Kolejna rządowa limuzyna w rowie? A kto by się tam przejmował? Podatnicy zapłacą.

 

 

Do informacji o wypadkach rządowych limuzyn powinniśmy się już chyba przyzwyczaić. Wygląda na to, że kierowcy za kółkiem rządowego samochodu, albo nie potrafią jeździć, albo szarżują tak bardzo, że prędzej czy później lądują w rowie.

Wczoraj doszło do kolejnego zderzenia drogowego z udziałem pojazdu wsparcia, należącego do SOP (DAWNE BOR) w miejscowości Gacno w powiecie tucholskim w województwie kujawsko-pomorskim. Który to raz? Niedługo pewnie zabraknie palców u rąk, aby te wszystkie stłuczki policzyć.

 

Rzecznik prasowy SOP mł. chor. Anna Gdula-Bomba poinformowała, że w samochodzie znajdowali się funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa, którzy po zdarzeniu zostali przewiezieni do szpitali. Ich życie nie jest jednak zagrożone. Jeden z nich już opuścił szpital, a kolejni powinni zostać wypisani w najbliższych dniach.

 

 

W komunikacie SOP podano, że wszyscy czterej funkcjonariusze wykonują na co dzień zadania analityczne i nie zajmują się ochroną osób. Rutynowo w takich przypadkach pojazdem kieruje jeden z uczestników podróży, a nie specjalnie delegowany kierowca. Z informacji rzeczniczki SOP wynika, że w zdarzeniu poza samochodem Służby Ochrony Państwa, nie brał udziału żaden inny pojazd a kierowca nie był pod wpływem alkoholu. Wyjaśnieniem spawy zajmuje się policja, która ustala przebieg zdarzenia.

 

Jak widać, rządowe limuzyny to nie lada wyzwanie, dla funkcjonariuszy SOP, bo to nie pierwsze i zapewne nie ostatnie tego typu zdarzenie. Ale kto by się tam przejmował, stłuczką, rozbiciem, czy wpadnięciem do rowu? Podatnicy i tak zapłacą, a śledztwo przecież nic nie wykaże.

 

Źródło wprost, zdjęcie screen youtube

redakcja