ZACZYNA IM PRZESZKADZAĆ DOSŁOWNIE WSZYSTKO! Muzułmańskie dzieci nękają swoich nie-muzułmańskich rówieśników za…

Wolność słowa i wolność obyczajów? Tak, ale jedynie po muzułmańsku.

Okazuje się, że w niemieckich szkołach muzułmanom najdrobniejsze rzeczy zaczynają stawać ością w gardle.

Teraz poszło o żelki i kanapki z wieprzowiną jedzone przez dzieci z rodzin nie muzułmańskich.

Otóż, są one właśnie z takich  „drobnych” powodów nękane przez swoich muzułmańskich rówieśników.

 

 

„Nawet żelki nie są uważane za czyste” – powiedziała Hildegarda Greif-Groß, dyrektorka szkoły podstawowej Petera Petersena w imigranckiej dzielnicy Neukölln. Jak wyjaśniła w rozmowie z „Berliner Zeitung”, jest w nim zwierzęca żelatyna pochodząca z bydła, które nie zostało poddane ubojowi halal.

 

 

Muzułmanie chcą urządzać wszystko po swojemu, jakby byli u siebie, a nie w Niemczech, ale chyba tak się właśnie czują.

Ale to nie jedyny problem, muzułmańskie dzieci i nauczycielki chcą w szkołach nosić chusty, jednak jest to sprzeczne z Berlińską Ustawą o Neutralności, która zakazuje nauczycielom, policji i pracownikom sądowym noszenia symboli religijnych.

 

Przedstawiciele lewicy oraz regionalna konferencja delegacji Zielonych wyrazili pragnienie rewizji Berlińskiej Ustawy o Neutralności.

 

Wychodzi na to, że czas na kolejne zmiany i podporządkowanie się standardom muzułmańskim.

Kanapki z wieprzowiną i żelki już przeszkadzają, pytanie co jeszcze?