, że jadę do Stanów, żeby się zobaczyć z rodzina, to niech spojrzą na mapę Stanów Zjednoczonych. Mój syn służy w armii w stanie Kentucky, dom jest w Bostonie, a wizyta w stanie Nevada – podkreśliła.

 

Senator dodała również, że pomimo tego, iż na swój wiek wygląda dobrze (senator ma 67 lat) to nie zamierza podróżować klasą turystyczną, kiedy wraca do senatu.

 

źródło wprost, wikipedia

redakcja




Niemcy na prośbę Żydów, pozbędą się muzułmanów! Są już plany wydalania wyznawców islamu, którzy mają antyżydowskie poglądy.

Wygląda na to, że Niemcy ze względu na Żydów, będą wydalać imigrantów.

Centralna Rada Żydów uważa, że z powodu antyżydowskich poglądów imigrantów, dochodzi do wzrostu antysemityzmu w Niemczech, dlatego oczekuje reakcji od rządu.

Rzecznik MSW, na którego czele stoi były premier Bawarii Horst Seehofer, zapowiedział, że przygotowywane są już akty prawne, na podstawie których możliwe będzie wydalenie z kraju imigrantów o przekonaniach antysemickich oraz pozbawienie niemieckiego obywatelstwa islamistów. Odpowiednie ustawy mają być gotowe do końca tego roku.

 

„Plany ministra Seehofera są przejawem czystego populizmu. W państwie prawa, jakim są Niemcy, nie można karać za antysemityzm uchodźców w sytuacji, gdy wielu Niemców jest zdeklarowanymi antysemitami” – twierdzi Aneta Kachane z fundacji Amadeu Antonio.

 

Antysemityzm to nie jedyny problem w Niemczech. Muzułmanie niechętnie odnoszą się również do katolików i protestantów. Prześladowania w szkołach, dzieci nie będących muzułmanami to chleb powszedni w Niemczech. Niestety, jak zwykle te sprawy są zamiatane pod dywan, aby nie wywoływać, w wyznawcach islamu niepotrzebnej agresji.

 

 

źródło rp, pixabay

redakcja

 




Najważniejsze zmiany w kodeksie pracy! Zmiany w urlopach, czas wolny w trakcie pracy i nie tylko. Warto wiedzieć.

Najważniejsze zmiany przygotowane przez Komisję Kodyfikacyjną. Jeszcze nie wiadomo, które z nich wejdą w życie.

Prace nad nowym kodeksem pracy trwały prawie 1,5 roku. Komisja Kodyfikacyjna Prawa Pracy przygotowana nowelizację aż 554 stron przepisów, a więc ponad dwukrotnie więcej, niż ma obecny kodeks pracy. Na chwilę obecną nie wiadomo kiedy i w jakim ostatecznie kształcie przepisy wejdą w życie. Minister Elżbieta Rafalska zapowiedziała, że na dogłębną analizę przepisów potrzebny jest co najmniej miesiąc. Na stronie resortu rodziny, pracy i polityki społecznej można się jednak zapoznać ze zmianami zaproponowanymi przez Komisje Kodyfikacyjną.

Nowe zasady zwalniania pracowników

Nowelizacja kodeksu pracy przewiduje, że pracodawca będzie miał obowiązek powiadomić pracownika o zamiarze zerwania z nim umowy o pracę. Będzie musiało również dość do spotkania pomiędzy pracodawcą, a pracownikiem, gdzie ten ostatni dowie się o zwolnieniu. Ponadto, w ciągu 7 dni od daty spotkania z pracownikiem, pracodawca będzie musiał podjąć ostateczną decyzję o rozwiązaniu umowy.

Zmiany w urlopach

Komisja Kodyfikacyjna zapowiedziała, że pracownik będzie miał prawo do krótkiego urlopu na żądanie (do 4 dni w roku), ale będzie miał obowiązek zgłosić go najpóźniej 24 godziny przed planowanym dniem wolnym, nie tak jak teraz kilka godzin przed rozpoczęciem pracy.

Bez względu na staż pracy każdemu ma przysługiwać pełne 26 dni urlopu.

Dni urlopowe będzie trzeba wykorzystać w roku kalendarzowym, za który dany urlop przysługuje. Nie będzie możliwości ich kumulowania na przyszły rok.

Likwidacja miejsca pracy

To na pewno nie spodoba się pracodawcy, który w razie likwidacji firmy będą musieli złożyć pracownikowi ofertę innej pracy, do której ten ma kwalifikacje, lub może je uzyskać.

Dotychczas pracodawca nie miał takiego obowiązku. Ponadto, Komisja zaproponowała, aby w firmach liczących 10 lub mniej pracowników, pracodawca nie musiał zawiadamiać pracownika o zamiarze rozwiązania z nim umowy, pod warunkiem, że przyzna pracownikowi ustaloną w umowie „rekompensatę pieniężną”. Kwota ma być jasno określona przed podpisaniem umowy o pracę.

Czas wolny w trakcie pracy

Komisja podtrzymała prawo pracownika do możliwości załatwienia  ważnych spraw osobistych w godzinach pracy. W myśl nowych przepisów pracownicy, którzy za zgodą pracodawcy poświęcają czas w ciągu dnia na inne rzeczy, będą musieli to odpracować. Z kolei w firmach zatrudniających do 50 pracowników pracodawca będzie miał prawo do wyznaczenia 6 niedziel pracujących i tylko w przypadku 3 z nich, będzie musiał zapytać pracownika o zgodę na przyjście tego dnia do pracy (ten podpunkt nie dotyczy pracowników zatrudnionych w handlu).

 

źródło wprost

https://www.mpips.gov.pl/

redakcja

 

Martyna

Prowadzi do nowotworów oskrzeli, nerek czy krtani. Azbest, został wykryty w popularnych kosmetykach amerykańskiej firmy.

Prowadzi m.in. do nowotworów oskrzeli, nerek, czy krtani oraz opłucnej – azbest. Został wykryty w dwóch rodzajach pudrów do twarzy sprzedawanych w sklepach amerykańskiej sieci Claire’s w Holandii. Sklepy tej sieci są również popularne w Polsce.

 

Produkty trafiły do 32 sklepów na terenie całej Holandii. Są one dostępne także w wielu innych europejskich krajach. Ślady azbestu wykryto również w pudrach sprzedawanych na terenie Stanów Zjednoczonych.

 

Jak podaje Holenderski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności i Produktów Konsumenckich NVWA, w pudrze do twarzy stężenie znalezionego azbestu wynosiło od 2 do 5 proc., natomiast w drugim produkcie do twarzy od 0,1 do 2 proc. Mimo tego, że stężenie nie jest duże, stosowanie takich kosmetyków może być szkodliwe dla zdrowia.W związku z tym, holenderski inspektorat sanitarny nakazał amerykańskiej firmie natychmiastowe wycofanie kosmetyków ze sprzedaży.

 

 

źródło wprost, pixabay

redakcja




Tak się Niemcy uchodźców nie pozbędą! Pomysł, który miał być ratunkiem dla kraju, spalił na panewce.

W grudniu ubiegłego roku władze Niemiec wprowadziły premie dla  uchodźców, którzy nie otrzymali azylu i zechcą dobrowolnie wrócić do swojego kraju. Niestety pomysł spalił na panewce. Uchodźcy wolą zostać w Niemczech i najwyraźniej mają gdzieś niemieckie pieniądze.

 

„Od grudnia 2017 do lutego 2018 liczba osób dobrowolnie opuszczających Niemcy z taką premią znacznie spadła w porównaniu z analogicznym okresem poprzednich la”t – pisze „Neue Osnabruecker Zeitung”.

Pomimo możliwości otrzymania 3000 euro na rękę, przez trzy miesiące zgłosiło się zaledwie 4552 osoby, a to kropla w morzu w porównaniu z liczbą przebywających w Niemczech uchodźców bez prawa do pobytu.

 

Tymczasem rośnie również ilość osób, których nie można z Niemiec deportować z powodu braku dokumentów. W ubiegłym roku takich osób było 65 tysięcy, a rok wcześniej 38 tysięcy. Główną przyczyną jest niechęć ambasad do wydawania swoim rodakom dokumentów.

 

źródło dw.com

redakcja




Robot Sophia przyjedzie do Polski! Wizja niedalekiej przyszłości zapowiedziana przez naukowców przeraża.

Sophia, znana jako najbardziej rozpoznawalna reprezentacja sztucznej inteligencji już niedługo pojawi się w Polsce.

Robot będzie uczestniczył w kongresie Impact’18, który przypada na 13-14 czerwca w Krakowie. Sophia zabierze głos jako jeden z 250 prelegentów.

 

W ciągu trzech lat od swojego stworzenia Sophia zdążyła już wziąć udział w obradach ONZ, trafić na okładkę brazylijskiego wydania „Elle” oraz jako pierwszy robot na świecie przyjąć obywatelstwo Arabii Saudyjskiej.

 

„Serdecznie dziękuję Arabii Saudyjskiej. To dla mnie wielki zaszczyt i duma. Chcę żyć i pracować z ludźmi, więc muszę nauczyć się wyrażać swoje emocje, żeby móc ich zrozumieć i sprawić, żeby chcieli mi zaufać”-powiedziała podczas uroczystości przyznania jej obywatelstwa.

 

Twórcy Sophii z firmy Hanson Robotics uważają, że w przyszłości podobne jej „roboty społeczne” znajdą zastosowanie w edukacji, służbie zdrowia czy w bezpośrednim kontakcie z klientem. Badacze z Future of Humanity Institute Uniwersytetu Oxfordzkiego szacują, że za niespełna 50 lat roboty przejmą większość prostych i automatycznych zadań, które dziś wykonują ludzie. Z kolei do 2026 r. mają być już w stanie stworzyć esej licencjacki, który potem przetłumaczą na inny język.

 

Wizja naukowców nie wróży nic dobrego dla ludzi. Skoro roboty mają nas zastąpić w wielu dziedzinach życia, należy zadać pytanie, czy ludzie w ogóle będą potrzebni?

 

źródło wprost, wikipedia

redakcja




TAKIM ZMIANOM MÓWIMY „NIE”! Jeśli te zmiany wejdą w życie, zamiast pracownikami będziemy niewolnikami na legalu.

 

 

Co jakiś czas donosimy państwu o nowych planowanych zmianach w Kodeksie Pracy. Teraz „Dziennik Gazeta Prawna” poinformował o kolejnych rewelacjach, niezwykle niekorzystnych dla pracownika.

 

 

Otóż komisja kodyfikacja chce zmian, jeśli chodzi o wynagrodzenie za nadgodziny, które miałoby nie trafiać od razu do rąk pracownika, ale na tzw. konto powiernicze pracownika prowadzone przez przedsiębiorcę.

 

To chyba jakiś żart? A co dalej z tymi pieniędzmi? Tego komisja już nie wyjaśnia.

 

Zmiany miałyby również dotknąć palaczy. Ci, którzy wychodzą na dymek, będą musieli odpracować ten czas. Kolejny pomysł z serii poronionych, czyli niewolnictwo na legalu.

 

Innymi zmianami są m.in. podwyższenie podatku za pracę w nocy, zwolnienie mikrofirm z obowiązku prowadzenia ewidencji czasu pracy, czy to, że firma będzie mogła zlecać pracę w sześć niedziel w ciągu roku, jeżeli zatrudniony wyrazi na to zgodę.

 

 

No może być gorzej?

 

źródło Dziennik Gazeta Prawna

redakcja, pixabay

Martyna

ISTNE SZALEŃSTWO! BRONEK NA PREZYDENTA. Są jeszcze szaleńcy, którzy idąc do urn zagłosowaliby na Komorowskiego.

To chyba jakiś żart!

 

Bronisław Komorowski na prezydenta! Ktoś pomyśli, że to żart, ale kto wie ilu szaleńców mogłoby pójść do urn i zagłosować na byłego prezydenta.

 

To pytanie postanowili zadać dziennikarze wp.pl i sprawdzili na kogo zagłosowaliby Polacy, gdyby wybory miały się odbyć np. w nadchodząca niedzielę.

 

Okazuje się, że z obecnym prezydentem Andrzejem Dudą inni kandydaci nie mieliby najmniejszych szans. Na PAD zadeklarowało oddać głos aż 36% głosujących, zaraz za nim uplasowali się Robert Biedroń (9%), Donald Tusk (7%), Jerzy Owsiak (6%)  i o dziwo były już prezydent, znany z licznych wpadek Bronisław Komorowski (6%).

 

To ostanie nazwisko chyba zaskoczyło wszystkich bardziej niż nazwisko przewodniczącego RE.

 

No cóż jak widać, są jeszcze w Polsce szaleńcy, którzy nie zawahaliby się zagłosować na Bronka. Na szczęście nie jest ich zbyt wielu, ale kto wie ta sytuacja może się jeszcze do wyborów zmienić. I może jeszcze Bronek będzie miał szansę na wygraną.

 

 

źródło wp, wikipedia

 

redakcja

 

 




Swoje długie milczenie przypłaciła atakiem! Kazano spakować jej manatki i wypie……

 

Agata Duda mimo funkcji pierwszej damy, w odróżnieniu od swoich poprzedniczek nigdy nie wypowiada się na tematy drażliwe. Przypomnijmy w dyskusji na temat aborcji pomimo kobiet, które zwracały się do niej z apelem o zajęcie stanowiska, ona milczała jak zaklęta.

Teraz nie zajęła również swojego stanowiska w sprawie ustawy IPN, pomimo tego, że wywodzi się z rodziny żydowskiej.

Ojciec Agaty Dudy jest synem krakowskiego Żyda Jakuba Kornhausera – więźnia obozów w Płaszowie, Neckarelz. Natzweiler-Struthof oraz Dachau.

 

I właśnie to ostatnie wytknęła jej dziennikarka portalu strajk.eu Weronika Krążek w napisanym do niej liście.

 

„Jest pani nieobecną pierwszą damą. Milczy pani, kiedy łamane są prawa kobiet, kiedy centymetr po centymetrze odbiera się nam naszą wolność i wtłacza w konserwatywne ramki”.

 

W dalszej części listu autorka odniosła się do poniedziałkowej manifestacji przed Pałacem Prezydenckim, gdzie środowiska narodowe manifestowały poparcie dla zmian w ustawie o IPN, natomiast ruch Obywatele RP demonstrował sprzeciw wobec nacjonalizmu i antysemityzmu.

 

„Nie reaguje pani, kiedy partia rządząca obraża pani męża, traktując go jak prywatnego notariusza. Nie odezwała się Pani nawet, kiedy pod waszymi oknami stała grupa osiłków z transparentami (tych samych, którzy jeszcze kilka tygodni temu przybijali piątki z admiratorami Adolfa Hitlera od wafelków, którzy różnią się od reszty tylko tym, że mieli pecha, bo zostali przyłapani), krzycząc „Duda-Juda, zdejmij jarmułkę” i „Dość wesela, wypie…lać do Izraela!”. Czy rozumie pani, że właśnie kazano pani spakować manatki? Że oni krzyczeli do pani rodziny, do pani bliskich, do ludzi, którzy panią wychowali? – wylicza Książek, zwracając uwagę na to, że pierwsza dama mając żydowskich przodków, milczy.

 

„Oni wszyscy krzyczeli mniej więcej o tym, że to samo chętnie zrobiliby z panią albo z pani córką, kiedy tylko dostaną lepszy glejt na przemoc. A wy daliście im do ręki jeszcze więcej broni, by mogli zacząć was nią okładać”.

 

Weronika Książek w swoim liście do pierwszej damy zwróciła się z pytaniem, czy Agata Duda już wie, co czuły żydowskie kobiety podczas pogromu na Podlasiu. Wymienia tylko kilka przykładów bestialskich zachowań: wybijano w ich domach szyby, w szabas na wsi podrzucano węże do izb, w nocy zatruwano w ich studniach wodę. -Kiedy najpierw zaczepiano je na ulicy albo na drodze, później bito albo gwałcono, a potem już zupełnie bezkarnie zabijano? – wyjaśniła.

 

 

Autorka w swoim liście nawiązała również do mordu w Bzurach z sierpnia 1941 roku.

 

„Gutka, Rywka, Sonia może żyłyby, gdyby nazywały się Anna, Elżbieta, Teresa. Było ich ponad dwadzieścia, młodszych i starszych – od dziewczynek w wieku komunijnym po trzydziestoparoletnie. Były pozbawione ochrony swoich mężczyzn, którzy albo już nie żyli, albo wywieziono ich w siną dal. Najpierw trzymano je w piwnicy sołtysa, potem zawieziono na pole i zakatowano. Przedtem wykopano dół i kazano im rozbierać się do majtek” – napisała dziennikarka.

 

Książek zwraciła uwagę na fakt, że IPN umorzył śledztwo. Sprawę nagłośniła socjolog badająca zagładę żydowską w Polsce, Barbara Engelking. To ona dotarła do zeznań kilkunastu świadków sporządzonych w 1948. Według nich sprawcami było przynajmniej 6 polskich mężczyzn.

 

„Polska dowiedziała się o tym w 2016 roku, dzięki determinacji jednego człowieka. Takim ludziom, pani Agato, właśnie chcecie zamknąć usta. Ale to jest bliżej niż myślicie, to jest na Facebooku, wylewa się z Twittera, triumfuje na koszulce Międlara: „Nie płakałem po Jedwabnem”. Ani antysemickie zbrodnie z dwudziestolecia, ani marzec ‘68 nie potrzebowały wojny. Przemoc nie musi być oficjalnie obleczona w narodowe barwy, by być straszna” – dodała Książek.

 

 

„Co czuły dziewczyny z Bzur, jaki niewyobrażalny strach, kiedy kazano im się obnażyć i wystawić na ciosy? Czy myśli pani, że ludzie skandujący pod waszymi oknami mieliby skrupuły, by nie ograbić, nie wypędzić i nie skrzywdzić pani najbliższych? A może już teraz w Krakowie szczelniej zasłaniacie okna? Niechże pani stanie choćby w swojej własnej obronie! Bo właśnie budują wam kolejny stos, a wy znowu odwracacie oczy” – podsumowała swój mocny list dziennikarka.

 

Czy pani prezydentowa jej odpowie, a może jak zawsze zachowa się dyplomatycznie i zajmie zupełnie czymś innym?

 

Może to właśnie jedna z szans Agaty Dudy, aby mogła wreszcie powiedzieć, to co myśli.

 

źródło wp

 

redakcja




Już jutro TŁUSTY CZWARTEK! Te pączki najlepiej omijaj szerokim łukiem.

 

 

Już jutro Tłusty Czwartek. Dyskonty robią wszystko, aby przyciągnąć do siebie klientów i sprzedać jak najwięcej pączków, oczywiście, aby jak najwięcej zarobić.

 

Tym samym ceny tych słodkości lecą na łeb na szyję i tak jedną sztukę w Lidlu czy Biedronce można kupić nawet za niecałą złotówkę, a przy zakupie większej ilości, cena jest jeszcze niższa i w zależności od sklepu oscyluje w przedziale od 0.58 gr do 0.79 gr.

 

Tu jednak powstaje pytanie? Czy taki pączek jest w ogóle jadalny i co się w nim znajduje?

Choć dyskonty zapewniają o wysokiej jakości produktu i braku konserwantów to Jacek Paprocki, dyrektor Cechu Rzemiosł Spożywczych w Warszawie w rozmowie z Wirtualną powiedział, że „uczciwą” ceną jest ok. 3 zł za sztukę.

 

„Taka cena pozwoli klientowi na zaspokojenie gustów smakowych, a producentowi na zarobek” – przekonywał.

 

Dodał również, że według wyliczeń Centrum nie da się zrobić pączka w oparciu o standardową recepturę za 0,50 zł za sztukę.

 

„Samo ciasto może mieć wówczas przeróżny skład, nie mówiąc o nadzieniu” – stwierdził Paprocki.

 

 

„Standardowa cena pączka powinna wynosić od 2 zł do 4,5 zł. Za tę cenę produkt jest bezpieczny, uwzględnia koszty produkcji i użycie wysokiej jakości składników, czyli prawdziwego masła, żółtek, drożdży, cukru, oleju, mąki i mleka” – powiedział kierownik jednego ze sklepów warszawskiej sieci piekarni i cukierni Grzybki.

 

 

Zatem wszystko jasne! Pączki za niecałą złotówkę albo i mniej, lepiej omijać szerokim łukiem.

Choć cena na pewno zachęca do kupienia, to na dobrą sprawę nie można być pewnym co w takim pączku się znajduje.

 

 

źródło wp

 

redakcja