WZRUSZAJĄCY I NIEZWYKLE SZCZERY WPIS HANNY LIS! DZIENNIKARKA ZABRAŁA GŁOS W SPRAWIE USTAWY ANTYABORCYJNEJ.

Dziennikarka Hanna Lis podobnie, jak poprzednio Kasia Tusk wypowiedziała się w kwestii liberalizacji obecnej ustawy antyaborcyjnej.

Lis jednoznacznie dała do zrozumienia, że nigdy nie była zwolenniczką aborcji, podając swój własny przykład, nie mniej jednak chciałaby, aby kobiety w Polsce miały wybór, nie zaś zostały postawione przed faktem dokonanym. Z mądrymi słowami dziennikarki naprawdę trudno się nie zgodzić.

„Nigdy nie przyszło mi do głowy przerwać ciążę, ale kimże ja jestem, by decydować za innych? Jakim prawem chcą czynić to politycy, którzy dramatem kobiet handlują na bazarze doraźnych, sondażowych strat i zysków” – napisała Lis.

„Pytacie mnie, jak to możliwe, że wzywając kobiety do tego, aby wyszły na ulice i upomniały się o swoje prawa, zarazem otwarcie mówię, iż jestem przeciwna liberalizacji obecnej ustawy aborycyjnej/antyaborcyjnej (jak kto woli). Pytacie, a czasami oskarżacie. Otóż świat nie jest czarno-biały” – napisała na Instagramie żona Tomasza Lisa.

„Jestem matką dwóch fantastycznych młodych kobiet. Od początku mojej świadomości ich istnienia były dla mnie ludźmi, a nie „zygotą”, czy „zlepkiem komórek”. Obie ciąże były zagrożone, w obu występowało „zagrożenie zdrowia”, a bywało, że i życia matki, czyli niżej podpisanej. Mój wybór był natychmiastowy i dla mnie oczywisty. I tu przechodzimy do sedna sprawy: MÓJ WYBÓR. Chciałabym w naszej Polsce móc przekonywać kobiety, że: aborcja jest najgorszym wyborem, przyjmując jednocześnie do wiadomości to, że niekiedy bywa JEDYNYM wyborem” – wytłumaczyła dziennikarka.

 

Hanna Lis podkreśliła również, że jest za dostępem do tanich i bezpłatnych środków antykoncepcyjnych i choć jest zdeklarowaną przeciwniczką aborcji to opowiedziała się za możliwością jej stosowania.

 

 

 

źródło Instagram

 

Martyna

TA UKRAINKA WRZESZCZAŁA Z BÓLU! BRYGADZISTKA JĄ ZIGNOROWAŁA, A DLA PRACODAWCY WAŻNIEJSZA BYŁA PRALKA. (VIDEO)

 

Ukrainka straciła rękę w pralni w Luboniu około Poznania. Właściciel nie dość, że nie przeprowadził instruktażu pralki, to jeszcze zabronił ratownikom ją rozcinać. Sprzęt ważniejszy niż ludzkie życie.

 

Ukrainka Ołena Romanenko obsługiwała pralkę, która często się psuła. W końcu doszło do tragedii.

 

Prześcieradło, które prała o coś się zawinęło, wirnik wciągnął jej rękę, zaczęła wrzeszczeć z bólu, koleżanki rzuciły się jej na pomoc, a brygadzistka ją zignorowała.

Karygodnie zachował się natomiast pracodawca, który zabronił ratownikom rozcinać maszynę, nie chciał, aby uległa uszkodzeniu..

 

Kiedy dziewczyna trafiła do szpitala, było już niestety za późno, aby ocalić rękę.

Inspekcja Pracy bada sprawę, a jak podaje poznańska właściciel twierdzi, że nie wie, jak doszło do wypadku i zrzuca winę na Ukrainkę.

 

źródło youtube

mm




IDZIESZ NA ZWOLNIENIE LEKARSKIE? LEPIEJ SIĘ PILNUJ! ZA SYMULOWANIE MOŻESZ SŁONO ZAPŁACIĆ.

 

Idziesz na zwolnienie lekarskie? Lepiej się pilnuj. Do twoich drzwi może zapukać troskliwy urzędnik z ZUS oraz lekarz.

Okazuje się,  że ZUS wypowiada wojnę wszystkim tym, którzy biorą zwolnienie lekarskie, jednak nie są chorzy, ale np. mają remont w domu, zaplanowane wakacje, albo zwyczajnie nie chce im się pracować.

Pracownicy ZUS mają prawo do skontrolowania takich osób i to, aż dwukrotnie.

I coraz częściej będą korzystać z tego przywileju, aby sprawdzić czy chory leży w łóżku czy też symuluje.

A co kiedy urzędnik odkryje podłą intrygę? No cóż symulanta czeka kara w postaci zwrotu zasiłku i to nawet z odsetkami.

Przykładowo w 2017 r. pracownicy legnickiego ZUSu odzyskali prawie pół miliona złotych, natomiast w całym województwie dolnośląskim urzędnicy odebrali w sumie 1 188 937,05 zł.

Rekordzista musiał zwrócić aż 14 tys. zł za 96 dni nieuzasadnionego zwolnienia lekarskiego.

 

Zatem, jeśli wybierasz się na zwolnienie lekarskie, ale nie jesteś chory, lepiej miej się na baczności, albo zrezygnuj całkowicie z udawania i weź się do roboty.

źródło ncz, pixabay

mm




WIĘKSZEJ BZDURY W „WIADOMOŚCIACH” JESZCZE NIE BYŁO! DONALD TUSK ODPOWIEDZIALNY ZA AWARYJNE LĄDOWANIE NA LOTNISKU CHOPINA?

 

Wieczorem 10 stycznia doszło do awaryjnego lądowania na lotnisku Chopina.

Materiał o tym niefortunnym locie z Krakowa do Warszawy przygotowały „Wiadomości”.

I pewnie nic by nie było w nim dziwnego, gdyby nie to, że reporter, który zajął się sprawą wysunął z całego zdarzenia niesamowite wnioski. Chyba poniosła go wyobraźnia.

Reporter opisał całe zdarzenie, przytoczył wstępne ustalenia komisji, a później dodał:

 

 

„W 2007 roku szwedzki koncern SAS wycofał te maszyny z użytkowania. Mimo tego 5 lat później rząd Platformy Obywatelskiej i PSL wyraził zgodę na zakup ośmiu Bombardierów przez Eurolot. Całość opatrzono zdjęciem Donalda Tuska”.

 

 

Gwoli przypomnienia. To właśnie samolot Bombardier Dash Q400 Polskich Linii Lotniczych LOT leciał z Krakowa do Warszawy. W środę wieczorem awaryjnie lądował na warszawskim Lotnisku Chopina. Na pokładzie było 59 pasażerów i 5 członków załogi. Nikomu nic się nie stało.

 

Czyżby telewizja publiczna na siłę próbowała obwinić rząd PO, PSL za całe zdarzenie? A może za wszystko odpowiedzialny jest jeden człowiek – Donald Tusk?

 

Teoria nawet jak na TVP mocno przesadzona.

 

TVP, LOTNICTWO.NET.PL

mm