POLAKOM WCALE NIE ŻYJE SIĘ LEPIEJ! Warto przeczytać, jak się w Polsce zmniejsza bezrobocie.

 

 

Statystyki nie kłamią, liczba osób zarejestrowanych w Urzędach Pracy maleje, a to teoretycznie oznacza mniejsze bezrobocie i świetne wyniki dla rządu, który może pochwalić się wzrostem zatrudnienia i powiedzieć w mediach, jak to dobrze się żyje w naszym kraju.

Czyżby rzeczywiście w Polsce żyło się dobrze? Pewnie tak, ale niestety nie każdemu.

Statystyczny Polak nie wypowie się na ten temat, bo nie ma gdzie i nie ma siły strajkować, statystyczny Polak ma dość mozolnego życia na co dzień i chce mieć święty, choć biedny spokój, więc milczy bardziej wegetując, niż żyjąc.

A tymczasem jak to się dzieje, że ilość zarejestrowanych w Urzędach Pracy osób jest coraz mniejsza?

 

Zagranica – pierwszy sposób!

 

Nie ma co się oszukiwać. Ludzie nadal emigrują i będą emigrować. Widząc na pasku z wypłaty pensję w wysokości ok. 1500 zł, pakują swoje manatki i wybierają godne życie np. w Wielkiej Brytanii. Bo chyba lepiej, pomimo wyższego wykształcenia, na wyspach pracować w fabryce za konkretne pieniądze, niż być tu nauczycielem, naukowcem, urzędnikiem i jedyne co widzieć w lodówce po jej otwarciu to światło i to nie przesada, ludzie naprawdę żyją biednie. Ale czy to ważne? Ważne, że statystyki są ok.

Po przeczytaniu tego znajdą się tacy, co pomyślą 1500? Przecież przeciętne wynagrodzenie w Polsce wynosi ok. 4500 zł brutto. Niestety to taka sama bujda na resorach, jak to, że Polacy są bogatsi i żyje im się lepiej. PROPAGANDA i nic więcej.

 

Drugi sposób na poprawę statystyk

 

To, że panie w Urzędach Pracy kulturą nie grzeszą, a raczej podczas obsługi petenta totalne chamstwo z nich wychodzi, wiadomo nie od dziś. No bo one robią bezrobotnemu łaskę, że go odnotują. W końcu od czego one tam siedzą? Czemu bezrobotni Polacy nie pozwolą im w spokoju dopić kawy czy doplotkować z obok siedzącą koleżaneczką?

Ale nie o tym miało być, a o poprawie statystyk. Otóż panie urzędniczki lub panowie urzędnicy potrafią na Amen załatwić petenta pozbawiając go ubezpieczenia.

 

Jak? W prosty sposób.

Otóż bezrobotny nie ma prawa odmawiać oferowanej mu pracy, bo inaczej po dwóch tygodniach może otrzymać pismo z zawiadomieniem o tym, że został wykopany z urzędu i pozbawiony jakichkolwiek świadczeń.

Nieważne czy petent jest np. hydraulikiem, a oferta pracy skierowana jest to elektryka. W końcu co to za różnica? Bierz i nie narzekaj, bo my panie z urzędu robimy tak wiele, żebyś dostał pracę, a ty „bezrobotny” masz jeszcze muchy w nosie, że nie taka.

 

Szczytem totalnego chamstwa w Urzędach Pracy jest oferowanie osobom z orzeczeniem od lekarza, które np. nie mogą dźwigać, albo się schylać, pracy na magazynie, albo przy pakowaniu różnych towarów. Nie podoba się, ha jeden podpis kierownika i z naszego rejestru znikasz.

Tak się robi statystyki w Urzędach Pracy, a potem rząd może szczycić się swoimi dokonaniami w telewizji.

 

Choć nie przytaczam nazwisk w powyższym, to wszystkie informacje są z życia wzięte. Można by o nich książkę napisać.

 

źródło wpolityce24.pl, pixabay

redakcja

Martyna

Cymański wściekły! Będzie głosował za obniżeniem pensji poselskich, ale tylko dlatego, bo nie chce wylecieć.

O ustawie obniżającej pensje posłom informowaliśmy już wielokrotnie. To, że opozycji jest ona nie na rękę to już wiadomo, ale jak się okazuje nie przypadła ona również do gustu niektórym posłom PiS.

 

 

Swój wyraz niezadowolenia podczas rozmowy z dziennikarzem Radia Zet pokazał wiceprzewodniczący klubu Tadeusz Cymański, który, aby nie stracić szansy na znalezienie się na liście wyborczej powiedział, że za ustawą zagłosuje, ale jak podkreślił „z zaciśniętymi zębami”, „nie z serca ochotnego”, tylko „bardziej na zasadzie zimnej analizy sytuacji”.

 

 

„Mnie się ta decyzja nie podoba, jestem wściekły. To konsekwencja naszych błędów, ale też PO – zrobili nam „jazdę” z billboardami” – skomentował poseł.

 

Jak widać nie tylko Nowoczesna i PO, zgodnie twierdzą, że obniżka pensji poselskich o 20 procent to pomysł jak najbardziej poroniony. I w szeregach prawicy są tacy, którzy najchętniej zagłosowali by przeciw ustawie, jednak boją się sprzeciwić prezesowi.

 

źródło Radio Zet, Twitter

redakcja

 




TSUNAMI, TRZĘSIENIE ZIEMI I WYBUCHY WULKANÓW! 23 kwietnia to pierwszy dzień rozpoczęcia apokalipsy.

Od czasu do czasu media informują o przewidywanym, nadchodzącym końcu świata, jednak szczęśliwie wizje szaleńców jeszcze się nie sprawdziły i miejmy nadzieję, że nie sprawdzą.

 

Teraz znany chrześcijański numerolog Dawid Meade w rozmowie z brytyjskim „Daily Express” poinformował, że 23 kwietnia może być dniem rozpoczęcia apokalipsy. Meade podkreśla, że tego dnia Słońce, Księżyc i Jowisz znajdą się w znaku Panny. Taki układ ciał niebieskich miałby zgadzać się z fragmentem Apokalipsy wg Św. Jana  (Ap 12:1-2).

 

„Potem wielki znak się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu/A jest brzemienna. I woła cierpiąc bóle i męki rodzenia” – czytamy we fragmencie Pisma Świętego.

 

Meade uważa, że jest to zapowiedź powtórnego przyjścia na Ziemię Chrystusa.

 

Według numerologa w kwietniu na niebie pojawi się tzw. Planeta X, która wywoła wybuchy wulkanów, tsunami i trzęsienia ziemi.

 

NASA zaprzeczam aby obiekt określany jako Planeta X w ogóle istniał.

 

Meade w rozmowie z „Daily Express” podkreśla, że układ ciał niebieskich 23 kwietnia będzie „wyjątkowy, dokładnie taki, jak opisany w Apokalipsie wg Św. Jana”.

 

źródło rp.pl, pixabay

redakcja




To nie literatura science fiction! PRACOWNIKU, PRACODAWCA SKONTROLUJE TWÓJ TELEFON I MAILE. Wszystko zgodnie z nowym prawem.

Pracownik pod pełną kontrolą pracodawcy. 

 

Szef przejrzy twoją skrzynkę mailową, prześledzi rozmowy na komunikatorach.  Choć brzmi to, jak jakaś książka fantastyczna, to dzięki RODO pracodawca o swoim pracowniku będzie wiedział wszystko.

 

Wystarczy, że firma poinformuje pracowników o kontroli co najmniej dwa tygodnie wcześniej, a cel, zakres i sposób wpisze do układu zbiorowego i już zyskuje prawo do zaglądania do maila, komórki, czy laptopa podwładnych. A wszystko w trosce o prawidłowe wykorzystanie czasu pracy.

Dzięki przepisom o RODO firma zyskuje solidną podstawę prawną do monitorowania zatrudnionych.

Co to oznacza w praktyce? Pracodawca będzie mógł wejść na służbową skrzynkę pocztową i przejrzeć wiadomości pracownika.

 

Mało tego, przełożony będzie miał możliwość również monitorowania tego, co dzieje się na kanałach komunikacji w postaci komunikatorów internetowych, a nawet podsłuchiwać rozmowy prowadzone przez telefon.

 

Sprawdzenie SMS i nagrywanie rozmów pracownika miałoby umożliwić kontrolę np. tego, czy oferta firmy jest właściwie przedstawiana w służbowych rozmowach.

 

RODO potwierdza też możliwość kontroli wykorzystania służbowego samochodu poprzez śledzenie odczytu GPS.

Jedyna dobra wiadomość dla pracowników jest taka, że dane zebrane przez pracodawcę nie będą mogły zostać wykorzystane do ewidencji czasu pracy zatrudnionego.

źródło DGP, pixabay

redakcja