ŻOŁNIERZE WYKLĘCI „wśród nich była masa morderców, bandytów, świń, złodziei, gwałcicieli”. Współpracowali z Gestapo. Czarzastego poniosło.

W programie „Kwadrans Polityczny” na antenie TVP gościem był między innymi przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty oraz senator Prawa i Sprawiedliwości Jan Żaryn. Podczas audycji padła ostra krytyka żołnierzy wyklętych, których Narodowy Dzień Pamięci obchodzony jest 1 marca.

 

 

„My jako SLD uważamy, że jeśli chodzi o żołnierzy wyklętych, to byli wśród nich ludzie walczący o idee i tutaj kłaniamy się przed nimi.  Uważamy też jednak, że była wśród nich masa morderców, bandytów, świń, złodziei, gwałcicieli. Ja się nie pokłonię przed Brygadą Świętokrzyską, która współpracowała z Gestapo i jestem zażenowany, gdy premier polskiego rządu kładzie kwiaty na grobach jej żołnierzy – powiedział Włodzimierz Czarzasty.

 

„Nie pokłonię się przed „Szarym” (Antoni Heda, generał brygady i dowódca partyzantki z okręgu kieleckiego i radomskiego – przyp.red.), który 24 kwietnia 1945 roku zabił pięciu Żydów. 27 maja 1945 roku w Przedborzu „Żbik” (Władysław Kołaciński, dowódca Narodowych Sił Zbrojnych na Kielecczyźnie – przyp.red.) zabił dzieci i Żydów. Właśnie takie fakty wzbudzają kontrowersje. Przykładowo, „Szary” 6 czerwca 1945 roku zabił 194 osoby, w tym 65 dzieci.  Prawda jest taka: byli zarówno uczciwi jak i bandyci. Byli mordercy i gwałciciele jak i ludzie walczący o swoje ideały” – zakończył swój wywód szef SLD.

 

W obronie żołnierzy wyklętych stanął senator PiS Jan Żaryn.

 

„To są pomówienia wyciągnięte z czasów komunistycznych i z propagandy okresu stalinowskiego. Wtedy ci ludzie byli tak charakteryzowani a w tych konkretnych przykładach także jest bardzo dużo pomówień.  Żołnierze wyklęci działali w warunkach wojennych, w których istnieje margines bandytyzmu, gdy różne patologie wychodzą na wierzch, ale w znacznej większości byli to ludzie podlegli oficerom, zdyscyplinowani i służący sprawie odzyskania niepodległości” – zaoponował senator.

 

 

„Nie ma żadnej współpracy z Gestapo. Jest 850 ludzi z dowódcą, który otrzymuje rozkaz, że albo brygada może być wzięta do niewoli przez sowietów, albo przebijajcie się na zachód, a to oznacza wejście w kontakt z Niemcami. Brygada Świętokrzyska pięknie zakończyła swój marsz do Armii Andersa wyzwoleniem obozu w Holiszowie i Czesi to do dziś pamiętają” – dodał polityk PiS.

 

Przypominamy dziś Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych uchwalony w 2011 roku.

 

Miejmy nadzieję, że zaplanowane marsze i obchody upłyną spokojnie, bez niepotrzebnych kłótni i prania brudów.

 

 

źródło TVP, YouTube

redakcja



Martyna

TRAGICZNA ZBRODNIA PO LATACH! Gdyby tajne służby ukarały 17-latka, który dokonał nieudanego zamachu na Elżbietę II, do tej zbrodni pewnie by nie doszło.

 

 

1 marca wywiad Nowej Zelandii odtajnił informację o nieudanym zamachu na królową Wielkiej Brytanii Elżbietę II. Miało do niego dojść w 1981 roku podczas wizyty monarchini w mieście Dunedin.

 

Z odtajnionego dokumentu wyraźnie wynika, że zamachowcem był niezrównoważony 17-letni Christopher Lewis, który oddał strzały w kierunku królowej, gdy wysiadała ona z limuzyny, by udać się na uroczystość naukową.

 

„Lewis próbował zabić królową, ale nie zajął odpowiedniej pozycji przy oddawaniu strzałów, a także nie dysponował bronią zdolną do sięgnięcia celu z dalekiej odległości” – czytamy w dokumencie wywiadu przesłanym do redakcji agencji Reutera.

 

Nastolatek nie poniósł większych konsekwencji, nie postawiono mu zarzutów zdrady stanu ani próby morderstwa. Odpowiedział tylko za nielegalne posiadanie broni. W dokumentach ze śledztwa, nastolatka określono jako „niezrównoważonego młodzieńca”. Incydentu postanowiono nie nagłaśniać, uznając go za wstydliwy dla Nowej Zelandii.

 

Cała sprawa uszła chłopakowi na sucho, jednak teraz wiadomo, że decyzja służb miała dramatyczne konsekwencje.

 

 

W 1997 roku Lewis dokonał brutalnej zbrodni.  Z nieznanych przyczyn zamordował mieszkającą w Auckland kobietę oraz uprowadził jej córkę. Później porzucił dziecko przy lokalnym kościele i uciekł. Policja schwytała sprawcę i zamknęła go w areszcie. Oczekując na proces, Lewis popełnił samobójstwo rażąc się prądem elektrycznym. W zostawionym przez siebie ostatnim liście napisał, że nie odpowiada za śmierć swojej ofiary.

 

 

I pomyśleć tylko, że gdyby 17-latek został ukarany za próbę dokonania zamachu na Elżbiecie II, to ponad 20 lat później nie doszłoby do tej brutalnej zbrodni.

 

źródło wprost, wikipedia

redakcja

 

 






ALE GO ZAŁATWILI! Ponieważ jego sytuacja jest zupełnie inna niż Froni, Denis Urubko będzie musiał pokonać odległość 100 kilometrów, aby dojść do Askole.

Denis Urubko jest trzecim himalaistą, który opuścił narodową wyprawę na K2 przed oficjalnym jej zakończeniem.

 

Po tym, jak zdecydował o samodzielnym wejściu, zresztą nieudanym na szczyt, nie miał innego wyjścia, jak zrezygnować z wyprawy.

 

Wcześniej do Polski wrócili również Jarosław Botor i Rafał Fronia. Obaj w przeciwieństwie do Rosjanina nie musieli jednak pokonywać długiej drogi do Askole.

 

 

„W ich przypadku sytuacja wyglądała inaczej niż u Denisa. Jarosław Botor po akcji ratunkowej na Nanga Parbat podjął decyzję o opuszczeniu wyprawy już ze Skardu, więc od razu mógł być transportowany dalej. Z kolei Rafał Fronia ze względów medycznych został zabrany od razu helikopterem z bazy. Natomiast Denis Urubko samodzielnie podjął decyzję o opuszczeniu wyprawy. Tym samym nie było powodów medycznych i ratowniczych, więc nie mógł po niego przylecieć helikopter i tą drogę musi pokonać pieszo” – wytłumaczył Michał Leksiński, rzecznik prasowy narodowej wyprawy na K2.

 

Trasa, którą musi pokonać Urubko nie jest łatwa. Prowadzi przez lodowiec.

 

„Musi pokonać około 100 kilometrów do miejscowości Askole, która daje już możliwość transportu drogowego do Skardu. To jest ta sama droga, którą wcześniej wszyscy uczestnicy pokonywali gdy rozpoczęli wyprawę” – podkreślił Leksiński.

 

 

Według rzecznika prasowego wyprawy na K2 Urubko powinien dotrzeć do Askole w ciągu tygodnia.

 

źródło wp, facebook

redakcja

 






ADAM MAŁYSZ NIE CHCE SIĘ WYPOWIADAĆ NA TEMAT PROBLEMÓW PIOTRA ŻYŁY! Ma niezaprzeczalnie ważny powód.

Po ostatnich zawirowaniach w życiu Piotra Żyły, stanowisko w tej sprawie zmuszony nieco przez fanów skoczka zajął Adam Małysz.

 

Dyrektor PZN powiedział, że nie chce mieszać się w ten konflikt z jednego bardzo ważnego powodu

 

„Nie będę się wypowiadał na temat rodziny, bo Justyna jest moją kuzynką, a Piotr to także osoba mi bliska” – powiedział ex skoczek w rozmowie z se.pl.

 

Pojawiły się jednak teorie, że sytuacja prywatna Żyły odbija się na jego formie, a ta ostatnio jest dość słaba. Konsekwencją był brak startów w Pjongczangu, gdzie był jedynie rezerwowym. Małysz jednak ma inne zdanie na ten temat.

 

„Myślę […], że sprawy rodzinne nie miały żadnego wpływu na formę Piotra. W Korei nie było widać po nim żadnego przygnębienia. Wiadomo, że wewnętrznie przeżywał, iż skacze gorzej niż inni reprezentanci, ale nie dawał tego po sobie poznać – zapewnił Małysz.

 

Jaka jest więc przyczyna tak słabej formy Piotra Żyły?

 

wp.pl

redakcja