Właśnie wykopała „Nowoczesnej” dół! Lubnauer zapowiedziała likwidację programu 500 plus.

Nowoczesna kopie sobie dół!

 

Czyżby „Nowoczesna” świadomie kopała sobie dół? Na to wygląda! Szefowa tego klubu Katarzyna Lubnauer będąc gościem „Jeden na jeden” w TVN 24 całkiem poważnie przedstawiła propozycję likwidacji programu 500 plus i zastąpienie go czymś w rodzaju „Aktyna rodzina”. O tym pomyśle wspominał już wiceprzewodniczący „Nowoczesnej” Witold Zembaczyński.

 

Nowy program czy też pomysł tej partii zakłada wypłatę świadczenia prawie wszystkim dzieciom do momentu ukończenia przez nie 18 roku życia, jednak świadczenie byłoby o połowę mniejsze, a więc wynosiło 250 zł, nie zaś 500 jak dotychczas.

 

„Mamy swoją propozycję, jaką jest Aktywna Rodzina, który jest programem bardzo sprawiedliwym” – poinformowała Lubnauer w TVN24.

 

„Programem 500 Plus objętych jest 57 procent dzieci. Natomiast programem Aktywna Rodzina byłoby objętych 97 procent dzieci” – tłumaczyła.

 

Według wyliczeń „Nowoczesnej”, taki program objąłby nie tylko większą liczbę obywateli, ale i wyszedłby taniej niż obecne wsparcie dla rodzin.

 

Katarzyna Lubnauer podkreślała, że chociaż jej partia promuje aktywność na rynku zawodowym, nie może nie docenić pozytywnego wpływu programu 500+ na społeczeństwo. Jej zdaniem wsparcie zapewniane przez państwo jest ważne dla większości rodzin i „rzeczywiście pomaga wychowywać dzieci”.

 

Pani polityk zwróciła również uwagę na to, że program 500 plus doprowadził do tego, że wielu rodziców świadomie zrezygnowała z pracy, bo utrzymuje się z tego świadczenia i to jej się nie podoba.

 

Dlatego też program „Aktywna Rodzina” miałby za zadanie zwalczać zaistniały stan rzeczy, czyli zmusić niepracujących rodziców do pójścia do pracy. Jak? O tym jeszcze szefowa „Nowoczesnej” nie poinformowała, ale już sama zapowiedź likwidacji świadczenia 500 plus równa się z wykopaniem sobie „wyborczego grobu”.

 

źródło wprost

redakcja

 



Martyna

TRUDNA SYTUACJA PREZYDENTA ANDRZEJA DUDY! Donald Trump napisze tweeta i nie będzie już odwrotu.

Ustawa IPN o karaniu za używanie określenia „polskie obozy śmierci” nadal budzi wiele emocji w Polsce i na świecie.

 

Po przejściu przez Sejm i Senat teraz trafiła do prezydenta Andrzeja Dudy i czeka tylko na jego podpis.

 

Co zrobi Duda? Trudno powiedzieć, jednak jeszcze w zeszłym tygodniu powiedział, że Polska z tej ustawy nie może się wycofać. Zatem należałoby się spodziewać, że ją podpisze.

 

W kwestii tej będąc gościem w „Porannej rozmowie” RMF FM wypowiedział się były rzecznik PiS Adam Hofman, który przyznał, że prezydent znalazł się w trudnej sytuacji, sytuacji bez wyjścia.

 

 

„Jego (Andrzeja Dudy – przyp. red.) pozycja w tym prawicowym elektoracie zostałaby poważnie zachwiana (…) Nie ma wyboru, musi podpisać, ale też musi wziąć na siebie obowiązek próby wyprowadzenia Polski z tej sytuacji. To jest sytuacja lose-lose” – powiedział.

 

 

„Trzeba powiedzieć sobie jasno: nawet jeśli w tej sprawie merytorycznie mamy prawo walczyć o swoje – bo prawda jest po naszej stronie – to w tej sytuacji nie ma to żadnego znaczenia. To co się wydarzyło na arenie międzynarodowej może zakończyć się tym, że za jakiś czas Donald Trump napisze tweeta, z którego nie będzie odwrotu. Że Polska bardzo fajny sojusznik, ale zawieszamy swoje sojusznicze zobowiązania do momentu wyjaśnienia sytuacji w relacjach Polska-Izrael” – zwrócił uwagę Hofman.

 

Według polityka w tym momencie rząd powinien się skupić na „łagodzeniu skutków tego kryzysu”.
Podsumowując. Podpisze czy nie. I tak będzie źle.

 

 

źródło RMF FM

REDAKCJA

 






Całkowity brak kultury! Wicepremier Beata Szydło zamiast wpuścić dziennikarkę, poszczuła ją psem.

 

 

Dziennikarka Newsweeka Renata Grochal zainteresowana, jak też się ma wicepremier Beata Szydło napisała o niej artykuł.

 

Aby być wiarygodną, co w przypadku Newsweeka może wydawać się raczej nieprawdopodobne, Grochal podążyła w rodzinne strony Szydło do Przecieszyna, gdzie najwidoczniej liczyła na zebranie materiału od pobliskich mieszkańców. No cóż wiele nie osiągnęła.

 

Z przewodniej myśli artykułu wynika jednoznacznie, że ex pani premier jest przybita i rozgoryczona poniesioną porażką i nadal nie może pogodzić się z faktem utraty poprzedniego stanowiska.

 

Mało tego, dziennikarka stwierdziła, że chciała zasięgnąć informacji u źródła, no, ale na podwórko wicepremier nie została wpuszczona, bo rzekomo poszczuto ją psem.

 

Na te rewelacje Grochal, Szydło zareagowała na Twitterze dziękując za troskę o nią i rodzinę.

 

„Pozdrawiam i życzę dobrej niedzieli. A nasz pies swobodnie biega sobie po naszym podwórku, bo kochamy zwierzęta” – napisał Beata Szydło.

 

 

Nie trzeba było czekać długo na ripostę. „Szanowna Pani Premier, dziękuję za szybką reakcję na zajawkę tekstu. Ja się nie troszczę tylko opisuję sytuację. Prosiłam zresztą Panią o rozmowę o tym, co zamierza Pani robić na stanowisku opłacanym z pieniędzy podatników. Także miłej niedzieli. I pozdrowienia dla Małżonka!” – odpowiedziała autorka artykułu Renata Grochal.

 

W bardzo ostry tonie zapytała: „A przy okazji, skoro już się Pani odezwała po dwóch tygodniach próśb, to zapytam czy szczucie dziennikarza psem jest jakimś nowym zwyczajem w PiS?”.

 

 

 

Teraz do obrony Szydło ruszył Rafał Bochenek, były rzecznik PiS. Na słowa Grochal o „szczuciu dziennikarza”, napisał: „”Dziennikarza…?” hmm proszę się nie przeceniać”. Stwierdził, że „przypisując sobie to określenie ubliżyła wielu porządnym ludziom wykonującym ten wymagający zawód”.

 

A gdzie leży prawda? Czy rzeczywiście doszło do szczucia dziennikarki Newsweeka? I czy Beata Szydło rzeczywiście jest przygnębiona po stracie stanowiska?

 

Nie mając dowodów w postaci nagrania z monitoringu, ugryzień czy też zdjęcia przygnębionej Beaty Szydło należałoby stwierdzić, że prawda leży po środku.

 

 

źródło Twitter

redakcja

 

 

 






WAŻNE! Wadliwe szczepionki dla noworodków. Wiadomo, że trafiły go co najmniej kilkuset małych pacjentów.

„Co najmniej kilkaset noworodków otrzymało szczepionki, które były przeznaczone do utylizacji – alarmuje „Dziennik Gazeta Prawna”.

 

 

Okazuje się, że tysiące szczepionek, które powinny zostać zutylizowane, w rzeczywistości zostały podane małym pacjentom.

 

„W najlepszym razie wadliwe szczepionki podano 300 osobom (to już pewne). W najgorszym – tysiącom” – komentował Paweł Trzciński, rzecznik głównego inspektora farmaceutycznego.

 

 

Problem wadliwych szczepionek powstał w skutek wykorzystywania przez lekarzy nieprawidłowo przechowywanych preparatów.

 

Większość szczepionek musi być bowiem przechowywana w określonej temperaturze. Po skontrolowaniu przez inspektorów farmaceutycznych sprzętu chłodniczego w aptekach i przychodniach okazało się jednak, że nie wszędzie lodówki były sprawne. Na wyposażeniu często brakowało agregatorów używanych w przypadku przerw w dostawach prądu.

 

Wadliwe szczepionki mogły mieć nie tylko słabsze działanie, ale również wywołać niepożądane objawy. Urzędnicy twierdzą, że doszło do narażenia dzieci na utratę zdrowia i życia.

Sprawą ma się zająć prokuratura.

 

źródło dziennik gazeta prawna, pixabay

redakcja